~Kate~
Justin wstał szybko z łóżka i zaczął się ubierać. Mnie sparaliżowało. Nie wiedziałam co się stało. Nie dochodziła do mnie ta myśl że ona nie żyje... Narobiła wiele zamieszania w moim życiu ale nie spodziewałam się że ona nie żyje...
-Kate wstawaj. Musimy tam pojechać...
-Ale co się stało?
-Nie wiem, ale jak tam pojedziemy wszystkiego się dowiemy. Spokojnie. Wstań kochanie.
Podniósł mnie z łóżka. Poszłam do garderoby i ubrałam się w pierwsze lepsze ubranie. W łazience umyłam twarz i zęby, następnie delikatnie pomalowałam rzęsy i usta. Zeszliśmy szybko do kuchni, wzięliśmy sobie po jabłku i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu bez słowa i pojechaliśmy do ośrodka. Naokoło było mnóstwo policji, pogotowie i jakieś inne służy specjalne. Zanim wysiedliśmy z samochodu Justin złapał mnie za rękę.
-Będzie wszystko dobrze. Nie przejmuj się tym tak.
-Nie martwię się... Jest to dla mnie po prostu szok.
-Rozumiem. Możemy już iść?
W szybę od strony Justina nagle zapukał policjant.
-Pan Bieber i Pani Johns?
-Tak.
-Proszę za mną.
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy za policjantem. Zatrzymaliśmy się przy wejściu do ośrodka i policjant przekazał nas pewnemu mężczyźnie nie był ubrany jak zwykły policjant jednak miał przypiętą odznakę.
-Przepraszam państwa że tak was ściągnęliśmy ale z tego co mi wiadomo to na was opierała się obsesja Panny Olsen... A dokładniej na Pannie Johns...
-Tak.
-Więc proszę za mną... Muszę państwu coś pokazać.
Mężczyzna zaprowadził nas do jednego z pokoi chorych.
-To jest pomieszczenie w którym była zamknięta panna Jes.
Rozejrzałam się. Ten pokoik wyglądał jak z horroru. Białe ściany łóżko na środku, jedna szafka jak przypuszczam na ubrania. Nagle Mężczyzna odsunął łóżko. Na ścianie widniały ciemne rysy jakby przypadkowe litery...
-Panna Olsen nie miała dostępu do niczego czym mogłaby to zrobić jednak z analizy wynika że jest to krew...
Moje oczy szeroko się otworzyły.
-Widzi pani te kartki włożone pod listewkę?
-Tak...
Mężczyzna nałożył białe rękawiczki i je wyjął. Podał nam po jednej takiej rękawiczce.
-Proszę to nałożyć. Lepiej żeby nie było tutaj waszych odcisków palców...
zrobiliśmy jak kazał. Podał nam kartki. Jednak nie były to zwykłe kartki był to wydrukowane zdjęcia i listy. Zdjęcia mnie na prawdę przeraziły... Na każdym byłam ja. Ale co najciekawsze zdjęcia były zrobione niedawno. Jedno jest nawet z moich urodzin...
-To... To niemożliwe... Przecież ona... Skąd miałaby te zdjęcia?
-Właśnie to w tej chwili staramy się wyjaśnić...
Spojrzałam dalej na zdjęcia i nagle dostrzegłam zdjęcie mnie jak byłam malutka.
-A to zdjęcie właśnie najbardziej mnie zaciekawiło... Czy panie znały się w dzieciństwie?
-Nie... Przynajmniej nie przypominam sobie żebym znała kogokolwiek o nazwisku Olsen...
-A Stevenson?
-Emm... Nie wiem możliwe... A dlaczego pan pyta o to nazwisko?
-Ponieważ panna Jes Olsen tak na prawdę nazywa się Jesica Stevenson.
-Co? Jak to?
-Jej wszystkie dokumenty okazały się podrobione. Są one naprawdę dobrą robotą. Nie robił tego byle kto. W bazie danych istnieje osoba taka jak jes Olsen jednak ta kobieta zaginęła 8 lat temu. Niedawno odnaleźliśmy jej ciało w pobliskiej rzece.
-Ale jakim cudem Jes... Znaczy Jesica normalnie funkcjonowała miała robione badania i nikt nie zauważył że ona to nie ona?!
-Spokojnie panno Johns. Jak już wspomniałem nie jest to robota byle amatora. W danych zostało naprawdę sporo namieszane.
-I co tak po prostu przez te 8 lat ona sobie robiła co chciała na nie swoje nazwisko?!
-Tak na to wychodzi.
-A nie było tej kobiety prawdziwej Jes Olsen w jakimś spisie zaginionych?
-Było zmienione nazwisko. Kobieta była zapisana jako Jes Olson. Owszem były jej wszystkie dane ale wystarczyła jedna mała zmiana i figurowała jako inna osoba.
Justin objął mnie ramieniem. We mnie złość po prostu buzowała. Co to za policja?! Co to za prawo!?
-No wracając do tego zdjęcia. Prosiłbym bardzo aby pani sobie przypomniała czy nikogo z takim nazwiskiem nie znała. To zdjęcie jest stare. Więc albo ktoś jej to dostarczył albo sama zrobiła.
-Ale kto... Chwilkę!
Uwolniłam się z uścisku Justina i podbiegłam do zamazanej ściany za łóżkiem. Kucnęłam i spojrzałam na nią jeszcze raz.
-Litery na ścianie nie są przypadkowe. W dzieciństwie grałam w pewną grę... wymyślało się wierszyk i rysowało kreseczki jakby drogę do celu.
Niezapominajki to są kwiatki z bajki
kreseczka w górę a potem w dół
rosną nad potoczkiem
prosto i w górę
patrzą rybim oczkiem
w górę w dół i z powrotem w dół i w górę
gdy się płynie łódką
w dół prosto i w dół
śmieją się cichutko
dwie prosto w dół i z powrotem prosto tak dwa razy
i szepczą mi skromnie
dwie w dół
nie zapomnij o mnie!
kółeczko.
Łzy napłynęły mi do oczu. Justin obok mnie kucnął.
-Wyszło We don't need no wings to fly...
-Nie możliwe...
-Ten napis był na ścianie w klubie na moich urodzinach i dostałam róże z karteczką z tym napisem...
-Czyli wszystko jasne...
-Jasne? Co tu jest jasne?! Czy ta psycholka znowu uciekła i za mną łaziła? Aż w końcu ktoś ją zabił?!
-Nie Jesica była kamerowana i nie ruszała się ani na krok z tego pokoju od paru tygodni.
-Więc jak zginęła?
-Właśnie tutaj jest problem...
-Problem?
-Nie powinienem wam udzielać takich informacji...
-Proszę pana niech pan powie, musimy wiedzieć co się z nią stało...
Tej nocy Jesica za dobre sprawowanie została zaprowadzona do salonu.
-Salonu?
-Proszę za mną.
Mężczyzna zaprowadził nas do pomieszczenia z kominkiem kanapą. Stał tam ekspres do kawy. Był urządzony prawdziwy salon.
-Tutaj była przez około godzinę. Oczywiście pod ciągłą obserwacją. Podczas gdy została odprowadzona z powrotem do miejsca w którym śpi musiała ukraść klucze lekarzowi. Ponieważ o 23.50 wyszła jakby nigdy nic z pokoju. Na kamerach widać jak idzie prosto na dach.
Zaprowadził nas teraz do pomieszczenia gdzie były monitory z których był wgląd na kamery.
-Widzą państwo idzie spokojnie, nigdzie się nie spieszy.
Nagle naszym oczom ukazał się dach i Jes spacerująca po krawędzi. Złapałam Justina mocno za rękę. Widziałam że był tym wszystkim tak samo jak ja oszołomiony. Nie byłam pewna czy chcę widzieć jej śmierć... Jednak nie miałam wyboru
-Widzą państwo? Chodzi tak przez dobre 5 minut. Tak jakby czekała specjalnie do północy. Ale zegarka nie miała żeby móc sprawdzić godzinę. Skoczyła...
przerwałam mu
-Równo o północy prawda?
-Tak.
-Ja się urodziłam o północy...
wtorek, 24 grudnia 2013
ROZDZIAŁ 43
~Kate~
Gdy się obudziłam spostrzegłam że Justin mi się uważnie przygląda. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam opanować swoich emocji. Byłam taka szczęśliwa po nocy spędzonej z nim. Najwspanialsze urodziny w moim życiu. Tu nie chodzi o super prezenty materialne które dostałam czy sam fakt imprezy. To dostawałam co roku. Jednak nigdy wcześniej nie dostałam tej bliskości. Nie przeżywałam tylu uczuć w jednym dniu. Począwszy od podekscytowania i wzruszenia kończąc na ogromnej miłości i szczęściu. Może to samolubne ale chciałabym żeby każdy dzień tak wyglądał. Pocałowałam jusTina delikatnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry.
Uśmiechnął się i wpatrywaliśmy się sobie chwilę w oczy bez żadnych słów. W tamtej chwili przypomniałam sobie noc gdy się poznaliśmy.
"-Oj dawaj, wiem że chcesz – Uśmiechnęłam się i złapałam jego ręce kładąc sobie nisko na biodrach. Następnie swoje ręce owinęłam wokół jego szyi i zaczęłam się powoli i seksownie poruszać, stał przez jakiś czas jak wryty, jednak po chwili zaczął poruszać się równo ze mną. Ciągle patrzyłam w jego oczy a on w moje. Były piękne. Chyba najpiękniejsze jakie widziałam. Mogłabym się w nie wpatrywać przez całe życie. Jednak gdy piosenka się skończyła, dałam mu buziaka w policzek i szepnęłam do ucha
-pieprz się ze mną."
Teraz to wszystko pamiętam jakby działo się parę dni temu. Nie byliśmy razem, ja pierwszy raz byłam pijana i mimo że gadałam głupoty nie żałuję niczego z tamtego dnia a właściwie nocy. Wiem... Może to brzmi niewiarygodnie ale kocham go z dnia na dzień coraz mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
-Chyba czas wstać?
-Nieee, poleżmy jeszcze chwilkę. Tak mi tu dobrze z tobą. - przytuliłam go mocno do siebie.
-Kate ale jest już 13. Za chwilę pewnie wróci twoja siostra o ile już jej nie ma w domu.
-I co z tego? Przecież nie jest dzieckiem nie musimy jej niańczyć tak?
-A jeżeli tu wejdzie? A my tak?
-Justinie Drew Bieber! Od kiedy ty się wstydzisz mojej siostry?
-Nie wstydzę ale nie uważasz że to będzie krępująca sytuacja?
Westchnęłam. Wstałam z łózka i zamknęłam drzwi na klucz. Wróciłam do niego do łóżka.
-Już lepiej się czujesz? teraz tu nie wejdzie.
-Znacznie.
Podparł się łokciami po obu stronach mojego ciała. Jego twarz nagle znajdowała się parę milimetrów nad moją.
-No nie wierzę w to że krępowały cię otworzone drzwi...
zaśmiałam się lekko
-Nie krępowały. Po prostu chciałem się dokładniej i z lepszej perspektywy przyjrzeć twojemu ciału.
-A skąd wiedziałeś że wstanę je zamknąć? A nie na przykład pójdę się ubrać?
-Znam cię i wiedziałem że tego nie zrobisz.
-Aaj jesteś okropny!
uderzyłam go lekko w ramie.
-Ale za to mnie kochasz.
-Nie tylko za to.
-Taak? A za co jeszcze?
-Za to że jesteś przystojny, że świetnie całujesz, w tych sprawach też jesteś całkiem niezły...
Nagle przerwał mi
-Tylko niezły?
-hmm no tak.
-Ej Ej Ej! -zaczął mnie łaskotać a ja się strasznie śmiać.
-Przestań!
-To mnie nie kłam i powiedz prawdę!
-Jaką prawdę? Przecież nie kłamię!
-W nocy mówiłaś że jestem lepszy niż niezły.
-Aaj to było w nocy!
Dalej mnie łaskotał.
-Kłamczucha!
-Do.. dobra przestań już! Powiem co chcesz tylko przestań proszę!
-Przestał na chwilę. Coś chciałaś powiedzieć?
-Tak że jesteś świetny w łóżku.- szepnęłam
-Co? Nie słyszałem.
-Jesteś świetny w łóżku. -Powiedziałam teraz normalnym głosem
-Coś dzisiaj cicho mówisz...
-Jesteś zajebisty w łóżku!- krzyknęłam.- lepiej?
-Oo zdecydowanie. -pocałował mnie.- No dobrze więc dokończ za co mnie jeszcze kochasz?
-Za to że jesteś taki okrutny! -wykrzywiłam zabawnie twarz
-Za to że jesteś romantykiem, że codziennie czuję smak twoich ust przy czym mam dreszcze, za to że zawsze jesteś przy mnie, za to że bywasz zabawny, za to że nie dasz mnie nikomu skrzywdzić i że czuję się przy tobie bezpiecznie. Za to że dajesz mi szczęście każdego dnia, za to że pojawiłeś się w moim życiu, za to że się o mnie martwisz i za to że uwielbiam twój uśmiech. Za to że jesteś jednocześnie najlepszym chłopakiem na świecie i moim przyjacielem, za twoje piękne oczy, za ciepło które mi dajesz każdego dnia. Kocham cię za to że ty mnie Kochasz.
Justin patrzył się na mnie poważnie. Zauważyłam że jego oczy się zeszkliły. Najpiękniejszy widok na świecie? Twój mężczyzna się wzrusza.
-Dziękuję. Wiesz że nikt jeszcze nie miał tyle powodów aby mnie kochać.
-To ty je dajesz. Ja powinnam tobie podziękować.
-Kocham cię.
-Wiem o tym głuptasie.
Pocałowałam go. Był to długi, ale delikatny pocałunek. Przerwał nam dźwięk dzwoniącego telefonu. Justin odrzucił połączenie.
-Nie odbierzesz?
-Nie. Jestem teraz tutaj z tobą i nie mam zamiaru go odbierać.
Za parę sekund znowu zadzwonił. Justin znowu odrzucił. Po chwili znowu.
-Może jednak odbierz? Jeżeli to coś ważnego?
-Nie ma nic ważniejszego od Ciebie.
Wyłączył telefon.
-Ale jeśli...
-Ććć
Justin znowu mnie pocałował, ale tym razem zadzwonił mój telefon.
-Kur...
-Spokojnie. To musi być rzeczywiście coś ważnego skoro się tak do nas dobijają.
Wstałam do telefonu. Jednak przestał dzwonić. Wzięłam go ze sobą i wróciłam do łózka.
-To Chris... Justin coś się stało...
-Skąd takie przypuszczenie?
-Bo Chris dobrze wiedział że jesteś u mnie i kto jak kto ale on by nam nie przeszkadzał i nie dzwonił bez powodu.
-Oj Kate spokojnie. Może po prostu czegoś potrzebuje. Uwierz mi on potrafi być upierdliwy.
-No nie wiem, mam jakieś złe przeczucie...
Telefon znów zadzwonił. Natychmiast go odebrałam.
-Halo?
-Dzięki Bogu! W końcu odebraliście!
-Co się stało?
-Pogłupieliście żeby tak telefonów nie odbierać?!
-Chris spokojnie. Co się stało?
-Kate... Wiesz że gdyby to nie było coś ważnego nie przeszkadzałbym wam...
-Tak wiem... Nie przedłużaj tylko mów o co chodzi!
-Może nie powinienem psuć wam jak sądzę dobrze rozpoczętego dnia ale uznałem że powinniście wiedzieć...
-No powiesz w końcu co się stało!?
-Weź na głośnik...
Zrobiłam co mi kazał
-Tak więc... Kate... Justin...
-No co?!
-Dzwoniła do mnie Policja...
-Boże mów w końcu co się stało bo nie wytrzymam zaraz!
-Jes nie żyje...
Zatkało nas. Spojrzeliśmy się z Justinem na siebie z przerażeniem...
-Dlaczego do nas nie dzwonili?
-Do Justina próbowali ale się dodzwonić nie mogli i do ciebie Kate na domowy dzwonili ale nikt nie odbierał więc zadzwonili do nas...
-Ale jak to się stało?
-Nie chcieli mi nic powiedzieć. Kazali się tylko z wami skontaktować i przyjechać do tego ośrodka gdzie ją trzymali...
-Dobra zaraz tam będziemy...
Rozłączyłam się.
Gdy się obudziłam spostrzegłam że Justin mi się uważnie przygląda. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam opanować swoich emocji. Byłam taka szczęśliwa po nocy spędzonej z nim. Najwspanialsze urodziny w moim życiu. Tu nie chodzi o super prezenty materialne które dostałam czy sam fakt imprezy. To dostawałam co roku. Jednak nigdy wcześniej nie dostałam tej bliskości. Nie przeżywałam tylu uczuć w jednym dniu. Począwszy od podekscytowania i wzruszenia kończąc na ogromnej miłości i szczęściu. Może to samolubne ale chciałabym żeby każdy dzień tak wyglądał. Pocałowałam jusTina delikatnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry.
Uśmiechnął się i wpatrywaliśmy się sobie chwilę w oczy bez żadnych słów. W tamtej chwili przypomniałam sobie noc gdy się poznaliśmy.
"-Oj dawaj, wiem że chcesz – Uśmiechnęłam się i złapałam jego ręce kładąc sobie nisko na biodrach. Następnie swoje ręce owinęłam wokół jego szyi i zaczęłam się powoli i seksownie poruszać, stał przez jakiś czas jak wryty, jednak po chwili zaczął poruszać się równo ze mną. Ciągle patrzyłam w jego oczy a on w moje. Były piękne. Chyba najpiękniejsze jakie widziałam. Mogłabym się w nie wpatrywać przez całe życie. Jednak gdy piosenka się skończyła, dałam mu buziaka w policzek i szepnęłam do ucha
-pieprz się ze mną."
Teraz to wszystko pamiętam jakby działo się parę dni temu. Nie byliśmy razem, ja pierwszy raz byłam pijana i mimo że gadałam głupoty nie żałuję niczego z tamtego dnia a właściwie nocy. Wiem... Może to brzmi niewiarygodnie ale kocham go z dnia na dzień coraz mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
-Chyba czas wstać?
-Nieee, poleżmy jeszcze chwilkę. Tak mi tu dobrze z tobą. - przytuliłam go mocno do siebie.
-Kate ale jest już 13. Za chwilę pewnie wróci twoja siostra o ile już jej nie ma w domu.
-I co z tego? Przecież nie jest dzieckiem nie musimy jej niańczyć tak?
-A jeżeli tu wejdzie? A my tak?
-Justinie Drew Bieber! Od kiedy ty się wstydzisz mojej siostry?
-Nie wstydzę ale nie uważasz że to będzie krępująca sytuacja?
Westchnęłam. Wstałam z łózka i zamknęłam drzwi na klucz. Wróciłam do niego do łóżka.
-Już lepiej się czujesz? teraz tu nie wejdzie.
-Znacznie.
Podparł się łokciami po obu stronach mojego ciała. Jego twarz nagle znajdowała się parę milimetrów nad moją.
-No nie wierzę w to że krępowały cię otworzone drzwi...
zaśmiałam się lekko
-Nie krępowały. Po prostu chciałem się dokładniej i z lepszej perspektywy przyjrzeć twojemu ciału.
-A skąd wiedziałeś że wstanę je zamknąć? A nie na przykład pójdę się ubrać?
-Znam cię i wiedziałem że tego nie zrobisz.
-Aaj jesteś okropny!
uderzyłam go lekko w ramie.
-Ale za to mnie kochasz.
-Nie tylko za to.
-Taak? A za co jeszcze?
-Za to że jesteś przystojny, że świetnie całujesz, w tych sprawach też jesteś całkiem niezły...
Nagle przerwał mi
-Tylko niezły?
-hmm no tak.
-Ej Ej Ej! -zaczął mnie łaskotać a ja się strasznie śmiać.
-Przestań!
-To mnie nie kłam i powiedz prawdę!
-Jaką prawdę? Przecież nie kłamię!
-W nocy mówiłaś że jestem lepszy niż niezły.
-Aaj to było w nocy!
Dalej mnie łaskotał.
-Kłamczucha!
-Do.. dobra przestań już! Powiem co chcesz tylko przestań proszę!
-Przestał na chwilę. Coś chciałaś powiedzieć?
-Tak że jesteś świetny w łóżku.- szepnęłam
-Co? Nie słyszałem.
-Jesteś świetny w łóżku. -Powiedziałam teraz normalnym głosem
-Coś dzisiaj cicho mówisz...
-Jesteś zajebisty w łóżku!- krzyknęłam.- lepiej?
-Oo zdecydowanie. -pocałował mnie.- No dobrze więc dokończ za co mnie jeszcze kochasz?
-Za to że jesteś taki okrutny! -wykrzywiłam zabawnie twarz
-Za to że jesteś romantykiem, że codziennie czuję smak twoich ust przy czym mam dreszcze, za to że zawsze jesteś przy mnie, za to że bywasz zabawny, za to że nie dasz mnie nikomu skrzywdzić i że czuję się przy tobie bezpiecznie. Za to że dajesz mi szczęście każdego dnia, za to że pojawiłeś się w moim życiu, za to że się o mnie martwisz i za to że uwielbiam twój uśmiech. Za to że jesteś jednocześnie najlepszym chłopakiem na świecie i moim przyjacielem, za twoje piękne oczy, za ciepło które mi dajesz każdego dnia. Kocham cię za to że ty mnie Kochasz.
Justin patrzył się na mnie poważnie. Zauważyłam że jego oczy się zeszkliły. Najpiękniejszy widok na świecie? Twój mężczyzna się wzrusza.
-Dziękuję. Wiesz że nikt jeszcze nie miał tyle powodów aby mnie kochać.
-To ty je dajesz. Ja powinnam tobie podziękować.
-Kocham cię.
-Wiem o tym głuptasie.
Pocałowałam go. Był to długi, ale delikatny pocałunek. Przerwał nam dźwięk dzwoniącego telefonu. Justin odrzucił połączenie.
-Nie odbierzesz?
-Nie. Jestem teraz tutaj z tobą i nie mam zamiaru go odbierać.
Za parę sekund znowu zadzwonił. Justin znowu odrzucił. Po chwili znowu.
-Może jednak odbierz? Jeżeli to coś ważnego?
-Nie ma nic ważniejszego od Ciebie.
Wyłączył telefon.
-Ale jeśli...
-Ććć
Justin znowu mnie pocałował, ale tym razem zadzwonił mój telefon.
-Kur...
-Spokojnie. To musi być rzeczywiście coś ważnego skoro się tak do nas dobijają.
Wstałam do telefonu. Jednak przestał dzwonić. Wzięłam go ze sobą i wróciłam do łózka.
-To Chris... Justin coś się stało...
-Skąd takie przypuszczenie?
-Bo Chris dobrze wiedział że jesteś u mnie i kto jak kto ale on by nam nie przeszkadzał i nie dzwonił bez powodu.
-Oj Kate spokojnie. Może po prostu czegoś potrzebuje. Uwierz mi on potrafi być upierdliwy.
-No nie wiem, mam jakieś złe przeczucie...
Telefon znów zadzwonił. Natychmiast go odebrałam.
-Halo?
-Dzięki Bogu! W końcu odebraliście!
-Co się stało?
-Pogłupieliście żeby tak telefonów nie odbierać?!
-Chris spokojnie. Co się stało?
-Kate... Wiesz że gdyby to nie było coś ważnego nie przeszkadzałbym wam...
-Tak wiem... Nie przedłużaj tylko mów o co chodzi!
-Może nie powinienem psuć wam jak sądzę dobrze rozpoczętego dnia ale uznałem że powinniście wiedzieć...
-No powiesz w końcu co się stało!?
-Weź na głośnik...
Zrobiłam co mi kazał
-Tak więc... Kate... Justin...
-No co?!
-Dzwoniła do mnie Policja...
-Boże mów w końcu co się stało bo nie wytrzymam zaraz!
-Jes nie żyje...
Zatkało nas. Spojrzeliśmy się z Justinem na siebie z przerażeniem...
-Dlaczego do nas nie dzwonili?
-Do Justina próbowali ale się dodzwonić nie mogli i do ciebie Kate na domowy dzwonili ale nikt nie odbierał więc zadzwonili do nas...
-Ale jak to się stało?
-Nie chcieli mi nic powiedzieć. Kazali się tylko z wami skontaktować i przyjechać do tego ośrodka gdzie ją trzymali...
-Dobra zaraz tam będziemy...
Rozłączyłam się.
sobota, 14 grudnia 2013
ROZDZIAŁ 42
~Justin~
Gdy zobaczyłem ten bukiet wraz z liścikiem w mojej głowie pojawiło się wiele pytań i zwątpień... Czy to ta sama osoba co zrobiła graffiti? Kto zrobił graffiti? Do tej pory myślałam że ? Alice komuś to zleciła... Dlaczego akurat te słowa? Dlaczego w bukiecie czerwonych róż jedna czarna? Czy to znaczy że jest ona inna i przetrwa mimo tego że się wyróżnia? Czy może czerń oznacza śmierć? Co jeśli ktoś chce ją skrzywdzić? Albo może jest to ostrzeżenie? Może ktoś coś wie ale nie chce nam powiedzieć? Ale dlaczego nie zostawił więc czytelniejszego znaku? To wszystko plątało się w tamtej chwili w mojej głowie ale nie mogłem pokazać Kate że się martwię. Uśmiechnąłem się do niej po chwili zamyślenia. Była ona lekko zmieszana
-Justin? To nie ty prawda?
-Nie kochanie nie ja.
-A wiesz może kto?
-Nie ale spokojnie. Czemu jesteś taka przestraszona? Czarna róża pewnie oznacza inność i że jest żywa więc przetrwa mimo wszystko w tłumie innych od siebie.
-Ale dlaczego czarna a nie na przykład biała?
-Może to ma ukazać twoją przeszłość... W końcu nie miałaś łatwo.
-No może i tak...
-Kate!- złapałem w dłonie jej twarz- uśmiechnij się to twój dzień i tym prezentem nikt na pewno nie chciał sprawić ci przykrości ani żebyś się bała.
-Dobrze kochanie ale zrozum że po tym wszystkim co przeszłam mam pewne negatywne myśli czasami...
-Rozumiem to ale przypomnij sobie że to wszystko minęło. Że w tej chwili jesteś tutaj ze mną i nie wiem jeszcze dlaczego stoimy w przejściu zamiast przejść do środka. Dokładniej do twojego pokoju, do łóżka...
uśmiechnąłem się znacząco. Kate zrobiła to samo i pocałowała mnie delikatnie w usta. Gdy jej usta odsunęły się od moich uśmiech z nich nie schodził. Weszliśmy do środka.
-Kochanie przyniesiesz z samochodu prezenty a ja nam przygotuję coś specjalnego?
-Oczywiście księżniczko. Już pędzę.
Pobiegłem po prezenty. Było ich na prawdę dużo więc musiałem do samochodu chodzić dwa razy. Położyłem wszystko w salonie.
-Kate kochanie czekam na ciebie!
Krzyknąłem do Kate będącej w kuchni. Po chwili z niej wyszła z miseczką owoców i bitą śmietaną. Następnie przyniosła gorącą czekoladę.
-Miałam ogromną ochotę na słodkie.
Uśmiechnęła się do mnie tym swoim uśmiechem anioła. Usiadła na kanapie i wzięła pierwszą torebkę z prezentem aby go rozpakować jednak po chwili go odłożyła i wzięła czerwone pudełeczko. Z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęła je rozpakowywać. Usiadłem obok niej i spojżałem na prezent. Ona jeszcze go do końca nie wyjęła a już się śmiała. Nie wiedziałem o co chodzi dopóki nie ujrzałem całego prezentu. Była to zwiewna mało zasłaniająca czerwona sukieneczka cała z koronki więc mocno prześwitująca i do tego czarna bielizna.
-Jezu Kate muszę cię dzisiaj w tym zobaczyć...
Mruknąłem jej w szyję. Ona zachichotała
-Pomyślę...
-No Ej!
-No co?
-No załóż ją proszę.
-Po co ją założę jak i tak za chwilę ją ze mnie zdejmiesz.
Puściła mi oczko
-Po to żebym cię pooglądał.
-Dobrze więc założę.
Uśmiechnąłem się zwycięsko. Kate otwierała resztę prezentów po kolei. Ja co chwilę zerkałem co mi pokazywała Kate ale w tym czasie też rozpalałem w kominku. Była dzisiaj dość zimna noc.
Usiadłem obok niej na kanapie i wziąłem kubek gorącej czekolady napiłem się trochę. Kate już swoją wypiła.
Zjedliśmy owoce przy czym Kate ubrudziła mnie całego w bitej śmietanie. Sprzątnęliśmy naczynia i poszliśmy do Kate do pokoju.
-Zapomniałam prezentu od Steph i Bruca!
Kate wróciła po prezent a ja puściłem wodę do wanny. Gdy Kate wróciła spojrzała na mnie zadziornie.
-Co ty planujesz nam wspólną kąpiel?
-Taak to chyba dobry pomysł nie uważasz?
-Oj nie nie nie. Kąpiel to może być potem. No chyba że chcesz zrezygnować z oglądania mnie w tej sukience o ile można to tak nazwać.
-A nie nie nie. Jak tak to ja czekaj w pokoju a ty się tu przebieraj.
Zaśmiała się i wypchnęła mnie lekko z łazienki. Podczas gdy ona się przebierała ja zapaliłem świeczki w całym pokoju. Tak jakby Kate je naszykowała bo były wszędzie porozstawiane. Usiadłem na fotelu przy biurku i czekałem. Nagle Kate wyszła z łazienki. Wyglądała oszałamiająco. Szczęka mi dosłownie opadła. Kate do mnie podeszła i delikatnie zamknęła mi usta uśmiechając się.
-I jak ci się podobam?
Obkręciła się.
-Wyglądasz... Wyglądasz...
-No jak?
-Seksownie...
-Dziękuję. To właśnie chciałam usłyszeć.
Usiadła na moich kolanach okrakiem a mnie sparaliżowało. Nie mogło do mnie dotrzeć że mam przy sobie taką dziewczynę... I nigdy wcześniej bym się tak nie zachował... Gdybym miał okazję to bym działał a w tej chwili nie wiedziałem co mam zrobić... Co się ze mną dzieje? Kate jednak to nie przeszkadzało. Jej dłonie spoczęły na mojej szyi i zaczęła mnie całować. Po chwili czułem jak rozpina mi koszulę. I gdy jej chłodne dłonie dotknęły mojego torsu ocknąłem się z tego wszystkiego i mocno ją złapałem za pupę wstając. Jej nogi owinęły mnie w pasie nie oderwała ust od moich. Położyłem ją na łóżku i zdjąłem z siebie koszulę. Nie minęła chwila i leżeliśmy już oboje bez ubrań.
Kate podczas seksu nie była taka jak poprzednio. Tak jakby pragnęła tego od dłuższego czasu. Jej paznokcie co jakiś czas wbijały się w moje plecy i przygryzała mi parę razy skórę na szyi. Ona kontrolowała wszystko chciałem być delikatny jednak ona tego nie chciała. Podobało mi się to. Nie wiedziałem że moja księżniczka jest do czegoś takiego zdolna. Sprawiła że nie myślałem o niczym tylko o sprawieniu jej wielkiej przyjemności. Nigdy nie myślałem że będę tak szczęśliwym człowiekiem jak jestem w tej chwili. Podczas tej nocy kochaliśmy się dwa razy. Były to najlepsze godziny w moim życiu.
Kate leżała obok mnie rysując serduszka na moim torsie.
-Kocham cię Justin.
-Wiem kochanie. Też cię kocham.
-Pocałowała mnie. -Nasze języki toczyły walkę o dominację. Po paru sekundach Kate znów wylądowała na mnie.
-Trzeci raz? - mrugnąłem do niej
-A nie chcesz?
-Ja nie chcę? Głupie pytania zadajesz!
Spać położyliśmy się dopiero o 6 rano. Wstałem wcześniej niż Kate i leżałem przyglądając się jej. Uwielbiałem na nią patrzeć. Chciałbym już przez całe życie ją taką widywać jak dzisiejszej nocy. Chciałbym też budząc się widzieć jej najcudowniejszą zaspaną twarz. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem ale w tamtej chwili w mojej głowie pojawił się obraz jej dłoni z obrączką. Jesteśmy za młodzi na ślub ale nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.
Jezuuuu Tak was przepraszam miał być rozdział w nocy wiem ale jak pisałam to usnęłam z laptopem i dopiero co wstałam. Nie jest tu dużo napisane ale to tyle co zdążyłam przed zaśnięciem. Nadrobię to jeszcze obiecuję. Kocham was mocno i już nie wiem po raz który dziękuję że jesteście <3
Z całego serca was przepraszam że tyle czekać musicie na rozdziały... Chciałabym je częściej pisać ale to nie jest takie łatwe. Mam naukę nie zawsze dostęp do laptopa i wiele spraw ostatnio na mojej głowie. Już niedługo Święta i zrobię wam prezent ! <3 Myślę że będziecie zadowoleni :*
Gdy zobaczyłem ten bukiet wraz z liścikiem w mojej głowie pojawiło się wiele pytań i zwątpień... Czy to ta sama osoba co zrobiła graffiti? Kto zrobił graffiti? Do tej pory myślałam że ? Alice komuś to zleciła... Dlaczego akurat te słowa? Dlaczego w bukiecie czerwonych róż jedna czarna? Czy to znaczy że jest ona inna i przetrwa mimo tego że się wyróżnia? Czy może czerń oznacza śmierć? Co jeśli ktoś chce ją skrzywdzić? Albo może jest to ostrzeżenie? Może ktoś coś wie ale nie chce nam powiedzieć? Ale dlaczego nie zostawił więc czytelniejszego znaku? To wszystko plątało się w tamtej chwili w mojej głowie ale nie mogłem pokazać Kate że się martwię. Uśmiechnąłem się do niej po chwili zamyślenia. Była ona lekko zmieszana
-Justin? To nie ty prawda?
-Nie kochanie nie ja.
-A wiesz może kto?
-Nie ale spokojnie. Czemu jesteś taka przestraszona? Czarna róża pewnie oznacza inność i że jest żywa więc przetrwa mimo wszystko w tłumie innych od siebie.
-Ale dlaczego czarna a nie na przykład biała?
-Może to ma ukazać twoją przeszłość... W końcu nie miałaś łatwo.
-No może i tak...
-Kate!- złapałem w dłonie jej twarz- uśmiechnij się to twój dzień i tym prezentem nikt na pewno nie chciał sprawić ci przykrości ani żebyś się bała.
-Dobrze kochanie ale zrozum że po tym wszystkim co przeszłam mam pewne negatywne myśli czasami...
-Rozumiem to ale przypomnij sobie że to wszystko minęło. Że w tej chwili jesteś tutaj ze mną i nie wiem jeszcze dlaczego stoimy w przejściu zamiast przejść do środka. Dokładniej do twojego pokoju, do łóżka...
uśmiechnąłem się znacząco. Kate zrobiła to samo i pocałowała mnie delikatnie w usta. Gdy jej usta odsunęły się od moich uśmiech z nich nie schodził. Weszliśmy do środka.
-Kochanie przyniesiesz z samochodu prezenty a ja nam przygotuję coś specjalnego?
-Oczywiście księżniczko. Już pędzę.
Pobiegłem po prezenty. Było ich na prawdę dużo więc musiałem do samochodu chodzić dwa razy. Położyłem wszystko w salonie.
-Kate kochanie czekam na ciebie!
Krzyknąłem do Kate będącej w kuchni. Po chwili z niej wyszła z miseczką owoców i bitą śmietaną. Następnie przyniosła gorącą czekoladę.
-Miałam ogromną ochotę na słodkie.
Uśmiechnęła się do mnie tym swoim uśmiechem anioła. Usiadła na kanapie i wzięła pierwszą torebkę z prezentem aby go rozpakować jednak po chwili go odłożyła i wzięła czerwone pudełeczko. Z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęła je rozpakowywać. Usiadłem obok niej i spojżałem na prezent. Ona jeszcze go do końca nie wyjęła a już się śmiała. Nie wiedziałem o co chodzi dopóki nie ujrzałem całego prezentu. Była to zwiewna mało zasłaniająca czerwona sukieneczka cała z koronki więc mocno prześwitująca i do tego czarna bielizna.
-Jezu Kate muszę cię dzisiaj w tym zobaczyć...
Mruknąłem jej w szyję. Ona zachichotała
-Pomyślę...
-No Ej!
-No co?
-No załóż ją proszę.
-Po co ją założę jak i tak za chwilę ją ze mnie zdejmiesz.
Puściła mi oczko
-Po to żebym cię pooglądał.
-Dobrze więc założę.
Uśmiechnąłem się zwycięsko. Kate otwierała resztę prezentów po kolei. Ja co chwilę zerkałem co mi pokazywała Kate ale w tym czasie też rozpalałem w kominku. Była dzisiaj dość zimna noc.
Usiadłem obok niej na kanapie i wziąłem kubek gorącej czekolady napiłem się trochę. Kate już swoją wypiła.
Zjedliśmy owoce przy czym Kate ubrudziła mnie całego w bitej śmietanie. Sprzątnęliśmy naczynia i poszliśmy do Kate do pokoju.
-Zapomniałam prezentu od Steph i Bruca!
Kate wróciła po prezent a ja puściłem wodę do wanny. Gdy Kate wróciła spojrzała na mnie zadziornie.
-Co ty planujesz nam wspólną kąpiel?
-Taak to chyba dobry pomysł nie uważasz?
-Oj nie nie nie. Kąpiel to może być potem. No chyba że chcesz zrezygnować z oglądania mnie w tej sukience o ile można to tak nazwać.
-A nie nie nie. Jak tak to ja czekaj w pokoju a ty się tu przebieraj.
Zaśmiała się i wypchnęła mnie lekko z łazienki. Podczas gdy ona się przebierała ja zapaliłem świeczki w całym pokoju. Tak jakby Kate je naszykowała bo były wszędzie porozstawiane. Usiadłem na fotelu przy biurku i czekałem. Nagle Kate wyszła z łazienki. Wyglądała oszałamiająco. Szczęka mi dosłownie opadła. Kate do mnie podeszła i delikatnie zamknęła mi usta uśmiechając się.
-I jak ci się podobam?
Obkręciła się.
-Wyglądasz... Wyglądasz...
-No jak?
-Seksownie...
-Dziękuję. To właśnie chciałam usłyszeć.
Usiadła na moich kolanach okrakiem a mnie sparaliżowało. Nie mogło do mnie dotrzeć że mam przy sobie taką dziewczynę... I nigdy wcześniej bym się tak nie zachował... Gdybym miał okazję to bym działał a w tej chwili nie wiedziałem co mam zrobić... Co się ze mną dzieje? Kate jednak to nie przeszkadzało. Jej dłonie spoczęły na mojej szyi i zaczęła mnie całować. Po chwili czułem jak rozpina mi koszulę. I gdy jej chłodne dłonie dotknęły mojego torsu ocknąłem się z tego wszystkiego i mocno ją złapałem za pupę wstając. Jej nogi owinęły mnie w pasie nie oderwała ust od moich. Położyłem ją na łóżku i zdjąłem z siebie koszulę. Nie minęła chwila i leżeliśmy już oboje bez ubrań.
Kate podczas seksu nie była taka jak poprzednio. Tak jakby pragnęła tego od dłuższego czasu. Jej paznokcie co jakiś czas wbijały się w moje plecy i przygryzała mi parę razy skórę na szyi. Ona kontrolowała wszystko chciałem być delikatny jednak ona tego nie chciała. Podobało mi się to. Nie wiedziałem że moja księżniczka jest do czegoś takiego zdolna. Sprawiła że nie myślałem o niczym tylko o sprawieniu jej wielkiej przyjemności. Nigdy nie myślałem że będę tak szczęśliwym człowiekiem jak jestem w tej chwili. Podczas tej nocy kochaliśmy się dwa razy. Były to najlepsze godziny w moim życiu.
Kate leżała obok mnie rysując serduszka na moim torsie.
-Kocham cię Justin.
-Wiem kochanie. Też cię kocham.
-Pocałowała mnie. -Nasze języki toczyły walkę o dominację. Po paru sekundach Kate znów wylądowała na mnie.
-Trzeci raz? - mrugnąłem do niej
-A nie chcesz?
-Ja nie chcę? Głupie pytania zadajesz!
Spać położyliśmy się dopiero o 6 rano. Wstałem wcześniej niż Kate i leżałem przyglądając się jej. Uwielbiałem na nią patrzeć. Chciałbym już przez całe życie ją taką widywać jak dzisiejszej nocy. Chciałbym też budząc się widzieć jej najcudowniejszą zaspaną twarz. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem ale w tamtej chwili w mojej głowie pojawił się obraz jej dłoni z obrączką. Jesteśmy za młodzi na ślub ale nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.
Jezuuuu Tak was przepraszam miał być rozdział w nocy wiem ale jak pisałam to usnęłam z laptopem i dopiero co wstałam. Nie jest tu dużo napisane ale to tyle co zdążyłam przed zaśnięciem. Nadrobię to jeszcze obiecuję. Kocham was mocno i już nie wiem po raz który dziękuję że jesteście <3
Z całego serca was przepraszam że tyle czekać musicie na rozdziały... Chciałabym je częściej pisać ale to nie jest takie łatwe. Mam naukę nie zawsze dostęp do laptopa i wiele spraw ostatnio na mojej głowie. Już niedługo Święta i zrobię wam prezent ! <3 Myślę że będziecie zadowoleni :*
piątek, 13 grudnia 2013
Liebsten Awards
Jejku na wstępie chciałabym bardzo podziękować za nominacje od Vicky Bieber oraz od
Karolina Figaszewska . Zostałam nominowana aż przez dwie osoby jejku dziękuję wam dziewczyny <3
A więc nominacja do Liebsten Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym, oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.
~PYTANIA OD Vicky Bieber ~
1.Ulubiony wokalista?
Justin Bieber <3
Karolina Figaszewska . Zostałam nominowana aż przez dwie osoby jejku dziękuję wam dziewczyny <3
A więc nominacja do Liebsten Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym, oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.
~PYTANIA OD Vicky Bieber ~
1.Ulubiony wokalista?
Justin Bieber <3
2.Co lub kto skłonił/o Cię do napisania/tłumaczenia tego opowiadania?
Przed wakacjami 2013 czytałam bardzo dużo tego typu opowiadań i pewnej nocy pomyślałam czemu by nie zacząć pisać swojego? Tak na prawdę zaczęcie pisania tego bloga było niesamowitym spontanem.
3.Czego oczekujesz od czytelników?
Nic nie oczekuje od moich czytelników. Po prostu są i czytają te moje wypociny i za to jestem im ogromnie wdzięczna <3
4.Jaką muzykę preferujesz?
Nie mam określonego stylu muzyki której słucham. Muzyka pod każdą postacią jest piękna i nie ważne czy jest to pop, reggae czy rap.
5.Ile masz lat?
Mam 16 lat. W Lutym skończę 17 :)
6. Co Cię zainspirowało do pisania? | (jeśli tłumaczysz) 6. Czemu wybrałaś akurat to opowiadanie do tłumaczenia?
Moją inspiracją było pokazanie że pieniądze szczęścia nie dają. Dziewczyna z mojego opowiadania jest bogata jednak nie odczuwała szczęścia do czasu poznania miłości swojego życia. Chciałam tutaj też pokazać że ludzie nie są podzieleni na bogatych i biednych. Wszyscy są sobie równi i nie powinni się dyskryminować z żadnych powodów. Miałam wiele pomysłów na to opowiadanie jednak wiedziałam że musi być w nim motyw Miłości i bohaterem musi być mój idol Justin Bieber.
7.Masz idola? Jeśli tak, to kto to taki i dlaczego.
Jak już wcześniej wspomniałam moim idolem jest Justin Bieber. Dlaczego? Otóż Justin osiągnął niemalże wszystko czego sobie zamarzył. Doszedł do tego przez ciężką pracę i pomoc innych muzyków. Jest niesamowitym człowiekiem. Gdy był młody nie miał niczego poza kochającą rodziną. Teraz ma również sławę, pieniądze i miliony fanów. Tworzy przepiękną muzykę którą osobiście uwielbiam i mogę spokojnie stwierdzić że jest dla mnie wzorem <3
8.Dużo czasu poświęcasz na pisanie/tłumaczenie?
Napisanie jednego rozdziału zajmuje mi około dwie i pół godziny plus poprawa błędów widocznych na pierwszy rzut oka.
9.Ulubiony film? (możesz podać kilka)
Jestem fanką dramatów romantycznych i horrorów. Tak możliwe że te dwa gatunki nie mają ze sobą nic wspólnego i są diametralnie różne ale uwielbiam je oglądać. Moimi ulubionymi są:
The Last Song
Now Is Good
Wciąż Ją Kocham
Ring
Obecność
REC
10.Gdybyś miał/a możliwość zagrania w filmie/teledysku, to którym i z jaką gwiazdą?
All That Metters - Justin Bieber lub As Long As You Love Me - Justin Bieber
11.Jakiego gatunku filmy lubisz?
Już wcześniej wspominałam o tym że moimi ulubionymi gatunkami filmowymi są horrory i dramaty.
1 . Dlaczego założyłeś/łaś bloga ?
Przed wakacjami 2013 czytałam bardzo dużo tego typu opowiadań i pewnej nocy pomyślałam czemu by nie zacząć pisać swojego? I tak oto w mojej głowie narodził się pomysł na tego bloga.
2. Należysz do jakiegoś fandomu ?
Oczywiście! Beliebers.
3. Ile masz lat ?
Mam 16 lat. W lutym skończę 17 :)
4. Ulubiony kolor ?
Fioletowy.
5 . Jakie jest twoje hobby ?
Moim hobby jest śpiewanie ale nie w zespole ani przed publicznością. Uwielbiam śpiewać i robię to w sumie przy każdej okazji.
6. Masz rodzeństwo ?
Niestety nie mam rodzeństwa. Ale mieszkam z młodszym bratem ciotecznym którego tak naprawdę traktuję jak rodzonego.
7. Masz jakiegoś psa lub kota ?
Mam dwa psy. Sznaucera miniaturkę - Nero, oraz Kanekorso - Killer
8. Czego się boisz ?
Boję się wielu rzeczy... Duchów, pająków, śmierci, samotności i czasami samej siebie.
9. Co bardzo lubisz ?
A to zależy w jakim sensie bo jeżeli chodzi o jedzenie to lubię wszystko oprócz fasolki i groszku.
Jeżeli chodzi o zajęcie to lubię śpiewać, ćwiczyć, wygłupiać się. Lubię też patrzeć na kochające się pary, przytulać się, pływać, tańczyć, pisać moje opowiadanie i się śmiać.
Może chodzić też o uczucie to lubię miłość i szczęście.
Ale najbardziej to chyba lubię być kochana...
10 . Masz drugie imię ?
Takiego w papierach to nie mam ale z bierzmowania mam Michalina.
11. Na czym byłeś/łaś ostatnio w kinie ?
Na historii Jaśka Meli - Mój Biegun
~NOMINOWANI PRZEZE MNIE~
http://collision-fanfiction.blogspot.com/
http://life-can-bieber.blogspot.com/
http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.com/
http://myworldwithdreams.blogspot.com/
http://www.thelifeyouwereborn.blogspot.com/
http://demi-simon-drabbles.blogspot.com/
http://kocham-twoje-oczyy.blogspot.com/
http://hard--choice.blogspot.com/
http://ourlifeislottery.blogspot.com/
http://fanfiction-saveme.blogspot.com/
http://loneliness-fanfiction.blogspot.com/
~MOJE PYTANIA~
1. Co Cię zainspirowało do pisania bloga?
2. Masz idola? Jeżeli tak to kim on/ona jest i dlaczego właśnie on/ona?
3. Posiadasz Twittera? Jeśli tak podaj nazwę.
4. Twoje największe marzenie?
5. Jaką scenę z filmu bądź teledysku chciałabyś przeżyć?
6. Ile masz lat?
7. Z jaką częstotliwością piszesz rozdziały na twoim blogu?
8. Co lubisz robić w wolnym czasie?
9. Czy czujesz się szczęśliwa?
10. Posiadasz partnera? Jeśli tak opisz go, jeśli nie to opisz jaki powinien być.
11.Wymarzony prezent?
Przed wakacjami 2013 czytałam bardzo dużo tego typu opowiadań i pewnej nocy pomyślałam czemu by nie zacząć pisać swojego? I tak oto w mojej głowie narodził się pomysł na tego bloga.
2. Należysz do jakiegoś fandomu ?
Oczywiście! Beliebers.
3. Ile masz lat ?
Mam 16 lat. W lutym skończę 17 :)
4. Ulubiony kolor ?
Fioletowy.
5 . Jakie jest twoje hobby ?
Moim hobby jest śpiewanie ale nie w zespole ani przed publicznością. Uwielbiam śpiewać i robię to w sumie przy każdej okazji.
6. Masz rodzeństwo ?
Niestety nie mam rodzeństwa. Ale mieszkam z młodszym bratem ciotecznym którego tak naprawdę traktuję jak rodzonego.
7. Masz jakiegoś psa lub kota ?
Mam dwa psy. Sznaucera miniaturkę - Nero, oraz Kanekorso - Killer
8. Czego się boisz ?
Boję się wielu rzeczy... Duchów, pająków, śmierci, samotności i czasami samej siebie.
9. Co bardzo lubisz ?
A to zależy w jakim sensie bo jeżeli chodzi o jedzenie to lubię wszystko oprócz fasolki i groszku.
Jeżeli chodzi o zajęcie to lubię śpiewać, ćwiczyć, wygłupiać się. Lubię też patrzeć na kochające się pary, przytulać się, pływać, tańczyć, pisać moje opowiadanie i się śmiać.
Może chodzić też o uczucie to lubię miłość i szczęście.
Ale najbardziej to chyba lubię być kochana...
10 . Masz drugie imię ?
Takiego w papierach to nie mam ale z bierzmowania mam Michalina.
11. Na czym byłeś/łaś ostatnio w kinie ?
Na historii Jaśka Meli - Mój Biegun
~NOMINOWANI PRZEZE MNIE~
http://collision-fanfiction.blogspot.com/
http://life-can-bieber.blogspot.com/
http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.com/
http://myworldwithdreams.blogspot.com/
http://www.thelifeyouwereborn.blogspot.com/
http://demi-simon-drabbles.blogspot.com/
http://kocham-twoje-oczyy.blogspot.com/
http://hard--choice.blogspot.com/
http://ourlifeislottery.blogspot.com/
http://fanfiction-saveme.blogspot.com/
http://loneliness-fanfiction.blogspot.com/
~MOJE PYTANIA~
1. Co Cię zainspirowało do pisania bloga?
2. Masz idola? Jeżeli tak to kim on/ona jest i dlaczego właśnie on/ona?
3. Posiadasz Twittera? Jeśli tak podaj nazwę.
4. Twoje największe marzenie?
5. Jaką scenę z filmu bądź teledysku chciałabyś przeżyć?
6. Ile masz lat?
7. Z jaką częstotliwością piszesz rozdziały na twoim blogu?
8. Co lubisz robić w wolnym czasie?
9. Czy czujesz się szczęśliwa?
10. Posiadasz partnera? Jeśli tak opisz go, jeśli nie to opisz jaki powinien być.
11.Wymarzony prezent?
piątek, 15 listopada 2013
ROZDZIAŁ 41
~Kate~
Dojechaliśmy na jakiś parking. Wysiedliśmy z samochodu. rozejrzałam się i jakbym skądś znała to miejsce ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Justin do mnie podszedł
-Zamknij oczy.
-Co?
-Spokojnie. Zamknij a ja cię zaprowadzę tam gdzie trzeba.
-Ale...
-Żadne ale! Ufasz mi?
-Tak.
-Więc zamknij proszę oczy.
Nie lubiłam chodzić gdy nic nie widzę bo zawsze nawet jak ktoś mnie prowadził się wywracałam o własne nogi no ale cóż. Spróbujmy. Zamknęłam oczy. Justin objął mnie ręką w tali i delikatnie popchnął w przód. Szliśmy nie całe dwie minuty bez słów. Nagle zatrzymaliśmy się. Justin mnie puścił jednak poczułam jego miętowy oddech przed moją twarzą.
-Teraz otwórz oczy ale popatrz tylko w moje.
Tak zrobiłam. Otworzyłam oczy. Justin stał przede mną. Wszystkie światła w pomieszczeniu były zgaszone. Spojrzałam w jego oczy i po paru sekundach zabłysnęły światła i wszyscy moi znajomi stali naokoło nas i śpiewali sto lat. Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia. Byli tam wszyscy! Moja siostra, lokatorzy Justina, cała moja klasa ze szkoły i parę osób z innych. Przyjechały nawet moje siostry cioteczne i najważniejsze był mój Justin. Zaczęłam płakać i nagle ktoś mnie mocno przytulił. Tak szybko podbiegł że nie zdążyłam zauważyć kto to. Jednak po chwili ta osoba się odsunęła i okazało się że to jest moja Alice! Nagle do mojej głowy spłynęły wszyściuteńkie wspomnienia. W tamtym momencie byłam pewna że pamiętam już wszystko. Gdy skończyli śpiewać wszyscy rozeszli się w swoje strony nawet Justin uśmiechnął się tylko do mnie i odszedł z Zaynem (chłopakiem Alice) w tłum.
-Alice kochanie!
Objęłam ją bardzo mocno jeszcze raz. -Jak się tutaj znalazłaś?! Przepraszam że nie zadzwoniłam ale po prostu nic nie pamiętałam...
-Amnezja. Tak wiem wszystko niunia. Nie musisz przepraszać!
-Jesteśmy już bezpieczne wiesz? Jes już nam nie grozi.
-Wiem, wiem. Dlatego wróciłam. Zresztą twoich urodzin bym nie opuściła a gdy tylko dowiedziałam się co szykuje twój wspaniały chłopak od razu się zaangażowałam.
-A więc pomogłaś mu w tym wszystkim?!
Rozejrzałam się po całym klubie.
-Owszem.
-Ale myśmy tutaj kiedyś były prawda?
-Tak to wtedy co mnie pierwszy raz przyprowadzałaś pijaną do domu.
Zaczęłam się śmiać.
-Ach tak pamiętam to! Czyli klub nie wybrany przypadkowo?
-O nie!
-Hej! Ale nie pamiętam żeby tutaj wtedy było tak jak dzisiaj!
-Bo z Justinem zmieniliśmy troszeczkę wystrój tego miejsca.
-Jest pięknie ale wiesz co najbardziej mi się podoba?
-No co?
-To graffiti.
Pokazałam ręką na wspaniałe graffiti "we don't need no wings to fly" Moją uwagę zwrócił bardziej sam tekst niż wykonanie go. Piękne słowa. Dobrane jakby specjalnie dla mnie. Dla mojej historii. Byłam malutką szarą myszką bez żadnej pomocy doszłam do tego co teraz mam. Sama poznałam Justina, sama poradziłam sobie z kłopotami, sama się zmieniłam i teraz latam. Jestem w moim własnym niebie. To jest piękne.
-Ach to musiał wykonać Justin bo to nie jest mój pomysł i jeszcze wczoraj tego nie było.
-Jej nie wiedziałam że on umie tak pięknie malować.
-A widzisz? Hej! Właśnie zapomniałabym. Mogę cię na chwileczkę zostawić?
-Jasne.
-Za sekundę wracam.
-Okej spokojnie.
Alice ode mnie odeszła i podszedł Justin.
-Jak ci się podoba?
-Jest pięknie. Dziękuję ci bardzo za to! To jest... Nie wiem jak to określić no wspaniałe!
-Tak myślałem że ci się spodoba i to jeszcze nie koniec niespodzianek dzisiaj.
Uszczypnęłam go.
-Halo co ty robisz?
-Sprawdzam czy jesteś prawdziwy.
Justin zaśmiał się.
-Głuptasie to się inaczej sprawdza.
Złapał moją twarz w dłonie i pocałował bardzo delikatnie.
-I jak? Prawdziwy jestem?
-Jeszcze nie jestem pewna.
Objęłam jego szyję moimi dłońmi i pocałowałam po raz drugi. Tym razem dłużej. Jednak przerwało nam odchrząknięcie Alice która stała obok nas.
-Gołąbeczki poćwierkacie sobie za chwilkę ale teraz chciałabym dać ci coś.
-Ojeju! -aż mnie przeszły dreszcze po plecach. wiem że Alice nie da mi byle czego. Ona robiła zawsze cudowne prezenty.
-No więc. Najpierw chciałabym ci życzyć wszystkiego najlepszego, spędzania każdego dnia z twoim Justinem i spotykania ze mną, naszej przyjaźni która będzie trwała wiecznie, mnóstwo miłości, wspaniałej przyszłości, dwójki dzieciaczków tak jak zawsze chciałaś i przepięknego życia!
Zza pleców wyjęła pudełeczko owinięte jedynie tasiemką. Szybko ją odwiązałam i zajrzałam do środka. Była tam karteczka i pilot. Bez zastanowienia wzięłam karteczkę i na nią zerknęłam:
1. weź pilota
2. weź szampana
3. napij się łyka
4. wciśnij zielony przycisk na pilocie
5. mam nadzieję że się spodoba
Alice na mnie spojrzała z uśmiechem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła do Barku gdzie stało wiele lampek z szampanem. Wzięłyśmy po jednej i gdy chciałam już włączyć przycisk Alice mnie lekko szarpnęła.
-Hej a co z punktem 3 ?
-Ach tak "napij się łyka"
Wzięłam więc łyka i włączyłam zielony guzik. Z moich oczu nagle zniknęła Alice i wszystkie światła zgasły z wyjątkiem jednego które padało na DJ. Po paru sekundach zgasło i to światło ale na ścianie pojawił się filmik. Rozpoczął się wspaniałą przemową Alice:
Moja najwspanialsza najukochańsza najpiękniejsza najcudowniejsza i wszystko naj koleżanko przyjaciółko siostro. Dzisiaj świętujemy twój dzień! Kochana 18 lat już kończysz! Ten dzień jest wyjątkowy nie tylko z tego powodu. W tym dniu też dokładnie 10 lat temu pewien maluszek ukradł ze sklepu żelki dla drugiego maluszka. Zjedli je z wielkim smakiem i obiecały sobie że nie powiedzą tego rodzicom. Tego też dnia te same maluszki nocowały w domku na drzewie i napisały przepiękny pakt. Pozwól że zacytuję
"Ja Alice i Ja Kate przysięgamy że na zawsze będziemy razem. Nigdy nic nas nie rozdzieli. Ani chłopcy ani kłótnia o nową lalkę ani piasek w oku ani kradzież ani morderstwo ani piesek ani kotek ani nasi rodzice ani czas ani żadne grzechy inne no i nic innego. Od tej chwili jesteśmy nie tylko przyjaciółkami. Od tej chwili jesteśmy siostrami. Od tej chwili zawsze możemy sobie ufać. Od tej chwili zawsze jesteśmy razem. Od tej chwili zawsze sobie pomagamy. Od tej chwili zawsze bronimy i kryjemy się na wzajem."
Ten pakt został podpisany przez nas obie kolorowymi kredkami. Włożyłyśmy go w kopertę i w pudełeczko a potem zakopałyśmy. To teraz może są głupoty ale wtedy była to dla nas najważniejsza sprawa. Przez całe 10 lat przestrzegałyśmy tego paktu. Pilnowałyśmy siebie, pomagałyśmy no w sumie głównie ty mi ale no nie ważne. Kochanie chcę ci powiedzieć że byłaś najwspanialszym dzieckiem i nadal jesteś. Tak dla mnie ciągle jesteś tym samym dzieckiem co kiedyś. Zmienił ci się wygląd bo wypiękniałaś ale twoje wnętrze jest to samo.
Po tej wspaniałej przemowie podczas której łzy mi się zakręciły w oczach nagle zagrała cicho piosenka ed sheeran - lego house i na ścianie pojawiały się na zmianę moje zdjęcia z dzieciństwa i krótkie filmiki. Gdy ten najcudowniejszy film się skończył światło znosu padło na miejsce Dj jednak jego tam nie było ale była moja Alice. Wzięła butelkę szampana w jedną rękę i w drugą mikrofon, krzyknęła do niego
-Wszystkiego najlepszego moja siostrzyczko Kate Johns !
Wszyscy zaczęli klaskać i pogwizdywać a światła padły na mnie i Alice uniosła w górę szampana co zaraz po niej uczynili wszyscy w klubie i krzyknęli jeszcze raz "Wszystkiego najlepszego" uniosłam i ja lampkę z szampanem i wszyscy napiliśmy się. Kurcze to co tutaj się dzieje mogłabym porównać z jakimś wyidealizowanym filmem. Ale nie! To nie jest żaden film! To są moje urodziny! Moje święto! KURWA jaka ja jestem szczęśliwa!
-Kate kochanie a propo naszego paktu to zobacz co mam.
Alice już nie z miejsca Dj ale stojąc obok mnie podała mi skserowany nasz pakt i oprawiony w ramkę.
-Jezuuu! Kochanie! To najpiękniejszy prezent jaki mogłam dostać!
-Proszę bardzo. Wyjęłam list skserowałam dwa razy i schowałam z powrotem. Mam jedno ksero nad łóżkiem w moim nowym pokoju a drugie jest właśnie w twoich rękach.
-Boże no nie wierze że dzisiejszy dzień dzieje się na prawdę! Może to tylko jakiś sen?
-Nie Kate! To są twoje 18 urodziny! Ale dobra ja lecę w tłum bo ci już zajęłam i tak dużo czasu a jeszcze tyle osób chce z tobą porozmawiać na tej imprezie.
-Dobrze ale jeszcze do mnie przyjdź!
-Jasne! W końcu musimy się jeszcze razem napić!
-Tak tak ale ja dzisiaj nie chcę dużo pić. Chcę być przytomna w nocy.
-Ahaaa. Rozumiem. Justin. No cóż w takim razie jakoś na tygodniu.
-Jak to na tygodniu.
-No tak. Nie mówiłam ci że znowu tutaj mieszkam? Wróciłam. Powiedziałam rodzicom że chcę zamieszkać z Zaynem i w sumie zgodzili się. Nawet domek niewielki nam kupili.
-Jejku jak się cieszę! Muszę cię odwiedzić!
-No taak oczywiście. Dobra lecę bo tu zaraz mnie rozniosą że tyle czasu zajmuję.
-Ach no dobrze.
Jeszcze nie zdążyła odejść metra a podeszła do mnie Steph z Brucem.
-Ale piękny prezent ci zrobiła Alice.
-Prawda? Jest cudowny.
-Wiesz że płyta z filmikiem który był wyświetlony leży na kupce z prezentami?
-Kupka z prezentami? co?
-No tak nie chcieliśmy ci wszyscy dawać tak o prezentów więc wszystkie leżą za barem i są podpisane od kogo.
-Jejku nie wiedziałam.
-jest ich tam trochę uwierz!
-Okej. Na pewno są piękne!
-O tak. A szczególnie nasz.
-Hm?
Steph nachyliła się nade mną i szepnęła mi na ucho
-Radzę ci go dzisiaj przed nocą z Justinem znaleźć. Czerwone pudełeczko.
Zaśmiałam się.
-Aż się boje zapytać co tam jest?
Tym razem Bruce szepnął
-Coś seksownego.
-O boże.
-Nie boże, nie boże. Spodoba ci się na pewno.
-No nie wątpię.
-Justinowi też.- wtrącił Bruce.
-Ach wy głupole moje!
-No Kate ja ci już życzenia składałam ale ten mój szaleniec...
-Od razu szaleniec.- zaśmiał się Bruce.- No w każdym razie. Kate chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego! Cudownego życia wraz z Justinem i wspaniałych przyjaźni i no żebyś szwagierką moją może została no i udanej nocy dzisiaj.
-Dziękuję!
przytuliłam go i potem jeszcze Steph.
Tak po kolei przez niemalże pół wieczoru ktoś ciągle przychodził i mi składał życzenia. Druga połowa była niesamowita. zatańczyłam chyba z każdym z gości. Napiłam się jeszcze oczywiście z Alice no i Chris, Tess, Ryan i Chazz też mi nie odpuścili.
Koło godziny pierwszej stwierdziliśmy z Justinem że wracamy do domu. Goście jeszcze zostali i się bawili oczywiście nie wszyscy. Pracownik z tego klubu pomógł nam przez tylne drzwi wynieść prezenty do samochodu. Pożegnałam się z każdym z osobna i podziękowałam jeszcze raz za prezenty i życzenia. Pojechaliśmy do domu. Na wycieraczce przed drzwiami do domu leżał bukiet róż czerwonych w nich jedna była czarna i karteczka z napisem "we don't need no wings to fly"
Byłam bardzo zaskoczona. Po Justinie widziałam że też. A więc to nie od niego i to nie on zrobił to graffiti w klubie... Więc kto?
Kurcze i znowu wam kazałam tak długo czekać na rozdział przepraszam ale na prawdę trudno mi jest się zebrać do pisania... Jednak dzisiaj się wzięłam i napisałam. Jak się podoba? Wybaczcie ale jest 03:03 i trochę nie mam siły pisać długich notek i błędów jest pewnie kupa ale no cóż musicie to przeżyć :p Dziękuję bardzo Anecie Bulak za przepiękne i długie komentarze które czytam zawsze z uśmiechniętą mordką. Jejku jesteś taka Kochana! <3 No i ogólnie wszystkim którzy dalej trwają z moim opowiadaniem i czekają na nowe rozdziały :* Komentującym też dziękuję. Im więcej komentarzy tym większa motywacja dla mnie <3 Kocham was :*
Dojechaliśmy na jakiś parking. Wysiedliśmy z samochodu. rozejrzałam się i jakbym skądś znała to miejsce ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Justin do mnie podszedł
-Zamknij oczy.
-Co?
-Spokojnie. Zamknij a ja cię zaprowadzę tam gdzie trzeba.
-Ale...
-Żadne ale! Ufasz mi?
-Tak.
-Więc zamknij proszę oczy.
Nie lubiłam chodzić gdy nic nie widzę bo zawsze nawet jak ktoś mnie prowadził się wywracałam o własne nogi no ale cóż. Spróbujmy. Zamknęłam oczy. Justin objął mnie ręką w tali i delikatnie popchnął w przód. Szliśmy nie całe dwie minuty bez słów. Nagle zatrzymaliśmy się. Justin mnie puścił jednak poczułam jego miętowy oddech przed moją twarzą.
-Teraz otwórz oczy ale popatrz tylko w moje.
Tak zrobiłam. Otworzyłam oczy. Justin stał przede mną. Wszystkie światła w pomieszczeniu były zgaszone. Spojrzałam w jego oczy i po paru sekundach zabłysnęły światła i wszyscy moi znajomi stali naokoło nas i śpiewali sto lat. Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia. Byli tam wszyscy! Moja siostra, lokatorzy Justina, cała moja klasa ze szkoły i parę osób z innych. Przyjechały nawet moje siostry cioteczne i najważniejsze był mój Justin. Zaczęłam płakać i nagle ktoś mnie mocno przytulił. Tak szybko podbiegł że nie zdążyłam zauważyć kto to. Jednak po chwili ta osoba się odsunęła i okazało się że to jest moja Alice! Nagle do mojej głowy spłynęły wszyściuteńkie wspomnienia. W tamtym momencie byłam pewna że pamiętam już wszystko. Gdy skończyli śpiewać wszyscy rozeszli się w swoje strony nawet Justin uśmiechnął się tylko do mnie i odszedł z Zaynem (chłopakiem Alice) w tłum.
-Alice kochanie!
Objęłam ją bardzo mocno jeszcze raz. -Jak się tutaj znalazłaś?! Przepraszam że nie zadzwoniłam ale po prostu nic nie pamiętałam...
-Amnezja. Tak wiem wszystko niunia. Nie musisz przepraszać!
-Jesteśmy już bezpieczne wiesz? Jes już nam nie grozi.
-Wiem, wiem. Dlatego wróciłam. Zresztą twoich urodzin bym nie opuściła a gdy tylko dowiedziałam się co szykuje twój wspaniały chłopak od razu się zaangażowałam.
-A więc pomogłaś mu w tym wszystkim?!
Rozejrzałam się po całym klubie.
-Owszem.
-Ale myśmy tutaj kiedyś były prawda?
-Tak to wtedy co mnie pierwszy raz przyprowadzałaś pijaną do domu.
Zaczęłam się śmiać.
-Ach tak pamiętam to! Czyli klub nie wybrany przypadkowo?
-O nie!
-Hej! Ale nie pamiętam żeby tutaj wtedy było tak jak dzisiaj!
-Bo z Justinem zmieniliśmy troszeczkę wystrój tego miejsca.
-Jest pięknie ale wiesz co najbardziej mi się podoba?
-No co?
-To graffiti.
Pokazałam ręką na wspaniałe graffiti "we don't need no wings to fly" Moją uwagę zwrócił bardziej sam tekst niż wykonanie go. Piękne słowa. Dobrane jakby specjalnie dla mnie. Dla mojej historii. Byłam malutką szarą myszką bez żadnej pomocy doszłam do tego co teraz mam. Sama poznałam Justina, sama poradziłam sobie z kłopotami, sama się zmieniłam i teraz latam. Jestem w moim własnym niebie. To jest piękne.
-Ach to musiał wykonać Justin bo to nie jest mój pomysł i jeszcze wczoraj tego nie było.
-Jej nie wiedziałam że on umie tak pięknie malować.
-A widzisz? Hej! Właśnie zapomniałabym. Mogę cię na chwileczkę zostawić?
-Jasne.
-Za sekundę wracam.
-Okej spokojnie.
Alice ode mnie odeszła i podszedł Justin.
-Jak ci się podoba?
-Jest pięknie. Dziękuję ci bardzo za to! To jest... Nie wiem jak to określić no wspaniałe!
-Tak myślałem że ci się spodoba i to jeszcze nie koniec niespodzianek dzisiaj.
Uszczypnęłam go.
-Halo co ty robisz?
-Sprawdzam czy jesteś prawdziwy.
Justin zaśmiał się.
-Głuptasie to się inaczej sprawdza.
Złapał moją twarz w dłonie i pocałował bardzo delikatnie.
-I jak? Prawdziwy jestem?
-Jeszcze nie jestem pewna.
Objęłam jego szyję moimi dłońmi i pocałowałam po raz drugi. Tym razem dłużej. Jednak przerwało nam odchrząknięcie Alice która stała obok nas.
-Gołąbeczki poćwierkacie sobie za chwilkę ale teraz chciałabym dać ci coś.
-Ojeju! -aż mnie przeszły dreszcze po plecach. wiem że Alice nie da mi byle czego. Ona robiła zawsze cudowne prezenty.
-No więc. Najpierw chciałabym ci życzyć wszystkiego najlepszego, spędzania każdego dnia z twoim Justinem i spotykania ze mną, naszej przyjaźni która będzie trwała wiecznie, mnóstwo miłości, wspaniałej przyszłości, dwójki dzieciaczków tak jak zawsze chciałaś i przepięknego życia!
Zza pleców wyjęła pudełeczko owinięte jedynie tasiemką. Szybko ją odwiązałam i zajrzałam do środka. Była tam karteczka i pilot. Bez zastanowienia wzięłam karteczkę i na nią zerknęłam:
1. weź pilota
2. weź szampana
3. napij się łyka
4. wciśnij zielony przycisk na pilocie
5. mam nadzieję że się spodoba
Alice na mnie spojrzała z uśmiechem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła do Barku gdzie stało wiele lampek z szampanem. Wzięłyśmy po jednej i gdy chciałam już włączyć przycisk Alice mnie lekko szarpnęła.
-Hej a co z punktem 3 ?
-Ach tak "napij się łyka"
Wzięłam więc łyka i włączyłam zielony guzik. Z moich oczu nagle zniknęła Alice i wszystkie światła zgasły z wyjątkiem jednego które padało na DJ. Po paru sekundach zgasło i to światło ale na ścianie pojawił się filmik. Rozpoczął się wspaniałą przemową Alice:
Moja najwspanialsza najukochańsza najpiękniejsza najcudowniejsza i wszystko naj koleżanko przyjaciółko siostro. Dzisiaj świętujemy twój dzień! Kochana 18 lat już kończysz! Ten dzień jest wyjątkowy nie tylko z tego powodu. W tym dniu też dokładnie 10 lat temu pewien maluszek ukradł ze sklepu żelki dla drugiego maluszka. Zjedli je z wielkim smakiem i obiecały sobie że nie powiedzą tego rodzicom. Tego też dnia te same maluszki nocowały w domku na drzewie i napisały przepiękny pakt. Pozwól że zacytuję
"Ja Alice i Ja Kate przysięgamy że na zawsze będziemy razem. Nigdy nic nas nie rozdzieli. Ani chłopcy ani kłótnia o nową lalkę ani piasek w oku ani kradzież ani morderstwo ani piesek ani kotek ani nasi rodzice ani czas ani żadne grzechy inne no i nic innego. Od tej chwili jesteśmy nie tylko przyjaciółkami. Od tej chwili jesteśmy siostrami. Od tej chwili zawsze możemy sobie ufać. Od tej chwili zawsze jesteśmy razem. Od tej chwili zawsze sobie pomagamy. Od tej chwili zawsze bronimy i kryjemy się na wzajem."
Ten pakt został podpisany przez nas obie kolorowymi kredkami. Włożyłyśmy go w kopertę i w pudełeczko a potem zakopałyśmy. To teraz może są głupoty ale wtedy była to dla nas najważniejsza sprawa. Przez całe 10 lat przestrzegałyśmy tego paktu. Pilnowałyśmy siebie, pomagałyśmy no w sumie głównie ty mi ale no nie ważne. Kochanie chcę ci powiedzieć że byłaś najwspanialszym dzieckiem i nadal jesteś. Tak dla mnie ciągle jesteś tym samym dzieckiem co kiedyś. Zmienił ci się wygląd bo wypiękniałaś ale twoje wnętrze jest to samo.
Po tej wspaniałej przemowie podczas której łzy mi się zakręciły w oczach nagle zagrała cicho piosenka ed sheeran - lego house i na ścianie pojawiały się na zmianę moje zdjęcia z dzieciństwa i krótkie filmiki. Gdy ten najcudowniejszy film się skończył światło znosu padło na miejsce Dj jednak jego tam nie było ale była moja Alice. Wzięła butelkę szampana w jedną rękę i w drugą mikrofon, krzyknęła do niego
-Wszystkiego najlepszego moja siostrzyczko Kate Johns !
Wszyscy zaczęli klaskać i pogwizdywać a światła padły na mnie i Alice uniosła w górę szampana co zaraz po niej uczynili wszyscy w klubie i krzyknęli jeszcze raz "Wszystkiego najlepszego" uniosłam i ja lampkę z szampanem i wszyscy napiliśmy się. Kurcze to co tutaj się dzieje mogłabym porównać z jakimś wyidealizowanym filmem. Ale nie! To nie jest żaden film! To są moje urodziny! Moje święto! KURWA jaka ja jestem szczęśliwa!
-Kate kochanie a propo naszego paktu to zobacz co mam.
Alice już nie z miejsca Dj ale stojąc obok mnie podała mi skserowany nasz pakt i oprawiony w ramkę.
-Jezuuu! Kochanie! To najpiękniejszy prezent jaki mogłam dostać!
-Proszę bardzo. Wyjęłam list skserowałam dwa razy i schowałam z powrotem. Mam jedno ksero nad łóżkiem w moim nowym pokoju a drugie jest właśnie w twoich rękach.
-Boże no nie wierze że dzisiejszy dzień dzieje się na prawdę! Może to tylko jakiś sen?
-Nie Kate! To są twoje 18 urodziny! Ale dobra ja lecę w tłum bo ci już zajęłam i tak dużo czasu a jeszcze tyle osób chce z tobą porozmawiać na tej imprezie.
-Dobrze ale jeszcze do mnie przyjdź!
-Jasne! W końcu musimy się jeszcze razem napić!
-Tak tak ale ja dzisiaj nie chcę dużo pić. Chcę być przytomna w nocy.
-Ahaaa. Rozumiem. Justin. No cóż w takim razie jakoś na tygodniu.
-Jak to na tygodniu.
-No tak. Nie mówiłam ci że znowu tutaj mieszkam? Wróciłam. Powiedziałam rodzicom że chcę zamieszkać z Zaynem i w sumie zgodzili się. Nawet domek niewielki nam kupili.
-Jejku jak się cieszę! Muszę cię odwiedzić!
-No taak oczywiście. Dobra lecę bo tu zaraz mnie rozniosą że tyle czasu zajmuję.
-Ach no dobrze.
Jeszcze nie zdążyła odejść metra a podeszła do mnie Steph z Brucem.
-Ale piękny prezent ci zrobiła Alice.
-Prawda? Jest cudowny.
-Wiesz że płyta z filmikiem który był wyświetlony leży na kupce z prezentami?
-Kupka z prezentami? co?
-No tak nie chcieliśmy ci wszyscy dawać tak o prezentów więc wszystkie leżą za barem i są podpisane od kogo.
-Jejku nie wiedziałam.
-jest ich tam trochę uwierz!
-Okej. Na pewno są piękne!
-O tak. A szczególnie nasz.
-Hm?
Steph nachyliła się nade mną i szepnęła mi na ucho
-Radzę ci go dzisiaj przed nocą z Justinem znaleźć. Czerwone pudełeczko.
Zaśmiałam się.
-Aż się boje zapytać co tam jest?
Tym razem Bruce szepnął
-Coś seksownego.
-O boże.
-Nie boże, nie boże. Spodoba ci się na pewno.
-No nie wątpię.
-Justinowi też.- wtrącił Bruce.
-Ach wy głupole moje!
-No Kate ja ci już życzenia składałam ale ten mój szaleniec...
-Od razu szaleniec.- zaśmiał się Bruce.- No w każdym razie. Kate chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego! Cudownego życia wraz z Justinem i wspaniałych przyjaźni i no żebyś szwagierką moją może została no i udanej nocy dzisiaj.
-Dziękuję!
przytuliłam go i potem jeszcze Steph.
Tak po kolei przez niemalże pół wieczoru ktoś ciągle przychodził i mi składał życzenia. Druga połowa była niesamowita. zatańczyłam chyba z każdym z gości. Napiłam się jeszcze oczywiście z Alice no i Chris, Tess, Ryan i Chazz też mi nie odpuścili.
Koło godziny pierwszej stwierdziliśmy z Justinem że wracamy do domu. Goście jeszcze zostali i się bawili oczywiście nie wszyscy. Pracownik z tego klubu pomógł nam przez tylne drzwi wynieść prezenty do samochodu. Pożegnałam się z każdym z osobna i podziękowałam jeszcze raz za prezenty i życzenia. Pojechaliśmy do domu. Na wycieraczce przed drzwiami do domu leżał bukiet róż czerwonych w nich jedna była czarna i karteczka z napisem "we don't need no wings to fly"
Byłam bardzo zaskoczona. Po Justinie widziałam że też. A więc to nie od niego i to nie on zrobił to graffiti w klubie... Więc kto?
Kurcze i znowu wam kazałam tak długo czekać na rozdział przepraszam ale na prawdę trudno mi jest się zebrać do pisania... Jednak dzisiaj się wzięłam i napisałam. Jak się podoba? Wybaczcie ale jest 03:03 i trochę nie mam siły pisać długich notek i błędów jest pewnie kupa ale no cóż musicie to przeżyć :p Dziękuję bardzo Anecie Bulak za przepiękne i długie komentarze które czytam zawsze z uśmiechniętą mordką. Jejku jesteś taka Kochana! <3 No i ogólnie wszystkim którzy dalej trwają z moim opowiadaniem i czekają na nowe rozdziały :* Komentującym też dziękuję. Im więcej komentarzy tym większa motywacja dla mnie <3 Kocham was :*
sobota, 26 października 2013
ROZDZIAŁ 40
~Kate~
O tak nie wątpliwie ciocia Rose robiła najlepsze ciasta na świecie. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Ciocia poszła do kuchni.
-Ciociu zaczekaj pomogę ci.
Poszłam wraz z nią po ciasto zostawiając Justina wraz z Tomem, Jazmyn i Steph samych. Pokroiłam Pięknie wyglądającą szarlotkę a ciocia zaparzyła herbatę.
Wszyscy zajadaliśmy się przepysznym ciastem. Tom z ciocią rozmawiali w salonie, Jazmyn z Steph oglądała jakiś program w telewizji a my z Justinem postanowiliśmy pozmywać naczynia.
-Kate zostawcie to ja potem posprzątam.
-Co ty ciociu. To dla nas żaden problem.
Uśmiechnęłam się życzliwie i weszliśmy z Justinem do kuchni.
-I jak ci się na razie podobają urodziny?
-Są idealne. A wiesz co jest najlepsze?
-Tak? Że mam swój dom. Nie będę musiała się bać że któregoś dnia rodzice mi go zabiorą że będe musiała się gdzieś wynieść. I od dzisiaj się wszystko zmieni.
-Kochanie co ma się zmienić?
-Wszystko. Jestem szczęśliwa, silna i zakochana. Nie jestem tą samą osobą co wcześniej. Kurwa Justin tak bardzo mnie zmieniłeś! Dziękuje.
Rzuciłam mu się w ramiona. On mnie mocno objął w pasie i podniósł sadzając na blacie kuchennym. Ja oplotłam jego szyję rękami i popatrzyłam mu w oczy.
-Te wszystkie prezenty są niesamowite jednak wiesz który prezent daje mi największą radość?
-Hm?
-Ty.
Połączyłam nasze usta. Justin jeździł dłońmi po moich udach. Pocałunek był namiętny. Niewiele brakowało a zaczęlibyśmy się tam kochać. Nie powiem gdyby nie rodzina w pokoju obok bym mu nie pozwoliła przestać. Justin oderwał usta od moich uśmiechając się.
-Jesteś taka idealna...
-Oj nie nie jestem.
Zeszłam z blatu i wzięłam się za zmywanie naczyń.
-Owszem jesteś.
Pocałował mnie delikatnie w szyje.
-Dla mnie Kate jesteś idealna. I nie mów mi że nie.
-Dziękuję to miłe.- uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurcze mój chłopak jest idealny a nie ja. Pozmywałam naczynia i Justin złapał mnie za rękę.
-Chodźmy się pożegnać.
-Jak to? Już?
-Tak kochanie mówiłem że mam zaplanowany dzień.
-No dobrze. A gdzie teraz jedziemy?
-Do mnie.
-Hu hu do ciebie?
-Tak Kate. Ale Też nie na długo. Jest już 14 a na 18 jesteśmy umówieni w pewne miejsce.
-Jakie miejsce?
-Niespodzianka.
-ugh no dobrze.
Justin zaśmiał się.
Pożegnałam się ze wszystkimi a Justin w tym czasie jeszcze coś szeptał do Steph. Oni coś kombinują. Jestem tylko ciekawa co... Wyszliśmy z domu cioci.
-Justin?
-Tak?
-O czym rozmawiałeś z Steph?
-O niczym.
-Jasne...
Przyspieszyłam kroku.
-Kate... To nic ważnego. Na prawdę ustalaliśmy godzinę na którą mamy wrócić do domu.
-I?
-Ale co?
-No i o której mamy wrócić?
-Aaa. To mamy się zdzwonić jeszcze.
-No dobra.
Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Zaczekał aż wsiadłam i je zamknął. Następnie sam wsiadł. Ruszyliśmy. W radiu usłyszałam świetną piosenkę. KARMAH - Just Be Good To Me. Zaczęłam ją śpiewać. Justin się uśmiechnął i dołączył do mnie. Jak widać też ją dobrze znał. Nigdy nie widziałam chłopaka co miałby taki głos. Był perfekcyjny. Każde słowo piosenki wypływało z jego ust pod postacią najpiękniejszej melodii na świecie. Przestałam na chwilę śpiewać żeby tylko słyszeć jego głos. Zamknęłam na chwilę oczy i słuchałam. Justin nagle przestał a ja otworzyłam natychmiast oczy.
-Dlaczego przerwałeś?
-Kochanie bo piosenka mi się skończyła.
Zaśmiał się
-No tak...
Nawet nie zauważyłam tego. To tak jakbym straciła orientację w czasie. Chciałabym jego śpiew słyszeć częściej.
-Jesteśmy.
-Jejku szybko.
Wysiedliśmy z samochodu. Justin zapukał do drzwi.
-Justin? Od kiedy ty pukasz do siebie do domu?
-Ach no tak. Zapomniałem.
Zaśmiałam się.
-Jasne.
-Słucham?
-Nie nic kochanie.
Weszliśmy. Ale nikogo nie było.
-Jesteśmy sami?
Uśmiechnęłam się odwracając twarzą w twarz do Justina.
-Dziwne... Na to wygląda.
-I mamy prawie 5 godzin do wyjścia?
-No tak...
Mój uśmiech się powiększył. Objęłam Justina za szyję.
-Więc co zrobimy z taką ilością czasu?
-Masz jakiś pomysł?
-Może mam, może nie mam...
Nagle z pokoju obok wybiegli wszyscy lokatorzy Justina.
-Wszystkiego Najlepszego!!
Krzyknął Chaz i Tess. Odsunęłam się od Justina uśmiechając się szeroko.
-Dziękuje!
Tess rzuciła mi się w ramiona przytulając bardzo mocno.
-Hej bo mnie zgnieciesz!
-Przepraszam.
Zachichotała.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. I Żeby ci się dzisiejszy wieczór udał.
Wyszeptała mi do ucha.
-Dziękuję.
Chaz podszedł i mnie przytulił.
-Wszystkiego najlepszego moja ty najlepsza siostro!
-Siostro?
-Tak. Jesteś dla mnie jak siostra!
-Ojej jaki jesteś kochany. Dziękuję.
Przytuliłam go jeszcze raz.
Następny podszedł krzycząc życzenia dla mnie Chris.
-100 Lat wariatko moja!
-Dzięki Chris!
Przytuliłam go. Następnie podszedł do mnie Ryan. Złapał mnie za rękę i Wyciągnął na taras za domem.
-Kate ni chciałem tak przy wszystkich. Mam nadzieję że Justin nie będzie zazdrosny.
-Spokojnie Ryan. Nie będzie.
-To dobrze. Chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego. Jesteś dla mnie ważna wiesz o tym. Kocham cię jak siostrę i chcę żeby ci się w życiu ułożyło jak najlepiej. Dlatego życzę ci żeby ci się wszystko teraz ułożyło. Żeby Jes już nigdy więcej nie weszła ci w drogę. Żebyś z Justinem była szczęśliwa i żeby się spełniły twoje wszystkie marzenia. Po prostu bądź taka szczęśliwa i uśmiechnięta jak dzisiaj już zawsze.
-Jejku dziękuję. To bardzo miłe i kochane.
-Wiesz chciałbym żebyś wiedziała ze na mnie możesz zawsze liczyć.
-Wiem o tym Ryan.
-Do dobrze.
Przytulił mnie bardzo mocno. Byłam od niego dużo niższa więc moja głowa spoczęła na jego piersi. Zastygliśmy w takiej pozycji przez paręnaście sekund. Był on na prawdę słodki. Kochałam go, zresztą nie tylko jego jak rodzinę. I zrobiłabym wszystko żeby ich chronić. Gdy wróciliśmy z powrotem do salonu gdzie wszyscy na nas czekali Justin objął mnie szybko. Chris wyjął z pod stolika na kawę szampana.
-No kochani! Czas zacząć świętować!
Wystrzelił korkiem od szampana i rozlał wszystkim w lampki. Każdy wziął po jednej i Chris krzyknął
-Za naszą kochaną Kate!
Wznieśliśmy lampki w górę po czym każdy upił trochę szampana. Każdy z wyjątkiem Chrisa który wypił całą lampkę na raz. Usiedliśmy na kanapie. Z jednej strony mnie siedział Justin a z drogiej Tess. Justin objął mnie stanowczo. Tess się do mnie odwróciła
-No więc w co planujesz się ubrać na dzisiejszy wieczór?
-Jak to?
-Jak, Jak to?
-To powinnam się przebrać?
-No nie to że źle wyglądasz ale powinnaś się przebrać.
-No więc nie wiem w co...
-Kochana więc ci pomogę.
Potarła dłonie.
-Kochanie będziesz wyglądała dzisiaj najseksowniej na świecie.
-Haha z twoją pomocą to pewnie tak. A powiesz mi dlaczego mam się przebrać?
-No niunia przecież idziesz na niespodziankę którą przygotował Justin.
-No ale nie wiem czego mam się spodziewać...
-Hmmm jak by ci to powiedzieć? Szaleństwa!
Zaśmiałam się.
-No dobrze więc pomożesz mi jakoś wyglądać.
-Jakoś? Kochana będziesz dzisiaj błyszczała.
Zaczęłyśmy się głośno śmiać. Po chwili Justin przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Kochanie?
-Tak?
-Kocham Cię.- wyszeptał mi do ucha głosem który uwielbiam. Można go porównać do mruczenia. Ciarki przeszły mi po kręgosłupie.
-Też cię kocham Justin.
-Chodźmy na chwilę na górę?
-Dobrze.
Złapał mnie za rękę.
-Przeprosimy was na chwilę.
-Tylko chwilę? Spokojnie gra wstępna powinna trochę potrwać.- zaśmiał się Chris a wszyscy zaczęli dawać zachęcające okrzyki. Natychmiastowo się zaczerwieniłam. Justin mnie pociągnął i poszliśmy na górę. Gdy tylko weszliśmy do jego pokoju i on zamknął za nami drzwi przyparł mnie do ściany i pocałował.
-Kochanie usiądź tutaj.
Posadził mnie na łóżku.
-I zamknij oczy.
Jak nakazał tak zrobiłam.
-Tylko nie podglądaj.
-Dobrze.
Trwałam z zamkniętymi oczami jakąś minutę. W tym czasie słyszałam jak Justin krzątał się po pokoju wyraźnie czegoś szukając. Nagle poczułam jego dłoń na moim kolanie.
-Możesz otworzyć.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam kucającego przede mną Justina który jedną ręką trzyma się mojego kolana a drugą kładzie mi pudełeczko na nogach.
-Otwórz.
Uśmiechnął się słodko i patrzył w moje oczy. Wzięłam w ręce pudełeczko i je otworzyłam. Zobaczyłam delikatny łańcuszek z napisem "forever in my heart".
-Jest przecudowny.
-Mogę?
złapał moją dłoń.
-Oczywiście.
Uśmiechnęłam się. Zapiął jego piękny prezent na moim nadgarstku.
-Wygląda jeszcze piękniej na twojej ręce.
Uśmiechnął się i wstał. Nachylił się nade mną powodując że upadłam na łóżko. Podparł się rękami po obu stronach mojej głowy. Otworzył usta żeby coś powiedzieć jednak mu na to nie pozwoliłam ponieważ podniosłam głowę i go pocałowałam.
Po chwili położył się obok mnie mając mnie jednak cały czas w objęciu.
-Kate?
-Tak?
-Czego życzył ci Ryan?
-Justin serio?
-Przepraszam że pytam ale chciałbym wiedzieć.
-Życzył mi żebym zawsze już była szczęśliwa.
-Dobrze.
-Oj zazdrośniku ty mój.
pocałowałam go w policzek
-Nie jestem zazdrosny po prostu...
-Dobra, dobra nie tłumacz się już.
-Ale...
-Żadne ale. Nie musisz być zazdrosny o Ryana uwierz mi. On mnie traktuje jak siostrę a ja jego jak brata. Jest dla mnie rodziną i dla ciebie powinien znaczyć to samo.
-Tak jest dla mnie bratem.
-Więc nie bądź o niego zazdrosny jasne?
-Tak kochanie. Ale nie jestem.
-Jesteś przecież wiem. Mnie nie oszukasz.
Uśmiechnął się ukazując ząbki.
-Niech ci będzie.
-Chyba musimy do nich wracać...
-Ale mi tak dobrze z tobą tutaj.
-Justin...
-Dobrze wiem. Musimy.
Wstaliśmy i zeszliśmy do wszystkich na dół.
-I jak zaspokojeni?
-Tak Chris zaspokojeni.
-Huhu i jak było?
-Wspaniale jak zawsze.- odpowiedziałam pewna siebie.
-Chris otworzył szeroko oczy w reszta się zaśmiała.
Przez następne 2 godziny rozmawialiśmy o głupotach. Tess planowała w co się ubierze i mnie przy okazji też. Chris opowiadał o dziewczynie którą ostatnio spotkał a Ryan z Chazem plotkowali o jakichś znajomych. Tak ci chłopcy nie są jak prawdziwi chłopcy. Ploteczki to ich drugie imię. Gdy wskazówki zegara wskazywały już 16.30 Tess zerwała się z kanapy i pociągnęła mnie za sobą.
-Co jest?
-No jak co? Musimy się zbierać na imprezę.
-Już?
-No kochana mamy godzinę. Bo pewnie o 17.30 będziecie wyjeżdżać.
-No tak. Dobrze więc w co w końcu mnie ubierzesz bo już się pogubiłam.
-Spokojnie mam plan.
Wzięła swój kuferek z kosmetykami.
-Jedziemy.
-Gdzie?
-No do Ciebie!
-No tak.
-Chłopcy to my lecimy!
Krzyknęła już nakładając buty.
-Co? Gdzie mi ją porywasz?
Justin objął mnie i krótko pocałował.
-Jedziemy wystroić ci dziewczynę!
-Ach więc dobrze. 17.30 będę po ciebie.
-Dobrze kochanie.
Pocałował mnie jeszcze raz tym razem dłużej. Tess odciągnęła mnie od niego.
-No szybciej!
Zaśmiałam się
-Spokojnie.
Justin bezgłośnie powiedział "już tęsknie". Tess nacisnęła malutkiego pilota i otworzyła garaż. Moim oczom rzucił się różowy kabriolet z czarnym otwieranym dachem. Gdy dach zsunął się na dół widać było białe obicia siedzeń i beżową kierownicę. Samochód jak dla lalki barbie ale jednak piękny. Wsiadłyśmy do niego.
-Nie często nim jeżdżę bo Chaz mówi że do niego nigdy nie wsiądzie...
-Haha nie dziwię się.
-Dlaczego?
-Chłopcom z reguły nie podoba się kolor różowy.
-No tak. Racja.
Dojechałyśmy do mnie pod dom. Wychodziła z niego akurat Steph.
-Cześć dziewczyny. Jestem Steph.
Podała rękę Tess.
-Cześć. Tess. Jesteś siostrą Kate tak?
-Tak. A ty?
-Mieszkam z jej chłopakiem i resztą.
-Aa tak opowiadała mi Kate. Miło mi cie poznać.
-Mi również.
-Dobra lecę do Bruce. Spotkamy się później.
-Jasne. Pa.
Weszłyśmy do domu i od razu skierowałyśmy się do mojej garderoby.
-Jezu dziewczyno ona jest ogromna!
Steph zaczęła się rozglądać, przeglądać ubrania.
-Dobra więc wybieraj a ja czekam na sugestie.
Tess była w swoim żywiole. Ubrania. Podawała mi świetne zestawy ubrań. Przymierzałam dziesiątki ubrań. Ale w końcu znalazła coś co jej przypadło szczególnie do gustu. Była to biała koronkowa sukienka. Właściwie to sukieneczka ponieważ była bardzo krótka.
-Kate! Musisz ją włożyć!
-Też uważam że jest piękna. A wiesz co by do niej pasowało?
-Tak?
-Moje nowe buty zaczekaj zaraz przyniosę.
Pobiegłam szybko do salonu i zabrałam pudełko z litami. Pokazałam je Tess.
-Dziewczyno! Są przecudowne!
-Wiem. Dostałam od siostry.
-Matko... Chcę twoją siostrę na swoich urodzinach!
Zaśmiała się.
-Nie bój się ja też kupuję fajne prezenty.
-Dobra więc już masz zaproszenie! Ale będziesz piękna. No to ubieraj się a ja idę przyszykować kosmetyki.
Ubrałam się. Założyłam lity i wyszłam. Obkręciłam się przed Tess.
-I jak?
-Przepięknie. Dobra siadaj.
Tess otworzyła kuferek z kosmetykami. Jednak jej kuferek okazał się być większy niż mi się wydawało. Miała mnóstwo kosmetyków. Paręnaście rodzajów pudrów, podkłady, wszystkie kolory kredek do oczu, cieni . Tusze do rzęs, no po prostu wszystko. Zabrała się za malowanie mnie. Przed ostatnimi poprawkami makijażu ułożyła mi włosy. Gdy skończyła podała pomogła mi wstać. Podeszłyśmy do lustra.
-Jej wyglądam...
-Tak pięknie.
Uśmiechnęłyśmy się.
-Tess?
-Chcesz może wziąć sobie jakieś ubranie z mojej szafy?
-Serio?
-Jasne. Chyba rozmiarami się mocno nie różnimy?
-W pasie jestem większa ale na wdechu dam rade jejku!
Wbiegła do garderoby i zaczęła znowu przeglądać ubrania. Ja natomiast wzięłam delikatny łańcuszek i zapięłam sobie na szyi, na mojej ręce ciągle widniała bransoletka od Justina. Nałożyłam również kolczyki i pierścionki. Tess wybrała sobie komplet. Niebieską spódnicę i falbaniastą koszulę.
-Jejku dziękuję!
Objęła mnie.
-Nie Tess. To ja dziękuję.
Spojrzałam na zegarek i była już 17.30
-Jej czyżby Justin się spóźniał?
-Nie no nie możliwe... On zawsze jest punktualny.
-Może coś się stało?
-Nie coś ty. Pewnie zaraz będzie.
-No dobra.
Zeszłyśmy do salonu i przyniosłam nam wody. Napiłyśmy się i po chwili do domu wpadł Justin.
-Matko przepraszam że bez pukania ale śpieszyłem się.
-Spokojnie przecież możesz wchodzić bez pukania ale po co ten pośpiech?
-Bo na 18 jesteśmy umówieni.
-A jest?
-Dobra 17.40 ale no...
-żadne ale. Gołąbeczki to ja was zostawiam. Lecę.
-NO na razie Tess.
Przytuliłam się jeszcze z nią na pożegnanie i wyszła.
-Zbieraj się.
-Justin spokojnie. Nic się nie stanie jak się chwilkę spóźnimy. Zresztą pewnie to nie jest daleko i z twoim tempem jazdy będziemy jeszcze przed czasem.
-Może i masz rację...
-No właśnie. Bez nerwów kochanie.
-Po prostu chcę żeby wszystko wyszło idealnie.
-I tak jest idealnie i na pewno będzie nawet jeśli nigdzie nie pojedziemy.
-Jedziemy, jedziemy. Nie pozwolę ci opóścić tej niespodzianki.
-Uparciuch mój. Dobrze ale wrócisz tu dzisiaj ze mną?
-Oczywiście kochanie. Nie ma mowy żebyś dzisiejszą noc spędziła sama w łóżku.
-Jesteś kochany wiesz?
-Wiem kochanie. No dobrze więc możemy już jechać?
-Tak.
Kochani wybaczcie mi że przez tak długi czas nic nie pisałam... Nie myślałam że liceum jest takie trudne. Mam dużo nauki i jakoś nie mam czasu na nic. Dzisiaj się wzięłam za pisanie. Mam mętlik w głowie ale mam nadzieję że głupot tu nie napisałam? Ostatnio mam ciężkie dni. Nawet bardzo. Przy zdrowych zmysłach przytrzymują mnie moje Monia, Kaku i Wera. Dziękuję wam że jesteście. To też dzięki nim napisałam ten rozdział.
Chciałabym wam wszystkim za to że to czytacie podziękować. Kurcze nigdy nie myślałam że tyle ludzi będzie czytać to co piszę. Liczba odwiedzin przekroczyła 24 tysiące. Codziennie rośnie. Dziękuję wam za to że jesteście. Wiele radości daje mi ten blog jednak nie mam czasu go pisać. Bardzo za to przepraszam. Spróbuję pisać częściej ale nic nie obiecuję. Kocham was i mam nadzieje że rozdział jednak się spodoba :*
O tak nie wątpliwie ciocia Rose robiła najlepsze ciasta na świecie. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Ciocia poszła do kuchni.
-Ciociu zaczekaj pomogę ci.
Poszłam wraz z nią po ciasto zostawiając Justina wraz z Tomem, Jazmyn i Steph samych. Pokroiłam Pięknie wyglądającą szarlotkę a ciocia zaparzyła herbatę.
Wszyscy zajadaliśmy się przepysznym ciastem. Tom z ciocią rozmawiali w salonie, Jazmyn z Steph oglądała jakiś program w telewizji a my z Justinem postanowiliśmy pozmywać naczynia.
-Kate zostawcie to ja potem posprzątam.
-Co ty ciociu. To dla nas żaden problem.
Uśmiechnęłam się życzliwie i weszliśmy z Justinem do kuchni.
-I jak ci się na razie podobają urodziny?
-Są idealne. A wiesz co jest najlepsze?
-Tak? Że mam swój dom. Nie będę musiała się bać że któregoś dnia rodzice mi go zabiorą że będe musiała się gdzieś wynieść. I od dzisiaj się wszystko zmieni.
-Kochanie co ma się zmienić?
-Wszystko. Jestem szczęśliwa, silna i zakochana. Nie jestem tą samą osobą co wcześniej. Kurwa Justin tak bardzo mnie zmieniłeś! Dziękuje.
Rzuciłam mu się w ramiona. On mnie mocno objął w pasie i podniósł sadzając na blacie kuchennym. Ja oplotłam jego szyję rękami i popatrzyłam mu w oczy.
-Te wszystkie prezenty są niesamowite jednak wiesz który prezent daje mi największą radość?
-Hm?
-Ty.
Połączyłam nasze usta. Justin jeździł dłońmi po moich udach. Pocałunek był namiętny. Niewiele brakowało a zaczęlibyśmy się tam kochać. Nie powiem gdyby nie rodzina w pokoju obok bym mu nie pozwoliła przestać. Justin oderwał usta od moich uśmiechając się.
-Jesteś taka idealna...
-Oj nie nie jestem.
Zeszłam z blatu i wzięłam się za zmywanie naczyń.
-Owszem jesteś.
Pocałował mnie delikatnie w szyje.
-Dla mnie Kate jesteś idealna. I nie mów mi że nie.
-Dziękuję to miłe.- uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurcze mój chłopak jest idealny a nie ja. Pozmywałam naczynia i Justin złapał mnie za rękę.
-Chodźmy się pożegnać.
-Jak to? Już?
-Tak kochanie mówiłem że mam zaplanowany dzień.
-No dobrze. A gdzie teraz jedziemy?
-Do mnie.
-Hu hu do ciebie?
-Tak Kate. Ale Też nie na długo. Jest już 14 a na 18 jesteśmy umówieni w pewne miejsce.
-Jakie miejsce?
-Niespodzianka.
-ugh no dobrze.
Justin zaśmiał się.
Pożegnałam się ze wszystkimi a Justin w tym czasie jeszcze coś szeptał do Steph. Oni coś kombinują. Jestem tylko ciekawa co... Wyszliśmy z domu cioci.
-Justin?
-Tak?
-O czym rozmawiałeś z Steph?
-O niczym.
-Jasne...
Przyspieszyłam kroku.
-Kate... To nic ważnego. Na prawdę ustalaliśmy godzinę na którą mamy wrócić do domu.
-I?
-Ale co?
-No i o której mamy wrócić?
-Aaa. To mamy się zdzwonić jeszcze.
-No dobra.
Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Zaczekał aż wsiadłam i je zamknął. Następnie sam wsiadł. Ruszyliśmy. W radiu usłyszałam świetną piosenkę. KARMAH - Just Be Good To Me. Zaczęłam ją śpiewać. Justin się uśmiechnął i dołączył do mnie. Jak widać też ją dobrze znał. Nigdy nie widziałam chłopaka co miałby taki głos. Był perfekcyjny. Każde słowo piosenki wypływało z jego ust pod postacią najpiękniejszej melodii na świecie. Przestałam na chwilę śpiewać żeby tylko słyszeć jego głos. Zamknęłam na chwilę oczy i słuchałam. Justin nagle przestał a ja otworzyłam natychmiast oczy.
-Dlaczego przerwałeś?
-Kochanie bo piosenka mi się skończyła.
Zaśmiał się
-No tak...
Nawet nie zauważyłam tego. To tak jakbym straciła orientację w czasie. Chciałabym jego śpiew słyszeć częściej.
-Jesteśmy.
-Jejku szybko.
Wysiedliśmy z samochodu. Justin zapukał do drzwi.
-Justin? Od kiedy ty pukasz do siebie do domu?
-Ach no tak. Zapomniałem.
Zaśmiałam się.
-Jasne.
-Słucham?
-Nie nic kochanie.
Weszliśmy. Ale nikogo nie było.
-Jesteśmy sami?
Uśmiechnęłam się odwracając twarzą w twarz do Justina.
-Dziwne... Na to wygląda.
-I mamy prawie 5 godzin do wyjścia?
-No tak...
Mój uśmiech się powiększył. Objęłam Justina za szyję.
-Więc co zrobimy z taką ilością czasu?
-Masz jakiś pomysł?
-Może mam, może nie mam...
Nagle z pokoju obok wybiegli wszyscy lokatorzy Justina.
-Wszystkiego Najlepszego!!
Krzyknął Chaz i Tess. Odsunęłam się od Justina uśmiechając się szeroko.
-Dziękuje!
Tess rzuciła mi się w ramiona przytulając bardzo mocno.
-Hej bo mnie zgnieciesz!
-Przepraszam.
Zachichotała.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. I Żeby ci się dzisiejszy wieczór udał.
Wyszeptała mi do ucha.
-Dziękuję.
Chaz podszedł i mnie przytulił.
-Wszystkiego najlepszego moja ty najlepsza siostro!
-Siostro?
-Tak. Jesteś dla mnie jak siostra!
-Ojej jaki jesteś kochany. Dziękuję.
Przytuliłam go jeszcze raz.
Następny podszedł krzycząc życzenia dla mnie Chris.
-100 Lat wariatko moja!
-Dzięki Chris!
Przytuliłam go. Następnie podszedł do mnie Ryan. Złapał mnie za rękę i Wyciągnął na taras za domem.
-Kate ni chciałem tak przy wszystkich. Mam nadzieję że Justin nie będzie zazdrosny.
-Spokojnie Ryan. Nie będzie.
-To dobrze. Chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego. Jesteś dla mnie ważna wiesz o tym. Kocham cię jak siostrę i chcę żeby ci się w życiu ułożyło jak najlepiej. Dlatego życzę ci żeby ci się wszystko teraz ułożyło. Żeby Jes już nigdy więcej nie weszła ci w drogę. Żebyś z Justinem była szczęśliwa i żeby się spełniły twoje wszystkie marzenia. Po prostu bądź taka szczęśliwa i uśmiechnięta jak dzisiaj już zawsze.
-Jejku dziękuję. To bardzo miłe i kochane.
-Wiesz chciałbym żebyś wiedziała ze na mnie możesz zawsze liczyć.
-Wiem o tym Ryan.
-Do dobrze.
Przytulił mnie bardzo mocno. Byłam od niego dużo niższa więc moja głowa spoczęła na jego piersi. Zastygliśmy w takiej pozycji przez paręnaście sekund. Był on na prawdę słodki. Kochałam go, zresztą nie tylko jego jak rodzinę. I zrobiłabym wszystko żeby ich chronić. Gdy wróciliśmy z powrotem do salonu gdzie wszyscy na nas czekali Justin objął mnie szybko. Chris wyjął z pod stolika na kawę szampana.
-No kochani! Czas zacząć świętować!
Wystrzelił korkiem od szampana i rozlał wszystkim w lampki. Każdy wziął po jednej i Chris krzyknął
-Za naszą kochaną Kate!
Wznieśliśmy lampki w górę po czym każdy upił trochę szampana. Każdy z wyjątkiem Chrisa który wypił całą lampkę na raz. Usiedliśmy na kanapie. Z jednej strony mnie siedział Justin a z drogiej Tess. Justin objął mnie stanowczo. Tess się do mnie odwróciła
-No więc w co planujesz się ubrać na dzisiejszy wieczór?
-Jak to?
-Jak, Jak to?
-To powinnam się przebrać?
-No nie to że źle wyglądasz ale powinnaś się przebrać.
-No więc nie wiem w co...
-Kochana więc ci pomogę.
Potarła dłonie.
-Kochanie będziesz wyglądała dzisiaj najseksowniej na świecie.
-Haha z twoją pomocą to pewnie tak. A powiesz mi dlaczego mam się przebrać?
-No niunia przecież idziesz na niespodziankę którą przygotował Justin.
-No ale nie wiem czego mam się spodziewać...
-Hmmm jak by ci to powiedzieć? Szaleństwa!
Zaśmiałam się.
-No dobrze więc pomożesz mi jakoś wyglądać.
-Jakoś? Kochana będziesz dzisiaj błyszczała.
Zaczęłyśmy się głośno śmiać. Po chwili Justin przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Kochanie?
-Tak?
-Kocham Cię.- wyszeptał mi do ucha głosem który uwielbiam. Można go porównać do mruczenia. Ciarki przeszły mi po kręgosłupie.
-Też cię kocham Justin.
-Chodźmy na chwilę na górę?
-Dobrze.
Złapał mnie za rękę.
-Przeprosimy was na chwilę.
-Tylko chwilę? Spokojnie gra wstępna powinna trochę potrwać.- zaśmiał się Chris a wszyscy zaczęli dawać zachęcające okrzyki. Natychmiastowo się zaczerwieniłam. Justin mnie pociągnął i poszliśmy na górę. Gdy tylko weszliśmy do jego pokoju i on zamknął za nami drzwi przyparł mnie do ściany i pocałował.
-Kochanie usiądź tutaj.
Posadził mnie na łóżku.
-I zamknij oczy.
Jak nakazał tak zrobiłam.
-Tylko nie podglądaj.
-Dobrze.
Trwałam z zamkniętymi oczami jakąś minutę. W tym czasie słyszałam jak Justin krzątał się po pokoju wyraźnie czegoś szukając. Nagle poczułam jego dłoń na moim kolanie.
-Możesz otworzyć.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam kucającego przede mną Justina który jedną ręką trzyma się mojego kolana a drugą kładzie mi pudełeczko na nogach.
-Otwórz.
Uśmiechnął się słodko i patrzył w moje oczy. Wzięłam w ręce pudełeczko i je otworzyłam. Zobaczyłam delikatny łańcuszek z napisem "forever in my heart".
-Jest przecudowny.
-Mogę?
złapał moją dłoń.
-Oczywiście.
Uśmiechnęłam się. Zapiął jego piękny prezent na moim nadgarstku.
-Wygląda jeszcze piękniej na twojej ręce.
Uśmiechnął się i wstał. Nachylił się nade mną powodując że upadłam na łóżko. Podparł się rękami po obu stronach mojej głowy. Otworzył usta żeby coś powiedzieć jednak mu na to nie pozwoliłam ponieważ podniosłam głowę i go pocałowałam.
Po chwili położył się obok mnie mając mnie jednak cały czas w objęciu.
-Kate?
-Tak?
-Czego życzył ci Ryan?
-Justin serio?
-Przepraszam że pytam ale chciałbym wiedzieć.
-Życzył mi żebym zawsze już była szczęśliwa.
-Dobrze.
-Oj zazdrośniku ty mój.
pocałowałam go w policzek
-Nie jestem zazdrosny po prostu...
-Dobra, dobra nie tłumacz się już.
-Ale...
-Żadne ale. Nie musisz być zazdrosny o Ryana uwierz mi. On mnie traktuje jak siostrę a ja jego jak brata. Jest dla mnie rodziną i dla ciebie powinien znaczyć to samo.
-Tak jest dla mnie bratem.
-Więc nie bądź o niego zazdrosny jasne?
-Tak kochanie. Ale nie jestem.
-Jesteś przecież wiem. Mnie nie oszukasz.
Uśmiechnął się ukazując ząbki.
-Niech ci będzie.
-Chyba musimy do nich wracać...
-Ale mi tak dobrze z tobą tutaj.
-Justin...
-Dobrze wiem. Musimy.
Wstaliśmy i zeszliśmy do wszystkich na dół.
-I jak zaspokojeni?
-Tak Chris zaspokojeni.
-Huhu i jak było?
-Wspaniale jak zawsze.- odpowiedziałam pewna siebie.
-Chris otworzył szeroko oczy w reszta się zaśmiała.
Przez następne 2 godziny rozmawialiśmy o głupotach. Tess planowała w co się ubierze i mnie przy okazji też. Chris opowiadał o dziewczynie którą ostatnio spotkał a Ryan z Chazem plotkowali o jakichś znajomych. Tak ci chłopcy nie są jak prawdziwi chłopcy. Ploteczki to ich drugie imię. Gdy wskazówki zegara wskazywały już 16.30 Tess zerwała się z kanapy i pociągnęła mnie za sobą.
-Co jest?
-No jak co? Musimy się zbierać na imprezę.
-Już?
-No kochana mamy godzinę. Bo pewnie o 17.30 będziecie wyjeżdżać.
-No tak. Dobrze więc w co w końcu mnie ubierzesz bo już się pogubiłam.
-Spokojnie mam plan.
Wzięła swój kuferek z kosmetykami.
-Jedziemy.
-Gdzie?
-No do Ciebie!
-No tak.
-Chłopcy to my lecimy!
Krzyknęła już nakładając buty.
-Co? Gdzie mi ją porywasz?
Justin objął mnie i krótko pocałował.
-Jedziemy wystroić ci dziewczynę!
-Ach więc dobrze. 17.30 będę po ciebie.
-Dobrze kochanie.
Pocałował mnie jeszcze raz tym razem dłużej. Tess odciągnęła mnie od niego.
-No szybciej!
Zaśmiałam się
-Spokojnie.
Justin bezgłośnie powiedział "już tęsknie". Tess nacisnęła malutkiego pilota i otworzyła garaż. Moim oczom rzucił się różowy kabriolet z czarnym otwieranym dachem. Gdy dach zsunął się na dół widać było białe obicia siedzeń i beżową kierownicę. Samochód jak dla lalki barbie ale jednak piękny. Wsiadłyśmy do niego.
-Nie często nim jeżdżę bo Chaz mówi że do niego nigdy nie wsiądzie...
-Haha nie dziwię się.
-Dlaczego?
-Chłopcom z reguły nie podoba się kolor różowy.
-No tak. Racja.
Dojechałyśmy do mnie pod dom. Wychodziła z niego akurat Steph.
-Cześć dziewczyny. Jestem Steph.
Podała rękę Tess.
-Cześć. Tess. Jesteś siostrą Kate tak?
-Tak. A ty?
-Mieszkam z jej chłopakiem i resztą.
-Aa tak opowiadała mi Kate. Miło mi cie poznać.
-Mi również.
-Dobra lecę do Bruce. Spotkamy się później.
-Jasne. Pa.
Weszłyśmy do domu i od razu skierowałyśmy się do mojej garderoby.
-Jezu dziewczyno ona jest ogromna!
Steph zaczęła się rozglądać, przeglądać ubrania.
-Dobra więc wybieraj a ja czekam na sugestie.
Tess była w swoim żywiole. Ubrania. Podawała mi świetne zestawy ubrań. Przymierzałam dziesiątki ubrań. Ale w końcu znalazła coś co jej przypadło szczególnie do gustu. Była to biała koronkowa sukienka. Właściwie to sukieneczka ponieważ była bardzo krótka.
-Kate! Musisz ją włożyć!
-Też uważam że jest piękna. A wiesz co by do niej pasowało?
-Tak?
-Moje nowe buty zaczekaj zaraz przyniosę.
Pobiegłam szybko do salonu i zabrałam pudełko z litami. Pokazałam je Tess.
-Dziewczyno! Są przecudowne!
-Wiem. Dostałam od siostry.
-Matko... Chcę twoją siostrę na swoich urodzinach!
Zaśmiała się.
-Nie bój się ja też kupuję fajne prezenty.
-Dobra więc już masz zaproszenie! Ale będziesz piękna. No to ubieraj się a ja idę przyszykować kosmetyki.
Ubrałam się. Założyłam lity i wyszłam. Obkręciłam się przed Tess.
-I jak?
-Przepięknie. Dobra siadaj.
Tess otworzyła kuferek z kosmetykami. Jednak jej kuferek okazał się być większy niż mi się wydawało. Miała mnóstwo kosmetyków. Paręnaście rodzajów pudrów, podkłady, wszystkie kolory kredek do oczu, cieni . Tusze do rzęs, no po prostu wszystko. Zabrała się za malowanie mnie. Przed ostatnimi poprawkami makijażu ułożyła mi włosy. Gdy skończyła podała pomogła mi wstać. Podeszłyśmy do lustra.
-Jej wyglądam...
-Tak pięknie.
Uśmiechnęłyśmy się.
-Tess?
-Chcesz może wziąć sobie jakieś ubranie z mojej szafy?
-Serio?
-Jasne. Chyba rozmiarami się mocno nie różnimy?
-W pasie jestem większa ale na wdechu dam rade jejku!
Wbiegła do garderoby i zaczęła znowu przeglądać ubrania. Ja natomiast wzięłam delikatny łańcuszek i zapięłam sobie na szyi, na mojej ręce ciągle widniała bransoletka od Justina. Nałożyłam również kolczyki i pierścionki. Tess wybrała sobie komplet. Niebieską spódnicę i falbaniastą koszulę.
-Jejku dziękuję!
Objęła mnie.
-Nie Tess. To ja dziękuję.
Spojrzałam na zegarek i była już 17.30
-Jej czyżby Justin się spóźniał?
-Nie no nie możliwe... On zawsze jest punktualny.
-Może coś się stało?
-Nie coś ty. Pewnie zaraz będzie.
-No dobra.
Zeszłyśmy do salonu i przyniosłam nam wody. Napiłyśmy się i po chwili do domu wpadł Justin.
-Matko przepraszam że bez pukania ale śpieszyłem się.
-Spokojnie przecież możesz wchodzić bez pukania ale po co ten pośpiech?
-Bo na 18 jesteśmy umówieni.
-A jest?
-Dobra 17.40 ale no...
-żadne ale. Gołąbeczki to ja was zostawiam. Lecę.
-NO na razie Tess.
Przytuliłam się jeszcze z nią na pożegnanie i wyszła.
-Zbieraj się.
-Justin spokojnie. Nic się nie stanie jak się chwilkę spóźnimy. Zresztą pewnie to nie jest daleko i z twoim tempem jazdy będziemy jeszcze przed czasem.
-Może i masz rację...
-No właśnie. Bez nerwów kochanie.
-Po prostu chcę żeby wszystko wyszło idealnie.
-I tak jest idealnie i na pewno będzie nawet jeśli nigdzie nie pojedziemy.
-Jedziemy, jedziemy. Nie pozwolę ci opóścić tej niespodzianki.
-Uparciuch mój. Dobrze ale wrócisz tu dzisiaj ze mną?
-Oczywiście kochanie. Nie ma mowy żebyś dzisiejszą noc spędziła sama w łóżku.
-Jesteś kochany wiesz?
-Wiem kochanie. No dobrze więc możemy już jechać?
-Tak.
Kochani wybaczcie mi że przez tak długi czas nic nie pisałam... Nie myślałam że liceum jest takie trudne. Mam dużo nauki i jakoś nie mam czasu na nic. Dzisiaj się wzięłam za pisanie. Mam mętlik w głowie ale mam nadzieję że głupot tu nie napisałam? Ostatnio mam ciężkie dni. Nawet bardzo. Przy zdrowych zmysłach przytrzymują mnie moje Monia, Kaku i Wera. Dziękuję wam że jesteście. To też dzięki nim napisałam ten rozdział.
Chciałabym wam wszystkim za to że to czytacie podziękować. Kurcze nigdy nie myślałam że tyle ludzi będzie czytać to co piszę. Liczba odwiedzin przekroczyła 24 tysiące. Codziennie rośnie. Dziękuję wam za to że jesteście. Wiele radości daje mi ten blog jednak nie mam czasu go pisać. Bardzo za to przepraszam. Spróbuję pisać częściej ale nic nie obiecuję. Kocham was i mam nadzieje że rozdział jednak się spodoba :*
niedziela, 29 września 2013
ROZDZIAŁ 39
~Kate~
-Może masz i rację?
-Oczywiście że mam. Powinnaś do niego zadzwonić...
Nagle zadzwonił mój telefon.
-Chyba nie muszę...
Odebrałam
-Halo?
-Halo? Kate?
-Tak...
-Proszę cię pozwól mi to wszystko wytłumaczyć.
-Dobrze.
-Ale nie odmawiaj... Zaraz... Chcesz mnie wysłuchać?
-Tak.
-Tak po prostu?
-Właśnie.
-Dobrze więc...
-Za 20 minut u mnie.
Rozłączyłam się. Nie wiem już sama co myśleć. Jestem innym człowiekiem niż wcześniej. Może teraz strzelaniny są dla mnie czymś normalnym? Moja głowa już pęka od tego wszystkiego co się dzieje dookoła. Chciałabym wszystko pamiętać. To dziwne uczucie mieć takie dziury w pamięci. Pamiętam jedno wydarzenie ale jakie były jego skutki już nie. To okropne.
-Steph?
-Tak?
-Czy mogłabyś pójść do siebie? Zaraz tutaj będzie Justin i chciałabym to wszystko sobie z nim wytłumaczyć...
-Jasne. Bruce zaraz przyjdzie więc go do mnie przyślij okej?
-Pewnie.
Steph poszła do pokoju a ja usiadłam na kanapie. Twarz zakryłam dłońmi i głęboko odetchnęłam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Wejdź!- krzyknęłam.
-Co się stało Kate?
-Och przepraszam myślałam ze to Justin. Wszystko w porządku. Steph czeka na Ciebie w swoim pokoju.
Bruce uśmiechnął się do mnie i poszedł do pokoju siostry. To fajny chłopak. Usłyszałam po raz kolejny pukanie do drzwi. Tym razem do nich podeszłam i otworzyłam je. Tym razem to był Justin.
-Cześć.
-Hej...
DO oczu napływały mi łzy. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Moje serce tak bardzo się cieszyło że go zobaczyłam że zaczęło szybciej bić. Zbyt szybko... Nie minęła chwila a ja już byłam nieprzytomna w ramionach Justina. Gdy się obudziłam leżałam na kanapie a dokładniej na kolanach Justina. On głaskał mnie po głowie i patrzył na mnie przerażony.
-Wszystko jest okej?
-Tak... Przepraszam.
-Za co przepraszasz? Za to że zemdlałaś?
-Nie... Za to że na ciebie naskoczyłam bez powodu. Ratowałeś mi życie a ja ci to miałam za złe... Wybacz mi to proszę..
Justin się lekko uśmiechnął.
-Kate nie musisz przepraszać.
-Owszem muszę... Co do tego filmu... Nie możemy go nikomu pokazać... Masz go?
Justin wyjął z kieszeni kartę i mi ją podał. Wzięłam ją i wrzuciłam do palącego się ognia w kominku.
-Nikt go nie zobaczy.
-Dziękuję.
Popatrzyłam na Justina pytająco.
-Że nie jesteś już na mnie zła.
Uśmiechnęłam się.
-Justin? Przyniósłbyś mi szklankę wody?
-Och oczywiście.Justin zerwał się z kanapy i przyniósł mi wodę.
-Dzięki.
Napiłam się.
-Justin?
-Tak?
-Czy ja chodzę do szkoły?
-Widzisz śmieszna sprawa... Ostatnimi czasy nie...
-Dlaczego?
-Masz zwolnienia. Cały czas miałaś jakieś wypadki... Anemia i zatrucie alkoholem i potem śpiączka a teraz będziesz miała nauczanie w domu.
-Jak to?
-Po prostu nauczyciel będzie przychodził do ciebie do domu... Masz duże zaległości.
-Chwila... A ty?
-Widzisz jakoś nie uśmiecha mi się chodzić do szkoły.
-Jak to? Musisz chodzić... Maturę masz w tym roku...
-Napiszę za rok z tobą.
-Nie... Masz napisać w tym...
-Halo Halo... to chyba moja decyzja kiedy napiszę maturę...
-Ale nie marnuj roku... Justin wiem że dasz radę ją jeszcze napisać. Pomogę ci się uczyć...
-Dobrze przemyślę to.
TEN TYDZIEŃ MINĄ SZYBKO KATE MIAŁA JUŻ PIERWSZE LEKCJE W DOMU JUSTIN BYŁ W SZKOLE. I W KOŃCU NADSZEDŁ PIĄTEK. NIE BYLE JAKI PIĄTEK. URODZINY KATE. 18 URODZINY.
~Kate~
Otworzyłam oczy a w moim pokoju stało mnóstwo wazonów z różami. Czerwonymi różami. Można powiedzieć że były wszędzie. Wstałam z łóżka i podeszłam do jednego z bukietów który leżał na biurku. Powąchałam róże. Uśmiechnęłam się. Chwilę potem dostałam smsa
To dopiero początek tego cudownego dnia kochanie. Połóż się na łóżku i zamknij oczy proszę.
Gdy to przeczytałam szczerzyłam się jak głupia. Co ten mój głupek wymyślił? Justin jest najlepszym chłopakiem w świecie. Zrobiłam tak jak kazał mi zrobić. Położyłam się z powrotem na łóżku i zamknęłam oczy. Leżałam tak dosłownie przez parę sekund bo po chwili usłyszałam drzwi do pokoju które się otwierają i głośny krzyk. To był krzyk mojej siostry.
-Wszystkiego najlepszego Kate!
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Steph wchodzącą do mojego pokoju z mini torcikiem na którym była świeczka w kształcie cyfry 18
-Dziękuję kochana.
-Pomyśl życzenie. Pamiętaj tylko urodzinowe świeczki mają moc spełniania życzeń... Więc dobrze się zastanów co sobie życzyć.
-Już wiem czego chcę.
Zamknęłam oczy w głowie miejąc jeden piękny obraz. Ja i Justin. Zdmuchnęłam świeczkę.
-Dobra to teraz żeby dopełnić tradycji...
Nie dokończyła zdania. Wyjęła z torciku świeczkę i rzuciła mi nim prosto w twarz.
Gdy byłam mała zawsze jadłam tort bez używania rąk i miałam całą twarz w torcie.
-Serio?-zaczęłam się śmiać.-No to teraz daj mi buziaka.
-O nie! Nie dam się. Umyj się i chodź na dół. Twój ukochany robi ci śniadanie.
-CO? Justin śniadanie?
-Owszem. Zbieraj się. Czekamy.
No nieźle się ten dzień rozpoczyna. Najpierw mnóstwo róż, potem tort na mojej twarzy i śniadanie zrobione przez Justina... Co mnie jeszcze czeka? Umyłam się szybko i poszłam do garderoby. Kurcze w co mam się ubrać? Muszę ładnie wyglądać... Założyłam prostą sukienkę do połowy ud o kolorze pudrowego różu. Do tego naszyjnik który wcześniej dostałam od Justina. Skromnie ale modnie. Uśmiechnęłam się. Wzięłam jedną róże z pokoju. Ucięłam ją tak żeby miała krótką łodygę i przypięłam sobie ją do włosów. Zeszłam na dół. Justin natychmiast do mnie podszedł.
-Witaj moja solenizantko.-przytulił mnie i wyszeptał do ucha- Wszystkiego najlepszego.
-Dziękuję. Za róże też.
Pocałowałam go. Po czym on złapał mnie za rękę i zaprowadził do stołu. Usiadłam A Justin przyniósł mi talerz z jajkami sadzonymi, bekonem i malutkimi kuleczkami ziemniaczanymi.
-Smacznego.
-Dziękuję. Słyszałam że sam robiłeś śniadanie?
-Owszem.
Wzięłam do ust kawałek i byłam zachwycona. To było przepyszne.
-Jejku pyszne...
-Dzięki dzięki.
Uśmiechnął się zadowolony z siebie.
-Dobra to jedz a ja zaraz ci przyniosę pierwszy prezent.
-Pierwszy?
-Tak drugi dostaniesz wieczorem.
-Kochanie mam zaplanowany dla Ciebie cały dzień.
-Cały?
-Tak co do minuty.
-Długo go planowałeś?
-Tak troszeczkę.
Steph przyniosła czerwone pudełko zawinięte wstążką. Skończyłam akurat jeść.
-Tak więc to dla mnie?
-Tak.
Uśmiechnęła się szeroko i podała mi pudełko.
-Szybko je otworzyłam i aż mi zaparło dech w piersiach. To były moje wymarzone Lity. Miały kolor jasnego beżu.
-Matko dziękuję są przepiękne!- przytuliłam się mocno do Steph.
-Tylko mi się na nich nie zabij.
-Nie bój się o to.
Cieszyłam się jak dziecko.
-No dobra dobra koniec tych gadu gadu kochanie. Muszę cię gdzieś zawieść.
-Gdzie?
-Do cioci. Takie rodzinne spotkanie będzie.
-Ojej. No dobrze.
-Steph gotowa?
-Tak.
-Jedzie z nami?
-Tak. No w końcu cała rodzina ma być.
-Jeny... No dobrze.
Pojechaliśmy do cioci. Pod jej domem stało chyba ze 4 samochody.
-Rany kto przyjechał?
-Zobaczysz.
Zadzwoniliśmy dzwonkiem do domu cioci. Natychmiast drzwi się otworzyły. Jednak za nimi nie stała ciocia a mała Jazmyn. Od razu się do mnie przytuliła.
-Wszystkiego najlepszego Kate! Krzyknęła piskliwym głosem.
-Dziękuję maleńka.
-Chodźcie do salonu już wszyscy czekamy.
-Justin co ty wymyśliłeś? Nigdy nikt tak na mnie nie czekał i w ogóle urodziny to dzień jak każdy inny. Nie mogliśmy po prostu zostać w domu? W łóżku?
-Kate... To twoje urodziny. Jeżeli będziesz szczęśliwsza w łóżku to zaraz tam pójdziemy.
mrugnął do mnie znacząco.
-Justin!
Uderzyłam go lekko w ramie a on się zaśmiał.
-Spokojnie kochanie.- złapał mnie za rękę i wprowadził do salonu. Na nasze wejście wszyscy obecni wstali i zaczęli mi śpiewać sto lat. Natychmiast się zaczerwieniłam. Nie byłam przyzwyczajona do tego ze tyle ludzi się na mnie patrzy. W pokoju byli ciocia z Tomem Jazmyn Steph mama tata i Jakiś facet którego nie znałam. Gdy skończyli śpiewać wszyscy usiedli i po kolei do mnie podchodzili. Najpierw Tata. Przytulił mnie
-Przepraszam żabko że wtedy się tak pokłóciliśmy... Chcę żeby dzisiejszy dzień był dla ciebie wyjątkowy. Mamy dla ciebie z mamą prezent.
Nagle podeszła do nas mama.
-Kochanie. Jak wiesz wzięliśmy rozwód i nie wiedzieliśmy co zrobić z domem bo żadne z nas nie chce w nim mieszkać więc... Przepisaliśmy go tobie. Od dzisiaj należy tylko do ciebie.
-Jejku dziękuję!- objęłam ich gwałtownie.
-Spokojnie to nie wszystko.
-Tak?
-Nie mieszkamy już tutaj... Ale wiesz dobrze że nie zostawimy cię bez środków na życie. Uczysz się i musisz mieć do tego warunki więc masz założone konto w banku na które będę przelewał ci co miesiąc pieniądze. Gdyby ci ich brakowało wystarczy telefon wiesz dobrze prawda?
-Oczywiście jejku dziękuję.
-Matka chciała ci nakupić drobiazgów jednak jej to wyperswadowałem i ma dla ciebie coś korzystniejszego niż ciuchy.
Uśmiechnął się i odszedł. Do mamy podszedł natomiast ten nieznajomy mi facet.
-Córciu na początku chciałabym ci przedstawić mojego partnera Nicka.
Mężczyzna podał mi rękę. Uścisnęłam ją i się lekko uśmiechnęłam. Niezbyt mi się to podobało że moja matka na moje urodziny przyprowadziła już nowego faceta no ale cóż...
-Nick ma sieć sklepów z samochodami i... Załatwił ci samochód.
Nick podał mi kluczyki. Miałam szeroko otworzone oczy. Samochód? Serio? Powiedziałabym że nie trzeba było ale po co? Samochód fajna sprawa. W końcu będę miała swój. Jeszcze tylko zostaje sprawa prawo jazdy ale to chyba najmniejszy problem. Podałam kluczyki Justinowi. On je schował do kieszeni. uśmiechając się szeroko.
Następnie podeszła do mnie ciocia Rose.
-Mój cukiereczku! Kończysz 18 lat dzisiaj. Jejku jak ten czas szybko minął dopiero co stawiałaś pierwsze kroki i jadłaś tort bez użycia rąk pamiętasz?
-Ciociu oczywiście że pamiętam.-Zaśmiałam się
-Długi czas zastanawiałam się co ci kupić. Myślałam o butach tych wysokich co zawsze je chciałaś mieć ale wiem że siostra ci je kupiła myślałam też o biżuterii ale na pewno jej dzisiaj dostaniesz dużo. Chciałam ci dać ciuchy ale to też jakoś nie pasuje do prezentów w stylu cioci Rose... Więc postawiłam na portfel.
-Portfel?
-Tak kochanie.- ciocia podała mi portfel. Był beżowy ze złotym znaczkiem chanela na przodzie.
-Dziękuję.- pocałowałam ciocię w policzek.
Ciocia zaczęła się głośno śmiać.
-Coś jest nie tak?
-Niunia myślisz że na 18 urodziny dałabym ci tylko portfel? Zajrzyj do środka.
Otworzyłam portfel i zobaczyłam w nim wiele kart.
-No więc tak... Po kolei.
Ciocia wzięła ode mnie portfel i wyjmowała po jednej karcie.
-To jest bon rabatowy do twojego ulubionego butiku. To jest Karnet na basen, to do spa. To karta członkowska do tego klubu tam z dyskotekami co tyle kosztują. To jest karta klienta tej naszej restauracji co kiedyś ciągle w niej jedliśmy. To kolejny bon na zakupy. To karta do parku rozrywki a to karta upominkowa do jakichś tam sklepów z ubraniami nie pamiętam tam z tyłu pisze. No i w końcu najważniejsza karta.
Wyjęła z bocznej kieszonki portfela małą karteczkę.
-Kochanie tutaj masz taką kartę która obowiązuje przez całe życie. Za jej pokazaniem dostajesz ode mnie buziaka.
Ciocia zaśmiała się. Zrobiłam to samo.
-Dziękuje ciociu. To wspaniały prezent. Na prawdę wiesz jak mnie uszczęśliwić!
-Kochanie no to oczywiste!
Ucałowała mnie w czoło i przytuliła mocno. Po czym usiadła obok taty. Schowałam szybko karty do portfela i położyłam go na stole. W końcu do mnie podszedł Tom. Tata Justina. Jedna z ważniejszych osób tutaj się znajdujących. wraz z Jazmyn.
-Kochanie chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego, żeby wam się z Justinem układało jak najlepiej i żebyś spełniła swoje wszystkie najskrytsze marzenia.
Podał mi niewielkie pudełko.
-Wiem że to nie dorównuje nawet dotychczasowym prezentom które dostałaś ale mam nadzieję że ci się spodoba.
Otworzyłam pudełko i zobaczyłam 2 płyty. Jedna była Macklemoe a druga to była składanka. Z tyłu widniały tytuły piosenek. Większość to były piosenki Miley Cyrus i Taylor Swift ale znajdowały się tam też takie kawałki jak np. ne yo because of you. W pudełeczku była też koperta. Otworzyłam ją i zobaczyłam zdjęcie. Wyjęłam je. To było przerobione w jakimś programie zdjęcie a właściwie dwa zdjęcia były na siebie lekko nałożone. Jedno to jak byłam mała i tuliłam misia a drugie robione niedawno jak przytulam się z Justinem. Było prześliczne.
-Matko dziękuję!
Objęłam mocno Toma.
-To wspaniały prezent na prawdę. Ale zgaduję że Justin ci pomagał prawda? Szczególnie w doborze piosenek na składankę?
-Ach no nie będę kłamał że nie. Ale to był mój pomysł.
Uśmiechnęłam się szeroko. -Dziękuje.
Wpatrując się jeszcze w zdjęcie poczułam jak Obejmuje mnie Jazmyn.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Zważając na fakt że dostaję małe kieszonkowe i nie zarabiam jeszcze na siebie a wiesz ubrania dla nastolatki też kosztują nie mam dla ciebie kosztownego prezentu.
-Kochanie nie chcę od Ciebie żadnego prezentu. Dużo ich już dzisiaj dostałam a przypuszczam że to jeszcze nie wszystko.
-Oj taak nie wszystko.
Uśmiechnęła się do Justina. Coś miała na myśli no ale już nie wnikałam byłam zbyt szczęśliwa żeby się jeszcze dopytywać o co chodzi.
-No ale w każdym razie Kate mam dla ciebie słuchawki.
Podała mi torebkę z której wystawały białe duże słuchawki.
-Dziękuję kochanie. I to nie jest kosztowne?
-No nie. Mam znajomego co... Emm nie ważne. Mam nadzieję że ci się podobają?
-Tak bardzo. Są świetne.
Jeszcze raz mnie przytuliła i odeszła.
-Kochanie my musimy już lecieć. Praca wzywa...
Oświadczył mi tata wraz z mamą. Po czym wyszli.
-Pff nie wiedzą co tracą. Twoja ciocia przyrządziła pyszne ciasto.
Jejciu przepraszam was bardzo że tyle musieliście czekać. Mam teraz na prawdę dużo nauki i nie mam kiedy siąść i coś napisać. Wiem na twitterze mnie często widać ale to tylko parę notek podczas gdy robię coś innego a żeby rozdział napisać potrzebuję spokoju i ciszy. Dzisiaj udało mi się poświęcić trochę czasu chociaż nie wiem czy to dobrze bo nie przeczytałam lektury :p No ale nic. Ważne że w końcu tutaj znowu wstąpiłam i coś napisałam. Tak wiem obiecywałam rozdziały we wtorki środy i soboty ale niestety nie dam rady. Za dużo nauki na prawdę zrozumcie.
Jestem pod wielkim wrażeniem ponieważ pomimo tego że przez ponad tydzień nie było rozdziału wy tutaj ciągle wchodzicie. Dzisiaj jak weszłam liczba odwiedzin wynosi 18 178. Kurde no jesteście wspaniali <3 KOCHAM WAS MOCNO WSZYSTKICH :*
-Może masz i rację?
-Oczywiście że mam. Powinnaś do niego zadzwonić...
Nagle zadzwonił mój telefon.
-Chyba nie muszę...
Odebrałam
-Halo?
-Halo? Kate?
-Tak...
-Proszę cię pozwól mi to wszystko wytłumaczyć.
-Dobrze.
-Ale nie odmawiaj... Zaraz... Chcesz mnie wysłuchać?
-Tak.
-Tak po prostu?
-Właśnie.
-Dobrze więc...
-Za 20 minut u mnie.
Rozłączyłam się. Nie wiem już sama co myśleć. Jestem innym człowiekiem niż wcześniej. Może teraz strzelaniny są dla mnie czymś normalnym? Moja głowa już pęka od tego wszystkiego co się dzieje dookoła. Chciałabym wszystko pamiętać. To dziwne uczucie mieć takie dziury w pamięci. Pamiętam jedno wydarzenie ale jakie były jego skutki już nie. To okropne.
-Steph?
-Tak?
-Czy mogłabyś pójść do siebie? Zaraz tutaj będzie Justin i chciałabym to wszystko sobie z nim wytłumaczyć...
-Jasne. Bruce zaraz przyjdzie więc go do mnie przyślij okej?
-Pewnie.
Steph poszła do pokoju a ja usiadłam na kanapie. Twarz zakryłam dłońmi i głęboko odetchnęłam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Wejdź!- krzyknęłam.
-Co się stało Kate?
-Och przepraszam myślałam ze to Justin. Wszystko w porządku. Steph czeka na Ciebie w swoim pokoju.
Bruce uśmiechnął się do mnie i poszedł do pokoju siostry. To fajny chłopak. Usłyszałam po raz kolejny pukanie do drzwi. Tym razem do nich podeszłam i otworzyłam je. Tym razem to był Justin.
-Cześć.
-Hej...
DO oczu napływały mi łzy. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Moje serce tak bardzo się cieszyło że go zobaczyłam że zaczęło szybciej bić. Zbyt szybko... Nie minęła chwila a ja już byłam nieprzytomna w ramionach Justina. Gdy się obudziłam leżałam na kanapie a dokładniej na kolanach Justina. On głaskał mnie po głowie i patrzył na mnie przerażony.
-Wszystko jest okej?
-Tak... Przepraszam.
-Za co przepraszasz? Za to że zemdlałaś?
-Nie... Za to że na ciebie naskoczyłam bez powodu. Ratowałeś mi życie a ja ci to miałam za złe... Wybacz mi to proszę..
Justin się lekko uśmiechnął.
-Kate nie musisz przepraszać.
-Owszem muszę... Co do tego filmu... Nie możemy go nikomu pokazać... Masz go?
Justin wyjął z kieszeni kartę i mi ją podał. Wzięłam ją i wrzuciłam do palącego się ognia w kominku.
-Nikt go nie zobaczy.
-Dziękuję.
Popatrzyłam na Justina pytająco.
-Że nie jesteś już na mnie zła.
Uśmiechnęłam się.
-Justin? Przyniósłbyś mi szklankę wody?
-Och oczywiście.Justin zerwał się z kanapy i przyniósł mi wodę.
-Dzięki.
Napiłam się.
-Justin?
-Tak?
-Czy ja chodzę do szkoły?
-Widzisz śmieszna sprawa... Ostatnimi czasy nie...
-Dlaczego?
-Masz zwolnienia. Cały czas miałaś jakieś wypadki... Anemia i zatrucie alkoholem i potem śpiączka a teraz będziesz miała nauczanie w domu.
-Jak to?
-Po prostu nauczyciel będzie przychodził do ciebie do domu... Masz duże zaległości.
-Chwila... A ty?
-Widzisz jakoś nie uśmiecha mi się chodzić do szkoły.
-Jak to? Musisz chodzić... Maturę masz w tym roku...
-Napiszę za rok z tobą.
-Nie... Masz napisać w tym...
-Halo Halo... to chyba moja decyzja kiedy napiszę maturę...
-Ale nie marnuj roku... Justin wiem że dasz radę ją jeszcze napisać. Pomogę ci się uczyć...
-Dobrze przemyślę to.
TEN TYDZIEŃ MINĄ SZYBKO KATE MIAŁA JUŻ PIERWSZE LEKCJE W DOMU JUSTIN BYŁ W SZKOLE. I W KOŃCU NADSZEDŁ PIĄTEK. NIE BYLE JAKI PIĄTEK. URODZINY KATE. 18 URODZINY.
~Kate~
Otworzyłam oczy a w moim pokoju stało mnóstwo wazonów z różami. Czerwonymi różami. Można powiedzieć że były wszędzie. Wstałam z łóżka i podeszłam do jednego z bukietów który leżał na biurku. Powąchałam róże. Uśmiechnęłam się. Chwilę potem dostałam smsa
To dopiero początek tego cudownego dnia kochanie. Połóż się na łóżku i zamknij oczy proszę.
Gdy to przeczytałam szczerzyłam się jak głupia. Co ten mój głupek wymyślił? Justin jest najlepszym chłopakiem w świecie. Zrobiłam tak jak kazał mi zrobić. Położyłam się z powrotem na łóżku i zamknęłam oczy. Leżałam tak dosłownie przez parę sekund bo po chwili usłyszałam drzwi do pokoju które się otwierają i głośny krzyk. To był krzyk mojej siostry.
-Wszystkiego najlepszego Kate!
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Steph wchodzącą do mojego pokoju z mini torcikiem na którym była świeczka w kształcie cyfry 18
-Dziękuję kochana.
-Pomyśl życzenie. Pamiętaj tylko urodzinowe świeczki mają moc spełniania życzeń... Więc dobrze się zastanów co sobie życzyć.
-Już wiem czego chcę.
Zamknęłam oczy w głowie miejąc jeden piękny obraz. Ja i Justin. Zdmuchnęłam świeczkę.
-Dobra to teraz żeby dopełnić tradycji...
Nie dokończyła zdania. Wyjęła z torciku świeczkę i rzuciła mi nim prosto w twarz.
Gdy byłam mała zawsze jadłam tort bez używania rąk i miałam całą twarz w torcie.
-Serio?-zaczęłam się śmiać.-No to teraz daj mi buziaka.
-O nie! Nie dam się. Umyj się i chodź na dół. Twój ukochany robi ci śniadanie.
-CO? Justin śniadanie?
-Owszem. Zbieraj się. Czekamy.
No nieźle się ten dzień rozpoczyna. Najpierw mnóstwo róż, potem tort na mojej twarzy i śniadanie zrobione przez Justina... Co mnie jeszcze czeka? Umyłam się szybko i poszłam do garderoby. Kurcze w co mam się ubrać? Muszę ładnie wyglądać... Założyłam prostą sukienkę do połowy ud o kolorze pudrowego różu. Do tego naszyjnik który wcześniej dostałam od Justina. Skromnie ale modnie. Uśmiechnęłam się. Wzięłam jedną róże z pokoju. Ucięłam ją tak żeby miała krótką łodygę i przypięłam sobie ją do włosów. Zeszłam na dół. Justin natychmiast do mnie podszedł.
-Witaj moja solenizantko.-przytulił mnie i wyszeptał do ucha- Wszystkiego najlepszego.
-Dziękuję. Za róże też.
Pocałowałam go. Po czym on złapał mnie za rękę i zaprowadził do stołu. Usiadłam A Justin przyniósł mi talerz z jajkami sadzonymi, bekonem i malutkimi kuleczkami ziemniaczanymi.
-Smacznego.
-Dziękuję. Słyszałam że sam robiłeś śniadanie?
-Owszem.
Wzięłam do ust kawałek i byłam zachwycona. To było przepyszne.
-Jejku pyszne...
-Dzięki dzięki.
Uśmiechnął się zadowolony z siebie.
-Dobra to jedz a ja zaraz ci przyniosę pierwszy prezent.
-Pierwszy?
-Tak drugi dostaniesz wieczorem.
-Kochanie mam zaplanowany dla Ciebie cały dzień.
-Cały?
-Tak co do minuty.
-Długo go planowałeś?
-Tak troszeczkę.
Steph przyniosła czerwone pudełko zawinięte wstążką. Skończyłam akurat jeść.
-Tak więc to dla mnie?
-Tak.
Uśmiechnęła się szeroko i podała mi pudełko.
-Szybko je otworzyłam i aż mi zaparło dech w piersiach. To były moje wymarzone Lity. Miały kolor jasnego beżu.
-Matko dziękuję są przepiękne!- przytuliłam się mocno do Steph.
-Tylko mi się na nich nie zabij.
-Nie bój się o to.
Cieszyłam się jak dziecko.
-No dobra dobra koniec tych gadu gadu kochanie. Muszę cię gdzieś zawieść.
-Gdzie?
-Do cioci. Takie rodzinne spotkanie będzie.
-Ojej. No dobrze.
-Steph gotowa?
-Tak.
-Jedzie z nami?
-Tak. No w końcu cała rodzina ma być.
-Jeny... No dobrze.
Pojechaliśmy do cioci. Pod jej domem stało chyba ze 4 samochody.
-Rany kto przyjechał?
-Zobaczysz.
Zadzwoniliśmy dzwonkiem do domu cioci. Natychmiast drzwi się otworzyły. Jednak za nimi nie stała ciocia a mała Jazmyn. Od razu się do mnie przytuliła.
-Wszystkiego najlepszego Kate! Krzyknęła piskliwym głosem.
-Dziękuję maleńka.
-Chodźcie do salonu już wszyscy czekamy.
-Justin co ty wymyśliłeś? Nigdy nikt tak na mnie nie czekał i w ogóle urodziny to dzień jak każdy inny. Nie mogliśmy po prostu zostać w domu? W łóżku?
-Kate... To twoje urodziny. Jeżeli będziesz szczęśliwsza w łóżku to zaraz tam pójdziemy.
mrugnął do mnie znacząco.
-Justin!
Uderzyłam go lekko w ramie a on się zaśmiał.
-Spokojnie kochanie.- złapał mnie za rękę i wprowadził do salonu. Na nasze wejście wszyscy obecni wstali i zaczęli mi śpiewać sto lat. Natychmiast się zaczerwieniłam. Nie byłam przyzwyczajona do tego ze tyle ludzi się na mnie patrzy. W pokoju byli ciocia z Tomem Jazmyn Steph mama tata i Jakiś facet którego nie znałam. Gdy skończyli śpiewać wszyscy usiedli i po kolei do mnie podchodzili. Najpierw Tata. Przytulił mnie
-Przepraszam żabko że wtedy się tak pokłóciliśmy... Chcę żeby dzisiejszy dzień był dla ciebie wyjątkowy. Mamy dla ciebie z mamą prezent.
Nagle podeszła do nas mama.
-Kochanie. Jak wiesz wzięliśmy rozwód i nie wiedzieliśmy co zrobić z domem bo żadne z nas nie chce w nim mieszkać więc... Przepisaliśmy go tobie. Od dzisiaj należy tylko do ciebie.
-Jejku dziękuję!- objęłam ich gwałtownie.
-Spokojnie to nie wszystko.
-Tak?
-Nie mieszkamy już tutaj... Ale wiesz dobrze że nie zostawimy cię bez środków na życie. Uczysz się i musisz mieć do tego warunki więc masz założone konto w banku na które będę przelewał ci co miesiąc pieniądze. Gdyby ci ich brakowało wystarczy telefon wiesz dobrze prawda?
-Oczywiście jejku dziękuję.
-Matka chciała ci nakupić drobiazgów jednak jej to wyperswadowałem i ma dla ciebie coś korzystniejszego niż ciuchy.
Uśmiechnął się i odszedł. Do mamy podszedł natomiast ten nieznajomy mi facet.
-Córciu na początku chciałabym ci przedstawić mojego partnera Nicka.
Mężczyzna podał mi rękę. Uścisnęłam ją i się lekko uśmiechnęłam. Niezbyt mi się to podobało że moja matka na moje urodziny przyprowadziła już nowego faceta no ale cóż...
-Nick ma sieć sklepów z samochodami i... Załatwił ci samochód.
Nick podał mi kluczyki. Miałam szeroko otworzone oczy. Samochód? Serio? Powiedziałabym że nie trzeba było ale po co? Samochód fajna sprawa. W końcu będę miała swój. Jeszcze tylko zostaje sprawa prawo jazdy ale to chyba najmniejszy problem. Podałam kluczyki Justinowi. On je schował do kieszeni. uśmiechając się szeroko.
Następnie podeszła do mnie ciocia Rose.
-Mój cukiereczku! Kończysz 18 lat dzisiaj. Jejku jak ten czas szybko minął dopiero co stawiałaś pierwsze kroki i jadłaś tort bez użycia rąk pamiętasz?
-Ciociu oczywiście że pamiętam.-Zaśmiałam się
-Długi czas zastanawiałam się co ci kupić. Myślałam o butach tych wysokich co zawsze je chciałaś mieć ale wiem że siostra ci je kupiła myślałam też o biżuterii ale na pewno jej dzisiaj dostaniesz dużo. Chciałam ci dać ciuchy ale to też jakoś nie pasuje do prezentów w stylu cioci Rose... Więc postawiłam na portfel.
-Portfel?
-Tak kochanie.- ciocia podała mi portfel. Był beżowy ze złotym znaczkiem chanela na przodzie.
-Dziękuję.- pocałowałam ciocię w policzek.
Ciocia zaczęła się głośno śmiać.
-Coś jest nie tak?
-Niunia myślisz że na 18 urodziny dałabym ci tylko portfel? Zajrzyj do środka.
Otworzyłam portfel i zobaczyłam w nim wiele kart.
-No więc tak... Po kolei.
Ciocia wzięła ode mnie portfel i wyjmowała po jednej karcie.
-To jest bon rabatowy do twojego ulubionego butiku. To jest Karnet na basen, to do spa. To karta członkowska do tego klubu tam z dyskotekami co tyle kosztują. To jest karta klienta tej naszej restauracji co kiedyś ciągle w niej jedliśmy. To kolejny bon na zakupy. To karta do parku rozrywki a to karta upominkowa do jakichś tam sklepów z ubraniami nie pamiętam tam z tyłu pisze. No i w końcu najważniejsza karta.
Wyjęła z bocznej kieszonki portfela małą karteczkę.
-Kochanie tutaj masz taką kartę która obowiązuje przez całe życie. Za jej pokazaniem dostajesz ode mnie buziaka.
Ciocia zaśmiała się. Zrobiłam to samo.
-Dziękuje ciociu. To wspaniały prezent. Na prawdę wiesz jak mnie uszczęśliwić!
-Kochanie no to oczywiste!
Ucałowała mnie w czoło i przytuliła mocno. Po czym usiadła obok taty. Schowałam szybko karty do portfela i położyłam go na stole. W końcu do mnie podszedł Tom. Tata Justina. Jedna z ważniejszych osób tutaj się znajdujących. wraz z Jazmyn.
-Kochanie chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego, żeby wam się z Justinem układało jak najlepiej i żebyś spełniła swoje wszystkie najskrytsze marzenia.
Podał mi niewielkie pudełko.
-Wiem że to nie dorównuje nawet dotychczasowym prezentom które dostałaś ale mam nadzieję że ci się spodoba.
Otworzyłam pudełko i zobaczyłam 2 płyty. Jedna była Macklemoe a druga to była składanka. Z tyłu widniały tytuły piosenek. Większość to były piosenki Miley Cyrus i Taylor Swift ale znajdowały się tam też takie kawałki jak np. ne yo because of you. W pudełeczku była też koperta. Otworzyłam ją i zobaczyłam zdjęcie. Wyjęłam je. To było przerobione w jakimś programie zdjęcie a właściwie dwa zdjęcia były na siebie lekko nałożone. Jedno to jak byłam mała i tuliłam misia a drugie robione niedawno jak przytulam się z Justinem. Było prześliczne.
-Matko dziękuję!
Objęłam mocno Toma.
-To wspaniały prezent na prawdę. Ale zgaduję że Justin ci pomagał prawda? Szczególnie w doborze piosenek na składankę?
-Ach no nie będę kłamał że nie. Ale to był mój pomysł.
Uśmiechnęłam się szeroko. -Dziękuje.
Wpatrując się jeszcze w zdjęcie poczułam jak Obejmuje mnie Jazmyn.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Zważając na fakt że dostaję małe kieszonkowe i nie zarabiam jeszcze na siebie a wiesz ubrania dla nastolatki też kosztują nie mam dla ciebie kosztownego prezentu.
-Kochanie nie chcę od Ciebie żadnego prezentu. Dużo ich już dzisiaj dostałam a przypuszczam że to jeszcze nie wszystko.
-Oj taak nie wszystko.
Uśmiechnęła się do Justina. Coś miała na myśli no ale już nie wnikałam byłam zbyt szczęśliwa żeby się jeszcze dopytywać o co chodzi.
-No ale w każdym razie Kate mam dla ciebie słuchawki.
Podała mi torebkę z której wystawały białe duże słuchawki.
-Dziękuję kochanie. I to nie jest kosztowne?
-No nie. Mam znajomego co... Emm nie ważne. Mam nadzieję że ci się podobają?
-Tak bardzo. Są świetne.
Jeszcze raz mnie przytuliła i odeszła.
-Kochanie my musimy już lecieć. Praca wzywa...
Oświadczył mi tata wraz z mamą. Po czym wyszli.
-Pff nie wiedzą co tracą. Twoja ciocia przyrządziła pyszne ciasto.
Jejciu przepraszam was bardzo że tyle musieliście czekać. Mam teraz na prawdę dużo nauki i nie mam kiedy siąść i coś napisać. Wiem na twitterze mnie często widać ale to tylko parę notek podczas gdy robię coś innego a żeby rozdział napisać potrzebuję spokoju i ciszy. Dzisiaj udało mi się poświęcić trochę czasu chociaż nie wiem czy to dobrze bo nie przeczytałam lektury :p No ale nic. Ważne że w końcu tutaj znowu wstąpiłam i coś napisałam. Tak wiem obiecywałam rozdziały we wtorki środy i soboty ale niestety nie dam rady. Za dużo nauki na prawdę zrozumcie.
Jestem pod wielkim wrażeniem ponieważ pomimo tego że przez ponad tydzień nie było rozdziału wy tutaj ciągle wchodzicie. Dzisiaj jak weszłam liczba odwiedzin wynosi 18 178. Kurde no jesteście wspaniali <3 KOCHAM WAS MOCNO WSZYSTKICH :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)