niedziela, 24 maja 2015
Nowy blog
Zapraszam na mojego nowego bloga. Plany na niego i sama stronka powstała już dawno ale dopiero teraz nadszedł czas żebym się wzięła za jego pisanie. Niebawem pojawi się pierwszy rozdział.
Będzie to historia o dziewczynie (Miley Cyrus) która straciła rodziców i mieszka z 3 starszymi braćmi. Chłopaka (Justina Biebera) rodzice się rozwodzą co powoduje kłótnię i jego przeprowadzkę do nowego miasta z przyjaciółmi (dom obok Miley).
Miley jest bardzo zamkniętą w sobie dziewczyną. W towarzystwie jest zawsze uśmiechnięta jednak gdy tylko zostaje sam na sam ze swoimi myślami staje się bezsilna. Jedynym sposobem na opanowanie swoich emocji jest pisanie bloga którego niedawno założyła. Nie jest ona typem dziewczyny która ciągle siedzi zamknięta w domu. Jest gościem wszystkich możliwych imprez jakie odbywają się w mieście . Jest piękną dziewczyną i bardzo niedostępną dla chłopców co sprawia że im się jeszcze bardziej podoba.
Justin wydaje się być nie przejęty kłótnią z rodziną, wręcz przeciwnie. Cieszy się że w końcu jest niezależny. W starym mieście ciągle imprezował i miał każdą dziewczynę jaką sobie tylko wypatrzył. Jest przystojny i charyzmatyczny więc w nowym miejscu znalezienie dziewczyny też nie sprawia mu trudności.
31 październik. Ten dzień zmieni ich życie na zawsze.
Zapraszam do obejrzenia zwiastuna i zapoznania się z bohaterami bloga.
Mam ogromną nadzieję że nowy blog przypadnie wam do gustu równie bardzo jak http://wedonotneednowingstofly.blogspot.com/
ZAPRASZAM
Chciałam również oznajmić że blog http://wedonotneednowingstofly.blogspot.com/
nie zostanie dokończony. Ten ostatni 49 rozdział będzie już ostatnim. Ostatnim NA RAZIE. Po prostu praca nad tym blogiem została zamknięta. Nie wykluczam jednak powrotu do niego za jakiś czas.
czwartek, 26 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 49
~Kate~
Justin odłożył pizzę na biurko i rzucił się na łóżko obok mnie. Zaczął mnie łaskotać a ja niekontrolowanie rzucać się i krzyczeć żeby przestał. Jedną ręką złapał moje oba nadgarstki i przycisnął do łóżka nad moją głową.
-A co dostanę za to że przestanę?
-A co byś chciał?
-A zgadnij.
Nie trzeba się długo zastanawiać o co mogło chodzić Justinowi. Podniosłam głowę i pocałowałam go w usta.
-Chyba nie muszę zgadywać że wolisz zacząć od deseru.
Ciągle trzymając moje dłonie odwzajemnił pocałunek podczas którego zdjął ze mnie bluzkę. Nagle jego usta znalazły się na moim dekolcie i potem brzuchu. Gdy puścił moje ręce zdjął z siebie bluzkę. Uwielbiam patrzeć na jego umięśnione ciało. Jest tak bardzo idealne. Przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim.
Paznokciami przejechałam po jego torsie i pocałowałam w usta. Nie minęła minuta i oboje byliśmy bez ubrań. Oczy Justina błyszczały jak gwiazdy. Podczas stosunków był najsłodszym i najdelikatniejszym mężczyzną na świecie. Dobrze wiedział czego pragnęłam. Tego co przeżywałam podczas seksu z nim nie da opisać się słowami.
Po niezwykle upojnych chwilach leżeliśmy chwilę wtuleni w siebie. Miałam głowę przy jego klatce piersiowej i wsłuchiwałam się w jego serce. Biło strasznie szybko ale czułam że w tym samym rytmie co moje.
-Justin?
-Tak słońce?
-Może zaprosimy na jutrzejszy wieczór moich rodziców i Toma?
-Ale obiecaliśmy pojechać do Ryana.
-To zaprośmy do nas wszystkich?
-Nie wiem czy to dobry pomysł żeby twoi rodzice jedli razem z chłopakami.
Zaśmiał się
-Więc zaprośmy starszych na obiad i wygonimy ich około 16 i na 18 zaprosimy Tess i chłopaków i zrobimy jakiegoś gila czy coś?
-No to tak możemy zrobić tylko wiesz że ty to nie możesz bardzo imprezować?
-OJ no co ty kochanie przecież ja nigdy bardzo nie imprezuję!
-Mam ci przypomnieć jak się poznaliśmy?
-Dobra nie musisz ale co chcesz źle to wspominasz?
-Nie no co ty to najwspanialszy dzień w życiu. kolejnym takim dniem będą narodziny naszego dziecka potem ślub i kolejne dzieci i ich dzieci.
-Bardzo daleko patrzysz w przyszłość. A to ty chcesz mieć więcej niż jedno dziecko?
-Myślałem że to oczywiste.
-No nie bardzo ale to dobrze tylko pomyślimy o tym później dobrze?
-No dobrze.
Justin wybuchł nagle śmiechem.
-Co jest?
-Kochanie wyobraź sobie taką sytuację. Przychodzi do ciebie nasze dziecko i pyta: Mamusiu jak się poznałaś z tatusiem?
I znowu wpadł w śmiech. Tym razem i ja się zaśmiałam
-No co powiedziałabym że mamusia się nawaliła i tatuś musiał ją zabrać od ludzi bo wstyd robiła.
-No proponowałbym po prostu powiedzieć że na koncercie ale taka odpowiedź bardziej zainteresuje dziecko na pewno.
Śmialiśmy się jeszcze chwilę i potem wstałam ubrałam się w Justina koszulkę i sięgnęłam po telefon. Wybrałam w kontaktach numer do mamy i zadzwoniłam.
-Halo?
-Cześć mamo.
-Cześć, cześć.
-Słuchaj przyjechałabyś jutro do nas na obiad?
-Jutro?
-Tak.
-O której?
-Tak gdzieś na 12 albo 13?
-No nie wiem mam wtedy spotkanie z kreatorem wnętrz.
-Mamo...
-No co muszę jakoś dom umeblować bo w naszym starym przecież ty mieszkasz...
-Proszę cie...
-No dobrze przesunę to spotkanie na 15 może być?
-A na 16?
-15:30 i ani minut później.
-Dobrze dziękuję.
-W takim razie będę o 13 a co to za okazja?
-Po prostu chciałabym z tobą trochę porozmawiać i spędzić miło czas. To nie wystarczający powód?
-No nie wiem wyczuwam w tym jakiś haczyk no ale nie ważne dowiem się jutro. Właśnie a twój ojciec będzie?
-Jeszcze do niego nie dzwoniłam ale chciałabym żeby też przyjechał.
-No cóż jakoś przeżyję.
-No to do jutra.
-No do jutra.
Justin na mnie spojrzał.
-Na którą będzie?
-O 13 ma podobno być.
-A Nick?
-Kurna! Zapomniałam zapytać...
-No nic to już chyba jak rodzina nie?
-Nie...
-No a tata?
-Już dzwonię. Może ty w tym czasie zadzwoń do Toma?
-Okej.
Justin nałożył spodnie i wyszedł na korytarz z telefonem.
-Halo tato?
-Cześć córciu! Co tam słychać?
-A wszystko dobrze.
-Jesteś szczęśliwa. Słyszę to w twoim głosie.
-Tak jestem i to bardzo.
-Cieszę się i to bardzo. Ale co się stało? Bo chyba nie dzwonisz tylko po to żeby zapytać co słychać u twojego staruszka?
-No nie. Chciałam cię zaprosić jutro na obiad.
-Na obiad mówisz? A co będzie do jedzenia?
-Tato! -zaśmiałam się- jeszcze nie wiem ale na pewno coś dobrego. To jak przyjedziesz?
-No jasne że przyjadę zobaczyć się z moimi córeczkami. Na którą mam przyjechać?
-13 dasz radę?
-Jasne. Mama też będzie?
-Tak będzie.
-No nie wiem czy to dobry pomysł żebyśmy razem...
-Tato proszę cie nie wytrzymacie 2 godzin razem?
-Po prostu nie chcę się z nią znowu kłócić przy was...
-To unikaj z nią rozmowy. Tyle.
-No dobrze postaram się. A z Nickiem będzie?
-Nie wiem.
-Jakoś go nie trawię...
-Nie dziwie się też go nie lubię...
-Dobra najwyżej go wygonimy tak jak kiedyś wujka pamiętasz?
Zaczęłam się śmiać- Jakbym mogła zapomnieć!
-No to damy radę więc do zobaczenia.
-No cześć tatusiu.
Rozłączyłam się z uśmiechem na twarzy. Justin jeszcze rozmawiał z Tomem. Usiadłam na łóżku i wyłączyłam film. Włączyłam za to radio. Muzyka grała a ja zaczęłam ogarniać w pokoju przy czym tańczyłam sobie trochę. Naglę poczułam dłonie obejmujące moje biodra i ciało przylegające do mojego które ruszało się w rytm muzyki.
-Już późno a tobie zachciało się tańczyć?
-Kochanie to nie wiesz że kobieta w ciąży ma różne zachcianki i mężczyzna musi je spełniać.
-Więc dzisiejszą twoją zachcianką jest taniec?
-Nie po prostu często jak sprzątam przy muzyce to sobie tańczę.
-Więc co jest dzisiejszą zachcianką mojej kobietki?
Odwróciłam się do Justina przodem i szepnęłam na ucho
-Dokładka deseru.
Uśmiechnął się zadziornie i przygryzł wargę.
-Już drugi deser a pizza wciąż leży.
-To zanieś ją do lodówki i wróć do mnie.
-A Steph?
-Postaram się być cicho.
-Kusisz.
Jak powiedziałam tak zrobił. W końcu skończyło się na tym że tego dnia nie zjadłam nim oprócz śniadania. Gdy rano się obudziłam byłam potwornie głodna. Tym razem to ja wstałam pierwsza i wyszłam z łóżka cichutko żeby nie obudzić Justina. Poszłam do kuchni. Tam była już Steph.
-A co ty tak rano wstałaś?
-No ja w odróżnieniu od ciebie chodzę do szkoły wiesz?
-Ale dzisiaj piątek nigdy tak wcześnie nie wstawałaś...
-Mam dzisiaj po prostu ważny test od którego zależy czy zdam do następnej klasy.
-Steph ale jest już prawie koniec roku co ty jesteś z czegoś zagrożona?
-Może...
-Steph... Czemu nie mówiłaś? Przecież bym ci jakoś pomogła.
-Oj tam masz teraz ważniejsze sprawy na głowie a ja zdam na pewno. A jak się ma mój chrześniak mały?
-Nie wiem jeszcze ale na pewno jest głodny.
-No to szykuj jakieś żarełko a ja lecę jeszcze poczytać zagadnienia i lecę do szkoły.
-Okej. A właśnie zaczekaj.
-Tak?
-Dasz radę dzisiaj na 13 być w domu?
-No jak przybiegnę to dam radę.
-A o której kończysz?
-12:45
-To Justin po ciebie może pojedzie?
-A po co mam być w domu tak szybko?
-Bo rodzice przyjeżdżają na obiad. Chcę im powiedzieć o dziecku.
-O matko rzeczywiście przecież oni jeszcze nie wiedzą. Dobra to nie zawracaj głowy Justinowi Bruce mnie przywiezie.
-Okej to zaproś go niech też wpadnie. Potem może zostaniecie? Przyjadą prawdopodobnie Ryan Tess Chris Chaz.
-No zobaczymy. Wiesz jest piątek i możliwe że pojedziemy gdzieś na imprezę.
-Dobra dobra ale w razie co możecie zostać będzie zabawniej.
-Dobra siostra ze staruchami się nie zadajemy.
-A idź ty.
Zaśmiała się i wyszła z kuchni.
Z góry przepraszam że znowu tyle czekaliście... Kolejny raz was zawiodłam... Tym razem to nie ode mnie zależało... Po prostu mój laptop odmówił posłuszeństwa. Tak wiem nie tłumaczy mnie to... Po prostu przepraszam :(((
Tak jak pisałam na tt czeka was niespodzianka. Myślę że wam się spodoba <3
Całuje was wszystkich i mam nadzieję że wybaczycie mi po raz kolejny... Nie wyobrażacie sobie nawet jak mi głupio... Przepraszam jeszcze raz.
Justin odłożył pizzę na biurko i rzucił się na łóżko obok mnie. Zaczął mnie łaskotać a ja niekontrolowanie rzucać się i krzyczeć żeby przestał. Jedną ręką złapał moje oba nadgarstki i przycisnął do łóżka nad moją głową.
-A co dostanę za to że przestanę?
-A co byś chciał?
-A zgadnij.
Nie trzeba się długo zastanawiać o co mogło chodzić Justinowi. Podniosłam głowę i pocałowałam go w usta.
-Chyba nie muszę zgadywać że wolisz zacząć od deseru.
Ciągle trzymając moje dłonie odwzajemnił pocałunek podczas którego zdjął ze mnie bluzkę. Nagle jego usta znalazły się na moim dekolcie i potem brzuchu. Gdy puścił moje ręce zdjął z siebie bluzkę. Uwielbiam patrzeć na jego umięśnione ciało. Jest tak bardzo idealne. Przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim.
Paznokciami przejechałam po jego torsie i pocałowałam w usta. Nie minęła minuta i oboje byliśmy bez ubrań. Oczy Justina błyszczały jak gwiazdy. Podczas stosunków był najsłodszym i najdelikatniejszym mężczyzną na świecie. Dobrze wiedział czego pragnęłam. Tego co przeżywałam podczas seksu z nim nie da opisać się słowami.
Po niezwykle upojnych chwilach leżeliśmy chwilę wtuleni w siebie. Miałam głowę przy jego klatce piersiowej i wsłuchiwałam się w jego serce. Biło strasznie szybko ale czułam że w tym samym rytmie co moje.
-Justin?
-Tak słońce?
-Może zaprosimy na jutrzejszy wieczór moich rodziców i Toma?
-Ale obiecaliśmy pojechać do Ryana.
-To zaprośmy do nas wszystkich?
-Nie wiem czy to dobry pomysł żeby twoi rodzice jedli razem z chłopakami.
Zaśmiał się
-Więc zaprośmy starszych na obiad i wygonimy ich około 16 i na 18 zaprosimy Tess i chłopaków i zrobimy jakiegoś gila czy coś?
-No to tak możemy zrobić tylko wiesz że ty to nie możesz bardzo imprezować?
-OJ no co ty kochanie przecież ja nigdy bardzo nie imprezuję!
-Mam ci przypomnieć jak się poznaliśmy?
-Dobra nie musisz ale co chcesz źle to wspominasz?
-Nie no co ty to najwspanialszy dzień w życiu. kolejnym takim dniem będą narodziny naszego dziecka potem ślub i kolejne dzieci i ich dzieci.
-Bardzo daleko patrzysz w przyszłość. A to ty chcesz mieć więcej niż jedno dziecko?
-Myślałem że to oczywiste.
-No nie bardzo ale to dobrze tylko pomyślimy o tym później dobrze?
-No dobrze.
Justin wybuchł nagle śmiechem.
-Co jest?
-Kochanie wyobraź sobie taką sytuację. Przychodzi do ciebie nasze dziecko i pyta: Mamusiu jak się poznałaś z tatusiem?
I znowu wpadł w śmiech. Tym razem i ja się zaśmiałam
-No co powiedziałabym że mamusia się nawaliła i tatuś musiał ją zabrać od ludzi bo wstyd robiła.
-No proponowałbym po prostu powiedzieć że na koncercie ale taka odpowiedź bardziej zainteresuje dziecko na pewno.
Śmialiśmy się jeszcze chwilę i potem wstałam ubrałam się w Justina koszulkę i sięgnęłam po telefon. Wybrałam w kontaktach numer do mamy i zadzwoniłam.
-Halo?
-Cześć mamo.
-Cześć, cześć.
-Słuchaj przyjechałabyś jutro do nas na obiad?
-Jutro?
-Tak.
-O której?
-Tak gdzieś na 12 albo 13?
-No nie wiem mam wtedy spotkanie z kreatorem wnętrz.
-Mamo...
-No co muszę jakoś dom umeblować bo w naszym starym przecież ty mieszkasz...
-Proszę cie...
-No dobrze przesunę to spotkanie na 15 może być?
-A na 16?
-15:30 i ani minut później.
-Dobrze dziękuję.
-W takim razie będę o 13 a co to za okazja?
-Po prostu chciałabym z tobą trochę porozmawiać i spędzić miło czas. To nie wystarczający powód?
-No nie wiem wyczuwam w tym jakiś haczyk no ale nie ważne dowiem się jutro. Właśnie a twój ojciec będzie?
-Jeszcze do niego nie dzwoniłam ale chciałabym żeby też przyjechał.
-No cóż jakoś przeżyję.
-No to do jutra.
-No do jutra.
Justin na mnie spojrzał.
-Na którą będzie?
-O 13 ma podobno być.
-A Nick?
-Kurna! Zapomniałam zapytać...
-No nic to już chyba jak rodzina nie?
-Nie...
-No a tata?
-Już dzwonię. Może ty w tym czasie zadzwoń do Toma?
-Okej.
Justin nałożył spodnie i wyszedł na korytarz z telefonem.
-Halo tato?
-Cześć córciu! Co tam słychać?
-A wszystko dobrze.
-Jesteś szczęśliwa. Słyszę to w twoim głosie.
-Tak jestem i to bardzo.
-Cieszę się i to bardzo. Ale co się stało? Bo chyba nie dzwonisz tylko po to żeby zapytać co słychać u twojego staruszka?
-No nie. Chciałam cię zaprosić jutro na obiad.
-Na obiad mówisz? A co będzie do jedzenia?
-Tato! -zaśmiałam się- jeszcze nie wiem ale na pewno coś dobrego. To jak przyjedziesz?
-No jasne że przyjadę zobaczyć się z moimi córeczkami. Na którą mam przyjechać?
-13 dasz radę?
-Jasne. Mama też będzie?
-Tak będzie.
-No nie wiem czy to dobry pomysł żebyśmy razem...
-Tato proszę cie nie wytrzymacie 2 godzin razem?
-Po prostu nie chcę się z nią znowu kłócić przy was...
-To unikaj z nią rozmowy. Tyle.
-No dobrze postaram się. A z Nickiem będzie?
-Nie wiem.
-Jakoś go nie trawię...
-Nie dziwie się też go nie lubię...
-Dobra najwyżej go wygonimy tak jak kiedyś wujka pamiętasz?
Zaczęłam się śmiać- Jakbym mogła zapomnieć!
-No to damy radę więc do zobaczenia.
-No cześć tatusiu.
Rozłączyłam się z uśmiechem na twarzy. Justin jeszcze rozmawiał z Tomem. Usiadłam na łóżku i wyłączyłam film. Włączyłam za to radio. Muzyka grała a ja zaczęłam ogarniać w pokoju przy czym tańczyłam sobie trochę. Naglę poczułam dłonie obejmujące moje biodra i ciało przylegające do mojego które ruszało się w rytm muzyki.
-Już późno a tobie zachciało się tańczyć?
-Kochanie to nie wiesz że kobieta w ciąży ma różne zachcianki i mężczyzna musi je spełniać.
-Więc dzisiejszą twoją zachcianką jest taniec?
-Nie po prostu często jak sprzątam przy muzyce to sobie tańczę.
-Więc co jest dzisiejszą zachcianką mojej kobietki?
Odwróciłam się do Justina przodem i szepnęłam na ucho
-Dokładka deseru.
Uśmiechnął się zadziornie i przygryzł wargę.
-Już drugi deser a pizza wciąż leży.
-To zanieś ją do lodówki i wróć do mnie.
-A Steph?
-Postaram się być cicho.
-Kusisz.
Jak powiedziałam tak zrobił. W końcu skończyło się na tym że tego dnia nie zjadłam nim oprócz śniadania. Gdy rano się obudziłam byłam potwornie głodna. Tym razem to ja wstałam pierwsza i wyszłam z łóżka cichutko żeby nie obudzić Justina. Poszłam do kuchni. Tam była już Steph.
-A co ty tak rano wstałaś?
-No ja w odróżnieniu od ciebie chodzę do szkoły wiesz?
-Ale dzisiaj piątek nigdy tak wcześnie nie wstawałaś...
-Mam dzisiaj po prostu ważny test od którego zależy czy zdam do następnej klasy.
-Steph ale jest już prawie koniec roku co ty jesteś z czegoś zagrożona?
-Może...
-Steph... Czemu nie mówiłaś? Przecież bym ci jakoś pomogła.
-Oj tam masz teraz ważniejsze sprawy na głowie a ja zdam na pewno. A jak się ma mój chrześniak mały?
-Nie wiem jeszcze ale na pewno jest głodny.
-No to szykuj jakieś żarełko a ja lecę jeszcze poczytać zagadnienia i lecę do szkoły.
-Okej. A właśnie zaczekaj.
-Tak?
-Dasz radę dzisiaj na 13 być w domu?
-No jak przybiegnę to dam radę.
-A o której kończysz?
-12:45
-To Justin po ciebie może pojedzie?
-A po co mam być w domu tak szybko?
-Bo rodzice przyjeżdżają na obiad. Chcę im powiedzieć o dziecku.
-O matko rzeczywiście przecież oni jeszcze nie wiedzą. Dobra to nie zawracaj głowy Justinowi Bruce mnie przywiezie.
-Okej to zaproś go niech też wpadnie. Potem może zostaniecie? Przyjadą prawdopodobnie Ryan Tess Chris Chaz.
-No zobaczymy. Wiesz jest piątek i możliwe że pojedziemy gdzieś na imprezę.
-Dobra dobra ale w razie co możecie zostać będzie zabawniej.
-Dobra siostra ze staruchami się nie zadajemy.
-A idź ty.
Zaśmiała się i wyszła z kuchni.
Z góry przepraszam że znowu tyle czekaliście... Kolejny raz was zawiodłam... Tym razem to nie ode mnie zależało... Po prostu mój laptop odmówił posłuszeństwa. Tak wiem nie tłumaczy mnie to... Po prostu przepraszam :(((
Tak jak pisałam na tt czeka was niespodzianka. Myślę że wam się spodoba <3
Całuje was wszystkich i mam nadzieję że wybaczycie mi po raz kolejny... Nie wyobrażacie sobie nawet jak mi głupio... Przepraszam jeszcze raz.
sobota, 24 maja 2014
ROZDZIAŁ 48
~Kate~
Lekarz spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Kate ja po prostu nie wiem jakim cudem to się stało ale...
-Ale co?!
-Ale lekarze się pomylili. Twoje dziecko żyje...
Nie dałam mu dokończyć
-Czy pan właśnie powiedział że ja... Że ja będę matką?
-Tak Kate ale daj mi dokończyć. Twoje dziecko jest na prawdę silne. Myślę że aż za silne... Z jednej strony to dobrze bo przeżyło oczyszczanie organizmu i te wszystkie leki co dostałaś one w małym stopniu na nie wpłynęły. Jednak z drugiej może ono być niebezpieczne dla ciebie.
-Boże. Dziękuję Ci że je uratowałeś. Że pozwoliłeś mu żyć.
Byłam wtedy na prawdę wdzięczna Bogu. To że moje dziecko żyję jest jego zasługą i nigdy o tym nie zapomnę.
-Kate czy ty w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię?
Byłam w takim szoku że nie docierało do mnie nic. Siedziałam tylko się uśmiechałam i patrzyłam w okno.
-Justin! Muszę mu o tym powiedzieć!
-Ach Kate...
-Justin?! -krzyknęłam głośno wstając z łóżka. Drzwi do pokoju szybko się otworzyły i do pokoju wbiegł Justin.
-Kochanie co się stało?!
Dosłownie skoczyłam na Justina. Owinęłam jego szyję rękami i uniosłam nogi.
-Nasze dziecko żyje!-Krzyknęłam najszczęśliwsza chyba na całym świecie.
-Jak to?
-Nie wiem. To mało ważne! Najważniejsze jest to że żyje!
Justin zakręcił mną i postawił na ziemię.
-Czyli co? Jednak będziemy rodzicami?
-Tak kochanie. Najlepszymi rodzicami.- ucałowałam Justina w usta. Całą tę sytuację obserwował lekarz i ciocia Rose.
-Dzieci!- krzyknął doktor. uspokoiliśmy się na chwilę i usiedliśmy obok doktora.
-Muszę was ostrzec to dziecko ma na prawdę ogromną siłę i musisz być ostrożna Kate. Potrzebujesz spokoju i relaksu. Pamiętaj Dziecko źle znosi smutek i nerwy matki.
-Nie pozwolę jej się smucić o to nie musisz się martwić. -Justin odpowiedział trzymając dłoń na moim brzuchu.
-Nie wątpię ale to dziecko jest wyjątkowe. Jedno na milion. Nie słyszałem jeszcze nigdy o tym żeby dziecko przeżyło przy takiej dawce leków. Musicie być na prawdę ostwożni i Kate jeżeli tylko się zgodzisz chciałbym aby twoją ciążę poprowadził mój przjaciel. I proszę... Następnym razem gdy tylko coś będzie nie tak z twoim zdrowiem dzwoń do mnie a nie do szpitala...
-Jasne.
-Z tą lekarką przez którą twoje dziecko było zagrożone to ja jeszcze sobie porozmawiam.
-Nie trzeba. Sama z nią porozmawiam!
-Kate?! Miałaś się nie denerwować. Lepiej to już zostaw ja to załatwię.
-No niech będzie.
-Wszystkie wyniki zawiozę do tego mojego przyjaciela a wam do niego numer zostawię przy wyjściu bo muszę już lecieć. Do widzenia.
-Do widzenia i dziękuję.-uścisnęłam mocno doktora.
-Ja też dziękuję wujku. Cześć
Zaraz za lekarzem wyszła ciocia Rose gratulując nam i żegnając się. Przeprosiła również że tak szybko musi lecieć ale obiecała odwieźć wujka Justina do jego gabinetu.
-Rany boskie Justin czy ty dajesz wiarę w to co się właśnie stało?
-Nie kochanie. To jeszcze do mnie dochodzi.
Był to chyba najszczęśliwszy dzień dla naszej dwójki.
-Musimy wszystkich o tym poinformować.- powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-No więc do roboty!
Justin sięgnął po nasze telefony i zaczęliśmy wysyłać wszystkim wiadomości powiadamiające o dziecku.
wiele osób nam odpisało jedni nie wierząc inni strasznie się ciesząc.
-Justin myślisz że damy sobie radę z dzieckiem?
-Ja wiem że sobie poradzimy a wiesz dlaczego?
-Tak?
-Bo mamy siebie. Bo się kochamy. Bo będziemy ze sobą na zawsze.
-Kocham cię Justin tak bardzo mocno wiesz?
-Wiem. I to właśnie daje mi codziennie rano siłę by wstać, by być szczęśliwym człowiekiem.
-Nigdy nie przypuszczałam że może mnie spotkać takie szczęście jak ty.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Ten moment był dokładnie taki jak kiedyś. Jak potrafiliśmy przez długi czas po prostu wpatrywać się sobie w oczy i było to jedynym co wtedy dawało nam spokój. Dawno nie byłam tak szczęśliwa jak w tym momencie. To piękne uczucie wiedzieć że nosi się w sobie nowe życie które z czasem będzie się rozwijać. Niedługo zobaczę je na USG potem dowiem się czy to chłopiec czy dziewczynka później będziemy robić remont pokoiku dla dziecka póżniej poród i to wszystko... Malutkie rączki i główka. Moje malutkie dziecko. Będę najlepszą matką jaką sie da być. Nie popełnię tych samych błędów co popełnili moi rodzicę. Nie pozwolę na to.
Justin złapał moją twarz w dłonie.
-Jestem przy tobie najszczęśliwszy na świecie. Dziękuję że nie zrezygnowałaś z nas.
Pocałował mnie tak czule jak kiedyś. czułam jakby to było znowu nasze pierwsze spotkanie. Pocałunki Justina zawsze są magiczne jednak kiedy jest szczęśliwy mają całkiem inny smak. Gdy się ode mnie odsunął dotknął delikatnie mojego brzucha i powiedział jakby do niego.
-Aj maluszku gdzie ty się począłeś i kiedy?
Zaśmiałam się- Maluszek mówi że nie ważne gdzie ale ważne z kim.
Uśmiechnął się i pocałował mnie jeszcze raz.
-No doprze księżniczko to co mamy dzisiaj w planach oprócz wielkiej radości?
-Wiesz czego bym chciała?
-Hm?
-Ciebie, mojego pokoju, fajnego filmu, pizzy, Ciebie i łóżka a no i Ciebie.
-A nie za dużo tam mnie?
-Nie. bardziej bym się zastanawiała czy nie za mało.
uśmiechnął się tym swoim cudownym uśmiechem.-Dobrze więc idź wybierz film a ja zamówię pizzę dobrze?
-Tak.
Pobiegłam do pokoju i zajrzałam do szafki z filmami. Wybrałam "3 metry nad niebem". Płytę włożyłam do odtwarzacza i położyłam się na łóżku. Przez pewien czas patrzyłam w sufit rozmyślając o dziecku. Po chwili do pokoju wszedł Justin.
-I jak jaki film oglądamy?
-"3 metry nad niebem"
-Nie oglądałem...
-Nic dziwnego bo to film romantyczny.
-Hej przecież ja lubię takie filmy.
-Oczywiście kochanie.
zaśmiałam się cicho i włączyłam film. Jednak nie minęło parę minut i do pokoju wbiegła z krzykiem Steph.
-Będę ciocią!!
Rzuciła się na mnie i Justina przytulając nas.
-Steph! Spokojnie bo nam mamusię zgnieciesz!
Justin się zaśmiał.
-No tak mamusię i tatusia. Boże nawet nie wiecie jak się cieszę! Zawszę chciałam być ciocią pięknej dziewczynki. Obiecuję będę ją rozpieszczać!
-Hola Hola? Jaką ją?! To przecież będzie chłopiec!
Justin się sprzeciwił z powagą na twarzy. Zaczęli się kłócić jakiej płci będzie dziecko w ogóle jakby mnie tam nie było.
-Dobra wystarczy! Nie wiadomo jeszcze czy to będzie chłopiec czy dziewczynka! I to chyba jest najmniej ważne.
Oboje zwrócili swoją uwagę na mnie i pokiwali głową.
-Masz rację. chłopczyka też będę rozpieszczała.
Nagle usłyszeliśmy klakson samochodu z dworu.
-To pewnie pizza. Pójdziesz Justin?
-Jasne kochanie.
Justin poszedł zapłacić dostawcy a my zostałyśmy chwilę same.
-Kate jak to się stało że wpadliście? Bo chyba tego nie planowaliście nie?
-No nie planowaliśmy ale jakoś tak wyszło że się nie zabezpieczaliśmy całkiem o tym zapomniałam.
-Starsza a mniej odpowiedzialna no nie wierzę.
-Cicho ale nie płaczemy z tego powodu wręcz przeciwnie więc jest wszystko dobrze.
-Tak nawet bardzo dobrze! Będę ciocią i wiesz jak się cieszę?
-Wiem wiem. Widzę po twojej twarzy jaka jesteś zadowolona!
-Dobra kochana widzę że wam przeszkadzam zakochaniiii rodzice. Lecę do siebie.
-Dobrze dziękuję że się tak ucieszyłaś to wiele dla mnie znaczy!
Wyszła mijając się z Justinem idącym z pizzą.
-Hej młoda nie chcesz z nami zjeść?
-Nie dziękuję zjedzcie sami gołąbeczki. Ach no właśnie a gdybyście chcieli deseru to spokojnie mam zamiar głośno słuchać muzyki w swoim pokoju przez jakąś godzinę potem będę sie uczyć.
Justin się zaśmiał
-Tak jest!
Zamknął drzwi- No więc godzinę aż mamy słyszałaś?
-No to trzeba ją chyba wykorzystać tak?
Kochani w następną niedzielę będzie kolejny rozdział.
Miałabym do was też prośbę. Jeżeli zna ktoś kogoś kto robi jakieś ładne szablony na bloga to byłabym na prawdę wdzięczna za podanie jakiegoś kontaktu.
Kocham was wszystkich i dziękuję że jesteście <3
Lekarz spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Kate ja po prostu nie wiem jakim cudem to się stało ale...
-Ale co?!
-Ale lekarze się pomylili. Twoje dziecko żyje...
Nie dałam mu dokończyć
-Czy pan właśnie powiedział że ja... Że ja będę matką?
-Tak Kate ale daj mi dokończyć. Twoje dziecko jest na prawdę silne. Myślę że aż za silne... Z jednej strony to dobrze bo przeżyło oczyszczanie organizmu i te wszystkie leki co dostałaś one w małym stopniu na nie wpłynęły. Jednak z drugiej może ono być niebezpieczne dla ciebie.
-Boże. Dziękuję Ci że je uratowałeś. Że pozwoliłeś mu żyć.
Byłam wtedy na prawdę wdzięczna Bogu. To że moje dziecko żyję jest jego zasługą i nigdy o tym nie zapomnę.
-Kate czy ty w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię?
Byłam w takim szoku że nie docierało do mnie nic. Siedziałam tylko się uśmiechałam i patrzyłam w okno.
-Justin! Muszę mu o tym powiedzieć!
-Ach Kate...
-Justin?! -krzyknęłam głośno wstając z łóżka. Drzwi do pokoju szybko się otworzyły i do pokoju wbiegł Justin.
-Kochanie co się stało?!
Dosłownie skoczyłam na Justina. Owinęłam jego szyję rękami i uniosłam nogi.
-Nasze dziecko żyje!-Krzyknęłam najszczęśliwsza chyba na całym świecie.
-Jak to?
-Nie wiem. To mało ważne! Najważniejsze jest to że żyje!
Justin zakręcił mną i postawił na ziemię.
-Czyli co? Jednak będziemy rodzicami?
-Tak kochanie. Najlepszymi rodzicami.- ucałowałam Justina w usta. Całą tę sytuację obserwował lekarz i ciocia Rose.
-Dzieci!- krzyknął doktor. uspokoiliśmy się na chwilę i usiedliśmy obok doktora.
-Muszę was ostrzec to dziecko ma na prawdę ogromną siłę i musisz być ostrożna Kate. Potrzebujesz spokoju i relaksu. Pamiętaj Dziecko źle znosi smutek i nerwy matki.
-Nie pozwolę jej się smucić o to nie musisz się martwić. -Justin odpowiedział trzymając dłoń na moim brzuchu.
-Nie wątpię ale to dziecko jest wyjątkowe. Jedno na milion. Nie słyszałem jeszcze nigdy o tym żeby dziecko przeżyło przy takiej dawce leków. Musicie być na prawdę ostwożni i Kate jeżeli tylko się zgodzisz chciałbym aby twoją ciążę poprowadził mój przjaciel. I proszę... Następnym razem gdy tylko coś będzie nie tak z twoim zdrowiem dzwoń do mnie a nie do szpitala...
-Jasne.
-Z tą lekarką przez którą twoje dziecko było zagrożone to ja jeszcze sobie porozmawiam.
-Nie trzeba. Sama z nią porozmawiam!
-Kate?! Miałaś się nie denerwować. Lepiej to już zostaw ja to załatwię.
-No niech będzie.
-Wszystkie wyniki zawiozę do tego mojego przyjaciela a wam do niego numer zostawię przy wyjściu bo muszę już lecieć. Do widzenia.
-Do widzenia i dziękuję.-uścisnęłam mocno doktora.
-Ja też dziękuję wujku. Cześć
Zaraz za lekarzem wyszła ciocia Rose gratulując nam i żegnając się. Przeprosiła również że tak szybko musi lecieć ale obiecała odwieźć wujka Justina do jego gabinetu.
-Rany boskie Justin czy ty dajesz wiarę w to co się właśnie stało?
-Nie kochanie. To jeszcze do mnie dochodzi.
Był to chyba najszczęśliwszy dzień dla naszej dwójki.
-Musimy wszystkich o tym poinformować.- powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-No więc do roboty!
Justin sięgnął po nasze telefony i zaczęliśmy wysyłać wszystkim wiadomości powiadamiające o dziecku.
wiele osób nam odpisało jedni nie wierząc inni strasznie się ciesząc.
-Justin myślisz że damy sobie radę z dzieckiem?
-Ja wiem że sobie poradzimy a wiesz dlaczego?
-Tak?
-Bo mamy siebie. Bo się kochamy. Bo będziemy ze sobą na zawsze.
-Kocham cię Justin tak bardzo mocno wiesz?
-Wiem. I to właśnie daje mi codziennie rano siłę by wstać, by być szczęśliwym człowiekiem.
-Nigdy nie przypuszczałam że może mnie spotkać takie szczęście jak ty.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Ten moment był dokładnie taki jak kiedyś. Jak potrafiliśmy przez długi czas po prostu wpatrywać się sobie w oczy i było to jedynym co wtedy dawało nam spokój. Dawno nie byłam tak szczęśliwa jak w tym momencie. To piękne uczucie wiedzieć że nosi się w sobie nowe życie które z czasem będzie się rozwijać. Niedługo zobaczę je na USG potem dowiem się czy to chłopiec czy dziewczynka później będziemy robić remont pokoiku dla dziecka póżniej poród i to wszystko... Malutkie rączki i główka. Moje malutkie dziecko. Będę najlepszą matką jaką sie da być. Nie popełnię tych samych błędów co popełnili moi rodzicę. Nie pozwolę na to.
Justin złapał moją twarz w dłonie.
-Jestem przy tobie najszczęśliwszy na świecie. Dziękuję że nie zrezygnowałaś z nas.
Pocałował mnie tak czule jak kiedyś. czułam jakby to było znowu nasze pierwsze spotkanie. Pocałunki Justina zawsze są magiczne jednak kiedy jest szczęśliwy mają całkiem inny smak. Gdy się ode mnie odsunął dotknął delikatnie mojego brzucha i powiedział jakby do niego.
-Aj maluszku gdzie ty się począłeś i kiedy?
Zaśmiałam się- Maluszek mówi że nie ważne gdzie ale ważne z kim.
Uśmiechnął się i pocałował mnie jeszcze raz.
-No doprze księżniczko to co mamy dzisiaj w planach oprócz wielkiej radości?
-Wiesz czego bym chciała?
-Hm?
-Ciebie, mojego pokoju, fajnego filmu, pizzy, Ciebie i łóżka a no i Ciebie.
-A nie za dużo tam mnie?
-Nie. bardziej bym się zastanawiała czy nie za mało.
uśmiechnął się tym swoim cudownym uśmiechem.-Dobrze więc idź wybierz film a ja zamówię pizzę dobrze?
-Tak.
Pobiegłam do pokoju i zajrzałam do szafki z filmami. Wybrałam "3 metry nad niebem". Płytę włożyłam do odtwarzacza i położyłam się na łóżku. Przez pewien czas patrzyłam w sufit rozmyślając o dziecku. Po chwili do pokoju wszedł Justin.
-I jak jaki film oglądamy?
-"3 metry nad niebem"
-Nie oglądałem...
-Nic dziwnego bo to film romantyczny.
-Hej przecież ja lubię takie filmy.
-Oczywiście kochanie.
zaśmiałam się cicho i włączyłam film. Jednak nie minęło parę minut i do pokoju wbiegła z krzykiem Steph.
-Będę ciocią!!
Rzuciła się na mnie i Justina przytulając nas.
-Steph! Spokojnie bo nam mamusię zgnieciesz!
Justin się zaśmiał.
-No tak mamusię i tatusia. Boże nawet nie wiecie jak się cieszę! Zawszę chciałam być ciocią pięknej dziewczynki. Obiecuję będę ją rozpieszczać!
-Hola Hola? Jaką ją?! To przecież będzie chłopiec!
Justin się sprzeciwił z powagą na twarzy. Zaczęli się kłócić jakiej płci będzie dziecko w ogóle jakby mnie tam nie było.
-Dobra wystarczy! Nie wiadomo jeszcze czy to będzie chłopiec czy dziewczynka! I to chyba jest najmniej ważne.
Oboje zwrócili swoją uwagę na mnie i pokiwali głową.
-Masz rację. chłopczyka też będę rozpieszczała.
Nagle usłyszeliśmy klakson samochodu z dworu.
-To pewnie pizza. Pójdziesz Justin?
-Jasne kochanie.
Justin poszedł zapłacić dostawcy a my zostałyśmy chwilę same.
-Kate jak to się stało że wpadliście? Bo chyba tego nie planowaliście nie?
-No nie planowaliśmy ale jakoś tak wyszło że się nie zabezpieczaliśmy całkiem o tym zapomniałam.
-Starsza a mniej odpowiedzialna no nie wierzę.
-Cicho ale nie płaczemy z tego powodu wręcz przeciwnie więc jest wszystko dobrze.
-Tak nawet bardzo dobrze! Będę ciocią i wiesz jak się cieszę?
-Wiem wiem. Widzę po twojej twarzy jaka jesteś zadowolona!
-Dobra kochana widzę że wam przeszkadzam zakochaniiii rodzice. Lecę do siebie.
-Dobrze dziękuję że się tak ucieszyłaś to wiele dla mnie znaczy!
Wyszła mijając się z Justinem idącym z pizzą.
-Hej młoda nie chcesz z nami zjeść?
-Nie dziękuję zjedzcie sami gołąbeczki. Ach no właśnie a gdybyście chcieli deseru to spokojnie mam zamiar głośno słuchać muzyki w swoim pokoju przez jakąś godzinę potem będę sie uczyć.
Justin się zaśmiał
-Tak jest!
Zamknął drzwi- No więc godzinę aż mamy słyszałaś?
-No to trzeba ją chyba wykorzystać tak?
Kochani w następną niedzielę będzie kolejny rozdział.
Miałabym do was też prośbę. Jeżeli zna ktoś kogoś kto robi jakieś ładne szablony na bloga to byłabym na prawdę wdzięczna za podanie jakiegoś kontaktu.
Kocham was wszystkich i dziękuję że jesteście <3
wtorek, 29 kwietnia 2014
ROZDZIAŁ 47
~Kate~
Gdy się ocknęłam leżałam na kanapie sama. Nie szukając Justina poszłam do łazienki wziąć prysznic. Ciągle czułam jak w moim żołądku wszystko się wywracało. Zmoczyłam moje ciało chłodną wodą zamykając przy tym oczy. Nie otwierając ich sięgnęłam po mydło jednak złapałam za czyjąś dłoń, aż mnie dreszcz przeszedł. Jak się okazało był to Justin. Zawszę się tak skradał strasząc mnie.
-Kochanie spokojnie przecież to tylko ja.
-Wystraszyłeś mnie.
Podał mi ręcznik a ja się nim owinęłam. Przesunął dłonią po mojej mokrej skórze na obojczykach.
-Kate ty jesteś lodowata!- spojrzał mi w oczy wystraszony
-Pewnie dlatego że to był zimny prysznic?
-Nie, jesteś blada i taka zimna... Jedziemy do szpitala...
-Justin to tylko nerwy nie martw się tak.
-Nie ma mowy że tylko nerwy! Ubieraj się jedziemy.
-Nigdzie nie jadę...
-Albo po dobroci albo wezmę cię tam siłą...
-Jesteś okropny!
-Wiem nie pierwszy raz mi to mówisz. -cmoknął moje sine od zimna usta.
Gdy spojrzałam w lustro rzeczywiście byłam strasznie blada... Może Justin ma racje że to nie przez stres? Nie no ale co by mi było? Ubrałam się w czarne legginsy koszulę i kremową ramoneskę.
-Justin ale co mi może być?
-Kochanie nie wiem pojedziemy to się dowiemy ale jestem prawie pewny że to nie stres...
-Boję się...
-Jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze.
Pojechaliśmy do szpitala. Przez całą drogę się trzęsłam i miałam mdłości. Po przybyciu na izbę przyjęć pewna pielęgniarka która mnie już tam znała (no w końcu często ostatnimi czasy byłam gościem tego szpitala) bez kolejki wprowadziła mnie do gabinetu lekarza.
-O Miłosierna Panienko jak pani wygląda?! Siostro proszę mi podać ciśnieniomierz oraz przygotować skaner do izotopowego badania serca.
-Serca? -zapytałam patrząc na lekarza ze strachem w oczach.
-Spokojnie niech pani się tak od razu nie przeraża.
-Dobrze...
Lekarz zbadał mi ciśnienie oraz puls a następnie poddał badaniom przez jakieś promienie z dużej maszyny. Zmierzył mi też temperaturę.
-Proszę pani niech pani się teraz uda z pielęgniarką do gabinetu obok i zaraz do pani przyjdzie doktor Obkins.
-Doktorze czy z nią wszystko okej?- Justin zapytał zaniepokojony jak wychodziłam jednak tej rozmowy nie słyszałam ponieważ siostra szybko zamknęła za nami drzwi.
-Siostro czy ze mną wszystko ok?
-Kate zaraz ci doktor Obkins wszystko powie.
Po paru minutach do gabinetu przyszła młoda pani doktor.
-Dzień dobry nazywam się Pati.
-Dzień dobry.
-Siostro proszę podać mi kartę pacjenta.
Siostra podała pani doktor jakieś dokumenty.
-Dobrze Kate jestem ginekologiem.
-Ginekologiem?
-Tak. Pozwól że zacznę od zadania ci paru pytań. Siostro może siostra już wyjść.
Siostra wyszła z gabinetu uśmiechając się do mnie i szepcąc
-To jedna z najlepszych lekarek w szpitalu.
Trochę mnie to uspokoiło ale dalej byłam zdezorientowana. Jak to ginekolog? Co się dzieje?
-Więc Kate... Jak widziałam jesteś tutaj z partnerem?
-Tak...
-Rozumiem że odbywaliście już stosunek?
-Tak to chyba normalne prawda?
-Tak tak ale musiałam o to zapytać... Więc czy stosunki miały miejsce w przeciągu ostatniego miesiąca?
-Tak... Pani doktor czy jest coś nie tak?
-Nie spokojnie. Tak w ogóle mów mi Pati.
-Dobrze Pati więc nie owijajmy w bawełnę powiedz mi o co chodzi, co mi jest a ja ci opowiem wszystko co do stosunków i czego tam sobie zechcesz.
-Jesteś bezpośrednia to dobrze. Słuchaj masz mdłości jest ci słabo masz dreszcze są to objawy ciąży jednak potrzebne do tego są badania oraz niepokoi mnie to że masz tak niską temperaturę...
-W ciąży? - moje oczy jak przypuszczam stały się tak wielkie jak piłeczki od ping ponga.
-Zaskoczona? Ale nie chcę żebyś się zawiodła po badaniach więc jeszcze się wstrzymaj z radością.
Zrobiłyśmy odpowiednie badania i Pati od razu poszła sprawdzić wyniki.
Siedziałam w tym gabinecie sama przez 10 minut czekając na wyniki jednak ciągnęło się to jakbym była tam godziny... dni... Nagle przybiegła lekarka z pielęgniarką. Szybko oczyściły mi rękę i wbiły strzykawkę w moje żyły. Przeraziłam się tą sytuacją i nie wiedząc czemu zaczęłam płakać. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co się dzieje bo nagle wszyscy zaczęli biegać podawać mi jakieś leki oraz co rusz zaglądać mi z latarką w oczy i sprawdzać puls. Nie mógł być on w normie ponieważ sama czułam że biło nieludzko szybko...
-Przepraszam?- zapytałam jednak nikt mi nic nie odpowiedział ponowiłam próbę ale znowu nic w końcu krzyknęłam- Pati!
Lekarka do mnie podeszła już spokojniej.
-Tak?
-Czy możesz mi powiedzieć co się dzieje?
-Kate... Chciałaś na początku naszego dzisiejszego spotkania żeby nie owijać w bawełnę więc powiem ci prosto jak jest... W twoim ciele rozwijało się dziecko...
-Jak to rozwijało?!
-Przykro mi ale straciliśmy twoje dziecko...
-Co?!!
-Przepraszam Kate z badań wynikło że poroniłaś... dostałaś leki żeby oczyścić twoje...
-Nie kończ... Chcę z tąd wyjść...
-Kate teraz nie możesz...
-Nie masz prawa mi rozkazywać. Zawołaj Justina.
-Ale...
-Nie ale! Chcę żeby mnie stąd natychmiast zabrał...
Pati spuściła głowę szepcząc- przepraszam
Po chwili przyprowadziła Justina.
-Boże kochanie co się stało...
Spojrzał najpierw na moją twarz a później na moje nogi oraz leżankę na której siedziałam. Niespokojna również spojrzałam na moje nogi. Były całe we krwi. Gdy to zobaczyłam zaczęłam okropnie płakać. Justin natychmiast mnie przytulił. Łkając powiedziałam mu na ucho
-zabierz mnie stąd...
-Ale Kate co się...- przerwałam mu
-Nie teraz... Proszę cię zabierz mnie...
Ujrzałam łzy w jego oczach ale wziął mnie na ręce i zabrał do samochodu. Po drodze krew kapała na podłogę. Gdy dotarliśmy do domu zorientowałam się że bardzo mnie boli i nie bardzo mogę iść. Justin bez słowa mnie zaniósł do łazienki. Pomógł mi zdjąć ubrania i włożył do wanny puszczając przyjemną ciepłą wodę. Uklęk przy mnie
-Kochanie? Jesteś w stanie mi powiedzieć co się stało?
Chciałam mu powiedzieć ale nie mogłam wydusić z siebie słowa po prostu dławiłam się własnymi łzami... Justin był wspaniały widziałam w jego oczach wielki ból ale nic nie mówił, wziął gąbkę i delikatnie mnie nią ocierał wyciskając na moją skórę ciepłą wodę. Poczułam się trochę lepiej ale w mojej głowie ciągle było to dziecko które byłoby owocem najwspanialszej miłości na świecie czyli mojej i Justina ale niestety umarło zanim się narodziło...
-Nasze dziecko umarło... -wydusiłam z siebie cicho jednak Justin dobrze to usłyszał.
-Umarło? Nasze? Jakie dziecko?
-Byłam w ciąży...
-Byłaś?
-Justin nie męcz mnie proszę... Poroniłam. To dziecko umarło...
-Moje dziecko?
-No wiesz co? Jak mogłeś w ogóle o to zapytać...
-Nie nie nie to miałem w intencji. Po prostu to było raczej odzwierciedlenie zaskoczenia a nie pytanie do ciebie. Przepraszam... Hej ale nie wiedziałem że chciałaś mieć dziecko...
-Ja też nie wiedziałam że chce dopóki go albo jej nie straciłam...
Łzy mi poleciały i nagle wstałam wytarłam się i założyłam koszulkę Justina. On przytulił mnie delikatnie od tyłu. Obróciłam się tak że stałam przodem do niego. Wtuliłam głowę w jego ramię a on nie puszczał mnie przez parę minut. W końcu odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
-A ty chciałbyś tego dziecka gdyby żyło?
-Kochanie głupie pytanie zadajesz. Oczywiście że bym chciał.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Ja poszłam do sypialni a Justin otworzyć drzwi. Położyłam się na łóżku a po chwili do pokoju weszła ciocia Rose z bratem Toma a za nimi Justin. Poderwałam się z łóżka.
-Kate spokojnie kochanie leż.
ciocia usiadła obok mnie na łóżku.
-Co tutaj robicie?
-Wiesz że brat Toma jest lekarzem? Dowiedział się o twojej wizycie w szpitalu więc przyjechaliśmy jak szybko się dało.
-Szybko widzę się roznoszą informacje...
-Kochanie chciałam po prostu żebyś została zbadana przez kogoś komu ufam.
Lekarz przyniósł sporo sprzętu i badał mnie przez na prawdę długi czas. Po wszystkich badaniach wygonił wszystkich z pokoju żeby zostać ze mną sam na sam. Z dzisiejszych przeżyć wiedziałam że to nie jest dobry znak. Usiadł obok mnie i objął ramieniem
-Nie wiem jak to się stało... Po prostu nie umiem tego wyjaśnić...
Nie wyobrażacie sobie jak bardzo mi wstyd... Jak bardzo czuję się beznadziejna... Nawet nie wiem co mam wam tutaj napisać... Po prostu przepraszam za te 3 miesiące... Tyle musieliście czekać i na prawdę przepraszam.
Chciałabym was o coś zapytać. Jak sami się domyślacie to opowiadanie niedługo dobiegnie końca i niedługo zaczną się wakacje więc wpadłam na pomysł nowego bloga. To byłoby coś w stylu:
Samotna dziewczyna z wieloma bliznami która nie może sobie sama ze sobą poradzić (Miley Cyrus) Oraz chłopak lubiący zabawę (Justin Bieber) Początkowe rozdziały chciałabym napisać bardzo romantyczne wzruszające i kochane.
Chciałabym go zacząć pisać ale najpierw miło by było znać waszą opinię na ten temat. Tak więc byłabym wdzięczna jak każdy kto to czyta zostawiłby jakiś komentarz czy pomysł się podoba czy może powinnam wymyślić coś innego a może w ogóle już nie brać się za pisanie?
Gdy się ocknęłam leżałam na kanapie sama. Nie szukając Justina poszłam do łazienki wziąć prysznic. Ciągle czułam jak w moim żołądku wszystko się wywracało. Zmoczyłam moje ciało chłodną wodą zamykając przy tym oczy. Nie otwierając ich sięgnęłam po mydło jednak złapałam za czyjąś dłoń, aż mnie dreszcz przeszedł. Jak się okazało był to Justin. Zawszę się tak skradał strasząc mnie.
-Kochanie spokojnie przecież to tylko ja.
-Wystraszyłeś mnie.
Podał mi ręcznik a ja się nim owinęłam. Przesunął dłonią po mojej mokrej skórze na obojczykach.
-Kate ty jesteś lodowata!- spojrzał mi w oczy wystraszony
-Pewnie dlatego że to był zimny prysznic?
-Nie, jesteś blada i taka zimna... Jedziemy do szpitala...
-Justin to tylko nerwy nie martw się tak.
-Nie ma mowy że tylko nerwy! Ubieraj się jedziemy.
-Nigdzie nie jadę...
-Albo po dobroci albo wezmę cię tam siłą...
-Jesteś okropny!
-Wiem nie pierwszy raz mi to mówisz. -cmoknął moje sine od zimna usta.
Gdy spojrzałam w lustro rzeczywiście byłam strasznie blada... Może Justin ma racje że to nie przez stres? Nie no ale co by mi było? Ubrałam się w czarne legginsy koszulę i kremową ramoneskę.
-Justin ale co mi może być?
-Kochanie nie wiem pojedziemy to się dowiemy ale jestem prawie pewny że to nie stres...
-Boję się...
-Jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze.
Pojechaliśmy do szpitala. Przez całą drogę się trzęsłam i miałam mdłości. Po przybyciu na izbę przyjęć pewna pielęgniarka która mnie już tam znała (no w końcu często ostatnimi czasy byłam gościem tego szpitala) bez kolejki wprowadziła mnie do gabinetu lekarza.
-O Miłosierna Panienko jak pani wygląda?! Siostro proszę mi podać ciśnieniomierz oraz przygotować skaner do izotopowego badania serca.
-Serca? -zapytałam patrząc na lekarza ze strachem w oczach.
-Spokojnie niech pani się tak od razu nie przeraża.
-Dobrze...
Lekarz zbadał mi ciśnienie oraz puls a następnie poddał badaniom przez jakieś promienie z dużej maszyny. Zmierzył mi też temperaturę.
-Proszę pani niech pani się teraz uda z pielęgniarką do gabinetu obok i zaraz do pani przyjdzie doktor Obkins.
-Doktorze czy z nią wszystko okej?- Justin zapytał zaniepokojony jak wychodziłam jednak tej rozmowy nie słyszałam ponieważ siostra szybko zamknęła za nami drzwi.
-Siostro czy ze mną wszystko ok?
-Kate zaraz ci doktor Obkins wszystko powie.
Po paru minutach do gabinetu przyszła młoda pani doktor.
-Dzień dobry nazywam się Pati.
-Dzień dobry.
-Siostro proszę podać mi kartę pacjenta.
Siostra podała pani doktor jakieś dokumenty.
-Dobrze Kate jestem ginekologiem.
-Ginekologiem?
-Tak. Pozwól że zacznę od zadania ci paru pytań. Siostro może siostra już wyjść.
Siostra wyszła z gabinetu uśmiechając się do mnie i szepcąc
-To jedna z najlepszych lekarek w szpitalu.
Trochę mnie to uspokoiło ale dalej byłam zdezorientowana. Jak to ginekolog? Co się dzieje?
-Więc Kate... Jak widziałam jesteś tutaj z partnerem?
-Tak...
-Rozumiem że odbywaliście już stosunek?
-Tak to chyba normalne prawda?
-Tak tak ale musiałam o to zapytać... Więc czy stosunki miały miejsce w przeciągu ostatniego miesiąca?
-Tak... Pani doktor czy jest coś nie tak?
-Nie spokojnie. Tak w ogóle mów mi Pati.
-Dobrze Pati więc nie owijajmy w bawełnę powiedz mi o co chodzi, co mi jest a ja ci opowiem wszystko co do stosunków i czego tam sobie zechcesz.
-Jesteś bezpośrednia to dobrze. Słuchaj masz mdłości jest ci słabo masz dreszcze są to objawy ciąży jednak potrzebne do tego są badania oraz niepokoi mnie to że masz tak niską temperaturę...
-W ciąży? - moje oczy jak przypuszczam stały się tak wielkie jak piłeczki od ping ponga.
-Zaskoczona? Ale nie chcę żebyś się zawiodła po badaniach więc jeszcze się wstrzymaj z radością.
Zrobiłyśmy odpowiednie badania i Pati od razu poszła sprawdzić wyniki.
Siedziałam w tym gabinecie sama przez 10 minut czekając na wyniki jednak ciągnęło się to jakbym była tam godziny... dni... Nagle przybiegła lekarka z pielęgniarką. Szybko oczyściły mi rękę i wbiły strzykawkę w moje żyły. Przeraziłam się tą sytuacją i nie wiedząc czemu zaczęłam płakać. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co się dzieje bo nagle wszyscy zaczęli biegać podawać mi jakieś leki oraz co rusz zaglądać mi z latarką w oczy i sprawdzać puls. Nie mógł być on w normie ponieważ sama czułam że biło nieludzko szybko...
-Przepraszam?- zapytałam jednak nikt mi nic nie odpowiedział ponowiłam próbę ale znowu nic w końcu krzyknęłam- Pati!
Lekarka do mnie podeszła już spokojniej.
-Tak?
-Czy możesz mi powiedzieć co się dzieje?
-Kate... Chciałaś na początku naszego dzisiejszego spotkania żeby nie owijać w bawełnę więc powiem ci prosto jak jest... W twoim ciele rozwijało się dziecko...
-Jak to rozwijało?!
-Przykro mi ale straciliśmy twoje dziecko...
-Co?!!
-Przepraszam Kate z badań wynikło że poroniłaś... dostałaś leki żeby oczyścić twoje...
-Nie kończ... Chcę z tąd wyjść...
-Kate teraz nie możesz...
-Nie masz prawa mi rozkazywać. Zawołaj Justina.
-Ale...
-Nie ale! Chcę żeby mnie stąd natychmiast zabrał...
Pati spuściła głowę szepcząc- przepraszam
Po chwili przyprowadziła Justina.
-Boże kochanie co się stało...
Spojrzał najpierw na moją twarz a później na moje nogi oraz leżankę na której siedziałam. Niespokojna również spojrzałam na moje nogi. Były całe we krwi. Gdy to zobaczyłam zaczęłam okropnie płakać. Justin natychmiast mnie przytulił. Łkając powiedziałam mu na ucho
-zabierz mnie stąd...
-Ale Kate co się...- przerwałam mu
-Nie teraz... Proszę cię zabierz mnie...
Ujrzałam łzy w jego oczach ale wziął mnie na ręce i zabrał do samochodu. Po drodze krew kapała na podłogę. Gdy dotarliśmy do domu zorientowałam się że bardzo mnie boli i nie bardzo mogę iść. Justin bez słowa mnie zaniósł do łazienki. Pomógł mi zdjąć ubrania i włożył do wanny puszczając przyjemną ciepłą wodę. Uklęk przy mnie
-Kochanie? Jesteś w stanie mi powiedzieć co się stało?
Chciałam mu powiedzieć ale nie mogłam wydusić z siebie słowa po prostu dławiłam się własnymi łzami... Justin był wspaniały widziałam w jego oczach wielki ból ale nic nie mówił, wziął gąbkę i delikatnie mnie nią ocierał wyciskając na moją skórę ciepłą wodę. Poczułam się trochę lepiej ale w mojej głowie ciągle było to dziecko które byłoby owocem najwspanialszej miłości na świecie czyli mojej i Justina ale niestety umarło zanim się narodziło...
-Nasze dziecko umarło... -wydusiłam z siebie cicho jednak Justin dobrze to usłyszał.
-Umarło? Nasze? Jakie dziecko?
-Byłam w ciąży...
-Byłaś?
-Justin nie męcz mnie proszę... Poroniłam. To dziecko umarło...
-Moje dziecko?
-No wiesz co? Jak mogłeś w ogóle o to zapytać...
-Nie nie nie to miałem w intencji. Po prostu to było raczej odzwierciedlenie zaskoczenia a nie pytanie do ciebie. Przepraszam... Hej ale nie wiedziałem że chciałaś mieć dziecko...
-Ja też nie wiedziałam że chce dopóki go albo jej nie straciłam...
Łzy mi poleciały i nagle wstałam wytarłam się i założyłam koszulkę Justina. On przytulił mnie delikatnie od tyłu. Obróciłam się tak że stałam przodem do niego. Wtuliłam głowę w jego ramię a on nie puszczał mnie przez parę minut. W końcu odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
-A ty chciałbyś tego dziecka gdyby żyło?
-Kochanie głupie pytanie zadajesz. Oczywiście że bym chciał.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Ja poszłam do sypialni a Justin otworzyć drzwi. Położyłam się na łóżku a po chwili do pokoju weszła ciocia Rose z bratem Toma a za nimi Justin. Poderwałam się z łóżka.
-Kate spokojnie kochanie leż.
ciocia usiadła obok mnie na łóżku.
-Co tutaj robicie?
-Wiesz że brat Toma jest lekarzem? Dowiedział się o twojej wizycie w szpitalu więc przyjechaliśmy jak szybko się dało.
-Szybko widzę się roznoszą informacje...
-Kochanie chciałam po prostu żebyś została zbadana przez kogoś komu ufam.
Lekarz przyniósł sporo sprzętu i badał mnie przez na prawdę długi czas. Po wszystkich badaniach wygonił wszystkich z pokoju żeby zostać ze mną sam na sam. Z dzisiejszych przeżyć wiedziałam że to nie jest dobry znak. Usiadł obok mnie i objął ramieniem
-Nie wiem jak to się stało... Po prostu nie umiem tego wyjaśnić...
Nie wyobrażacie sobie jak bardzo mi wstyd... Jak bardzo czuję się beznadziejna... Nawet nie wiem co mam wam tutaj napisać... Po prostu przepraszam za te 3 miesiące... Tyle musieliście czekać i na prawdę przepraszam.
Chciałabym was o coś zapytać. Jak sami się domyślacie to opowiadanie niedługo dobiegnie końca i niedługo zaczną się wakacje więc wpadłam na pomysł nowego bloga. To byłoby coś w stylu:
Samotna dziewczyna z wieloma bliznami która nie może sobie sama ze sobą poradzić (Miley Cyrus) Oraz chłopak lubiący zabawę (Justin Bieber) Początkowe rozdziały chciałabym napisać bardzo romantyczne wzruszające i kochane.
Chciałabym go zacząć pisać ale najpierw miło by było znać waszą opinię na ten temat. Tak więc byłabym wdzięczna jak każdy kto to czyta zostawiłby jakiś komentarz czy pomysł się podoba czy może powinnam wymyślić coś innego a może w ogóle już nie brać się za pisanie?
środa, 29 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 46
~Kate~
Justin uderzył mocno w twarz Ryana.
-Justin cholera co ty robisz?! krzyknęłam przerażona on jednak nie zwracał na mnie uwagi. Gdy Ryan upadł Justin rzucił się z pięściami na jego twarz. Nie mogłam na to patrzeć zaczęłam więc krzyczeć
-Pomocy!! Halo Pomóżcie mi! Proszę!
Nie miałam czasu on mógł go zabić zanim ktoś by przybiegł więc rzuciłam się na Justina i objęłam go mocno od tyłu. On jednak mnie mocno odepchnął aż uderzyłam głową w komodę.
-Justin... -Dotknęłam tyłu swojej głowy- Ja krwawię...
Na sam widok krwi zemdlałam.
Gdy się ocknęłam zobaczyłam nad sobą nadzwyczaj spokojną Tess. Przykładała mi chłodny okład do głowy.
-Spokojnie aniołku nie wstawaj jeszcze
Wyszeptała do mnie.
-Co z Ryanem?
-Ććć Justin ci potem wszystko opowie ale niech się jeszcze pomartwi...
-A gdzie on jest?
-Za drzwiami. Nie pozwoliłam mu tutaj wchodzić.
-A gdzie ja...
-W moim i Chaza pokoju.
-Ale Justin jest już spokojny?
-Kate proszę cię nie przejmuj się tym teraz. Musisz odpocząć i tak dzisiaj dużo spraw na ciebie spadło.
-Może i masz rację...
-To poleż sobie w spokoju chwilkę ja pójdę zaparzę ci ziółek i zaraz jestem.
-Dobrze. Dziękuję że tutaj jesteś.
-Kochanie jestem i zawsze będę pamiętaj o tym.
Wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Słyszałam jeszcze jak mówiła prawdopodobnie do Justina żeby nie wchodził.
Przymknęłam z powrotem oczy. Usłyszałam otwierające się drzwi i kroki ewidentnie Justina który podchodził do łóżka na którym leżałam. Postanowiłam nie otwierać oczu niech myśli że się jeszcze nie obudziłam...
-Kate?
Wypowiedział moje imię z wyraźną skruchą
-Jak Tess się dowie że tutaj jestem to mnie powiesi ale musiałem cię zobaczyć. Jezu co ja ci zrobiłem... Cholera to wszystko to moja wina... Gdybym się nie pojawił w twoim życiu prawdopodobnie nie miałabyś takich problemów i cholera dlaczego ja taki jestem? Dlaczego krzywdzę wszystkich dookoła... Może powinienem zniknąć? Dać ci być z Ryanem? Byłabyś z nim szczęśliwsza...
Nie mogłam dłużej tego słuchać
-Z nikim nie będę szczęśliwsza jak z tobą...
-Kate Boże wszystko jest okej?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam jego jak ociera łzy. Dotknęłam dłonią lekko jego policzka.
-U mnie jest okej ale u ciebie chyba niekoniecznie. Proszę cię nie mów nigdy więcej że powinieneś odejść i że byłabym szczęśliwsza z kimś innym.
Złapał mnie za dłoń i zdjął ze swojego policzka
-To po co byłaś w łazience z Ryanem?
-Justin on płakał... Jest wykończony a ty jeszcze go pobiłeś... Właśnie co z nim?
-Chris i Chaz mnie odciągnęli i nic mu nie jest tylko nos mu prawdopodobnie złamałem...
-Tylko?! Justin!
-Przepraszam ale kurwa myśl o tym że wy...
-Nie kończ! -Złapałam go mocno za rękę.- Nic takiego o czym myślisz nie miało miejsca. Ryan chciał sobie zrobić krzywdę... Tylko z nim o tym rozmawiałam nic więcej
-Ale...
-Nie ma ale! Ufasz mi?!
-Tak
-Więc nie ma o czym mówić. Przecież bym cię nie okłamała...
-Przepraszam...
Położył się obok mnie na łóżku i przytulił mocno. W tym momencie do pokoju weszła Tess
-Bieber! A co ja mówiłam!? Nie wchodzić do mojego pokoju! Wypad już!
-Dobra dobra już idę.
Wyszedł z pokoju lekko się do mnie uśmiechając.
-Ten pajac mógł ci zrobić krzywdę...
-Tylko mnie przytulał...
-Nie o tym mówię.
-Ach tak... On nie chciał...
-A jak kiedyś coś gorszego ci zrobi? Też może powiedzieć że nie chcący...
-Nie on by mi nic nie zrobił świadomie. Ja nie potrzebnie się na niego rzucałam...
-ach no niech ci będzie...
-Kochana spokojnie nie musisz się martwić.
-I tak będę ale wiem że jesteś mądra i nie pozwolisz żeby on ci zrobił krzywdę.
-Właśnie.
PO TYM INCYDENCIE MINĘŁY 2 TYGODNIE. 2 SPOKOJNE TYGODNIE BEZ ŻADNYCH NIESPODZIANEK, ROZCZAROWAŃ ANI PRZYKROŚCI. LATE ZACZĘŁA ZNOWU NAUKĘ W DOMU. RYAN PRZYZNAŁ SIĘ JUSTINOWI I POLICJI ŻE BYŁ BRATEM JESICI. ŚLEDZTWO WCIĄŻ TRWA
~Kate~
-Kate jesteś gotowa?
Zawołał Justin z salonu. Byłam gotowa ale coś było nie tak. Czułam się jakoś niepewnie...
-Tak kochanie juz idę.
podeszłam do Justina
-Jesteś pewna że chcesz iść na jej pogrzeb?
-Nie jestem ale wiem że Ryan nas potrzebuje...
-No tak... A wszystko jest okej? Coś słabo wyglądasz...
-Bo trochę źle się czuję ale przeżyję...
Gdy schyliłam się by nałożyć buta strasznie zakręciło mi się w głowie aż usiadłam.
-Kate może lepiej zostaniemy... Nie chcę żebyś mi tam zemdlała...
-Nie. Musimy iść...
Wstałam jednak ciągle miałam zawroty głowy. Złapałam jednak Justina pod rękę i wyszliśmy. Gdy dojechaliśmy na cmentarz Ryan już tam był. Pogoda była okropna. Padał deszcz i zbierało się na burzę. Ryan podszedł do Księdza i poprosił o wcześniejsze zaczęcie. Stanęliśmy z Justinem troszeczkę dalej pod drzewem. Nie chcieliśmy się rzucać w oczy w końcu ta dziewczyna chciała nas zabić... Nie było zbyt wiele ludzi. Gdy trumna została spuszczona w dół Ryan złapał w dłonie ziemi i sypnął jako pierwszy. Następnie rodzina i reszta przybyłych. Gdy wszyscy się rozeszli dopiero podeszliśmy z Justinem i położyliśmy dwie róże.
-Spoczywaj w pokoju.- wyszeptałam
Justin objął mnie w pasie i pociągnął w stronę Ryana.
-Jak się trzymasz?
-Jest okej.
-Tam gdzie jest jest jej lepiej...
-Tak wiem. Wpadniecie do nas?
-Wiesz co? Kate trochę źle się czuje chyba lepiej będzie jeśli pojedziemy odpocząć. Jutro przyjedziemy
-Tak jutro na pewno będziemy obiecuję.
-Dobrze. Będę czekał.
Cmoknęłam go w policzek a Justin objął przyjacielsko i poszliśmy do samochodu.
Justin jeszcze dobrze nie zaparkował samochodu a ja z niego wybiegłam. Pobiegłam szybko do łazienki. Justin natychmiast za mną pobiegł.
-Kochanie co jest?!
Dobiegłam do klozetu i klękając przy nim zwymiotowałam. Justin kucnął przy mnie i złapał mi włosy do tyłu. Przez parę minut jeszcze męczyłam się. Justin cały czas przy mnie siedział.
-Chodź... Położysz się.
Pomógł mi wstać i poprowadził na kanapę. Położyłam się a on przykrył mnie kocem.
-Przyniosę ci herbaty.
Pocałował mnie w czoło i poszedł do kuchni. Po paru chwili wrócił z gorącą herbatą.
-Dziękuję kochanie.
upiłam łyka
-Co ci jest? zjadłaś coś niestrawnego?
-Właśnie nie wiem... Myślę że to może ten ser co rano jadłam był nieświeży...
-No widzisz jeden ranek dłużej sobie przysnąłem a ty już jakiś świństwa jesz.
Zaśmiałam się lekko.
-Justin nie oszukujmy się i tak ja bym robiła śniadanie więc nie zorientowałbyś się czy świeże czy nie...
-No jakby śmierdziało? Albo miało dziwny kolor?
-Jakby tak było też bym tego nie zjadła.
-No to nie wiem. No ale następnym razem patrz na datę ważności albo zjadaj od razu po otwarciu a nie on leży już tydzień.
-Nie tydzień a 3 dni...
-O 2 za dużo.
-Oj mądrulek się znalazł.
Uśmiechnęłam się, Justin zrobił to samo.
-Obejrzymy jakiś film?
-Tak myślę że to dobry pomysł.
Zrobiłam miejsce na kanapie Justinowi. Położył się obok obejmując mnie. Włączył film a ja momentalnie w jego ramionach usnęłam.
Wybaczcie błędy ale godzina jest taka że skupić na poprawności tekstu już się nie dałam rady.
Bardzo was przepraszam że tyle musicie czekać na rozdziały ale w ogóle nie mam głowy do pisania rozdziałów... Moje myśli są całkowicie w innym miejscu i no bardzo was za to przepraszam. Ostatnio w moim życiu się średnio układa i to wszystko przez to. Rozdział mało zaskakujący tak wiem... Następny natomiast będzie bardzo wyjątkowy. Chciałabym żebyście wszyscy wiedzieli że bardzo was mocno Kocham i tuule wirtualnie. <3
Justin uderzył mocno w twarz Ryana.
-Justin cholera co ty robisz?! krzyknęłam przerażona on jednak nie zwracał na mnie uwagi. Gdy Ryan upadł Justin rzucił się z pięściami na jego twarz. Nie mogłam na to patrzeć zaczęłam więc krzyczeć
-Pomocy!! Halo Pomóżcie mi! Proszę!
Nie miałam czasu on mógł go zabić zanim ktoś by przybiegł więc rzuciłam się na Justina i objęłam go mocno od tyłu. On jednak mnie mocno odepchnął aż uderzyłam głową w komodę.
-Justin... -Dotknęłam tyłu swojej głowy- Ja krwawię...
Na sam widok krwi zemdlałam.
Gdy się ocknęłam zobaczyłam nad sobą nadzwyczaj spokojną Tess. Przykładała mi chłodny okład do głowy.
-Spokojnie aniołku nie wstawaj jeszcze
Wyszeptała do mnie.
-Co z Ryanem?
-Ććć Justin ci potem wszystko opowie ale niech się jeszcze pomartwi...
-A gdzie on jest?
-Za drzwiami. Nie pozwoliłam mu tutaj wchodzić.
-A gdzie ja...
-W moim i Chaza pokoju.
-Ale Justin jest już spokojny?
-Kate proszę cię nie przejmuj się tym teraz. Musisz odpocząć i tak dzisiaj dużo spraw na ciebie spadło.
-Może i masz rację...
-To poleż sobie w spokoju chwilkę ja pójdę zaparzę ci ziółek i zaraz jestem.
-Dobrze. Dziękuję że tutaj jesteś.
-Kochanie jestem i zawsze będę pamiętaj o tym.
Wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Słyszałam jeszcze jak mówiła prawdopodobnie do Justina żeby nie wchodził.
Przymknęłam z powrotem oczy. Usłyszałam otwierające się drzwi i kroki ewidentnie Justina który podchodził do łóżka na którym leżałam. Postanowiłam nie otwierać oczu niech myśli że się jeszcze nie obudziłam...
-Kate?
Wypowiedział moje imię z wyraźną skruchą
-Jak Tess się dowie że tutaj jestem to mnie powiesi ale musiałem cię zobaczyć. Jezu co ja ci zrobiłem... Cholera to wszystko to moja wina... Gdybym się nie pojawił w twoim życiu prawdopodobnie nie miałabyś takich problemów i cholera dlaczego ja taki jestem? Dlaczego krzywdzę wszystkich dookoła... Może powinienem zniknąć? Dać ci być z Ryanem? Byłabyś z nim szczęśliwsza...
Nie mogłam dłużej tego słuchać
-Z nikim nie będę szczęśliwsza jak z tobą...
-Kate Boże wszystko jest okej?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam jego jak ociera łzy. Dotknęłam dłonią lekko jego policzka.
-U mnie jest okej ale u ciebie chyba niekoniecznie. Proszę cię nie mów nigdy więcej że powinieneś odejść i że byłabym szczęśliwsza z kimś innym.
Złapał mnie za dłoń i zdjął ze swojego policzka
-To po co byłaś w łazience z Ryanem?
-Justin on płakał... Jest wykończony a ty jeszcze go pobiłeś... Właśnie co z nim?
-Chris i Chaz mnie odciągnęli i nic mu nie jest tylko nos mu prawdopodobnie złamałem...
-Tylko?! Justin!
-Przepraszam ale kurwa myśl o tym że wy...
-Nie kończ! -Złapałam go mocno za rękę.- Nic takiego o czym myślisz nie miało miejsca. Ryan chciał sobie zrobić krzywdę... Tylko z nim o tym rozmawiałam nic więcej
-Ale...
-Nie ma ale! Ufasz mi?!
-Tak
-Więc nie ma o czym mówić. Przecież bym cię nie okłamała...
-Przepraszam...
Położył się obok mnie na łóżku i przytulił mocno. W tym momencie do pokoju weszła Tess
-Bieber! A co ja mówiłam!? Nie wchodzić do mojego pokoju! Wypad już!
-Dobra dobra już idę.
Wyszedł z pokoju lekko się do mnie uśmiechając.
-Ten pajac mógł ci zrobić krzywdę...
-Tylko mnie przytulał...
-Nie o tym mówię.
-Ach tak... On nie chciał...
-A jak kiedyś coś gorszego ci zrobi? Też może powiedzieć że nie chcący...
-Nie on by mi nic nie zrobił świadomie. Ja nie potrzebnie się na niego rzucałam...
-ach no niech ci będzie...
-Kochana spokojnie nie musisz się martwić.
-I tak będę ale wiem że jesteś mądra i nie pozwolisz żeby on ci zrobił krzywdę.
-Właśnie.
PO TYM INCYDENCIE MINĘŁY 2 TYGODNIE. 2 SPOKOJNE TYGODNIE BEZ ŻADNYCH NIESPODZIANEK, ROZCZAROWAŃ ANI PRZYKROŚCI. LATE ZACZĘŁA ZNOWU NAUKĘ W DOMU. RYAN PRZYZNAŁ SIĘ JUSTINOWI I POLICJI ŻE BYŁ BRATEM JESICI. ŚLEDZTWO WCIĄŻ TRWA
~Kate~
-Kate jesteś gotowa?
Zawołał Justin z salonu. Byłam gotowa ale coś było nie tak. Czułam się jakoś niepewnie...
-Tak kochanie juz idę.
podeszłam do Justina
-Jesteś pewna że chcesz iść na jej pogrzeb?
-Nie jestem ale wiem że Ryan nas potrzebuje...
-No tak... A wszystko jest okej? Coś słabo wyglądasz...
-Bo trochę źle się czuję ale przeżyję...
Gdy schyliłam się by nałożyć buta strasznie zakręciło mi się w głowie aż usiadłam.
-Kate może lepiej zostaniemy... Nie chcę żebyś mi tam zemdlała...
-Nie. Musimy iść...
Wstałam jednak ciągle miałam zawroty głowy. Złapałam jednak Justina pod rękę i wyszliśmy. Gdy dojechaliśmy na cmentarz Ryan już tam był. Pogoda była okropna. Padał deszcz i zbierało się na burzę. Ryan podszedł do Księdza i poprosił o wcześniejsze zaczęcie. Stanęliśmy z Justinem troszeczkę dalej pod drzewem. Nie chcieliśmy się rzucać w oczy w końcu ta dziewczyna chciała nas zabić... Nie było zbyt wiele ludzi. Gdy trumna została spuszczona w dół Ryan złapał w dłonie ziemi i sypnął jako pierwszy. Następnie rodzina i reszta przybyłych. Gdy wszyscy się rozeszli dopiero podeszliśmy z Justinem i położyliśmy dwie róże.
-Spoczywaj w pokoju.- wyszeptałam
Justin objął mnie w pasie i pociągnął w stronę Ryana.
-Jak się trzymasz?
-Jest okej.
-Tam gdzie jest jest jej lepiej...
-Tak wiem. Wpadniecie do nas?
-Wiesz co? Kate trochę źle się czuje chyba lepiej będzie jeśli pojedziemy odpocząć. Jutro przyjedziemy
-Tak jutro na pewno będziemy obiecuję.
-Dobrze. Będę czekał.
Cmoknęłam go w policzek a Justin objął przyjacielsko i poszliśmy do samochodu.
Justin jeszcze dobrze nie zaparkował samochodu a ja z niego wybiegłam. Pobiegłam szybko do łazienki. Justin natychmiast za mną pobiegł.
-Kochanie co jest?!
Dobiegłam do klozetu i klękając przy nim zwymiotowałam. Justin kucnął przy mnie i złapał mi włosy do tyłu. Przez parę minut jeszcze męczyłam się. Justin cały czas przy mnie siedział.
-Chodź... Położysz się.
Pomógł mi wstać i poprowadził na kanapę. Położyłam się a on przykrył mnie kocem.
-Przyniosę ci herbaty.
Pocałował mnie w czoło i poszedł do kuchni. Po paru chwili wrócił z gorącą herbatą.
-Dziękuję kochanie.
upiłam łyka
-Co ci jest? zjadłaś coś niestrawnego?
-Właśnie nie wiem... Myślę że to może ten ser co rano jadłam był nieświeży...
-No widzisz jeden ranek dłużej sobie przysnąłem a ty już jakiś świństwa jesz.
Zaśmiałam się lekko.
-Justin nie oszukujmy się i tak ja bym robiła śniadanie więc nie zorientowałbyś się czy świeże czy nie...
-No jakby śmierdziało? Albo miało dziwny kolor?
-Jakby tak było też bym tego nie zjadła.
-No to nie wiem. No ale następnym razem patrz na datę ważności albo zjadaj od razu po otwarciu a nie on leży już tydzień.
-Nie tydzień a 3 dni...
-O 2 za dużo.
-Oj mądrulek się znalazł.
Uśmiechnęłam się, Justin zrobił to samo.
-Obejrzymy jakiś film?
-Tak myślę że to dobry pomysł.
Zrobiłam miejsce na kanapie Justinowi. Położył się obok obejmując mnie. Włączył film a ja momentalnie w jego ramionach usnęłam.
Wybaczcie błędy ale godzina jest taka że skupić na poprawności tekstu już się nie dałam rady.
Bardzo was przepraszam że tyle musicie czekać na rozdziały ale w ogóle nie mam głowy do pisania rozdziałów... Moje myśli są całkowicie w innym miejscu i no bardzo was za to przepraszam. Ostatnio w moim życiu się średnio układa i to wszystko przez to. Rozdział mało zaskakujący tak wiem... Następny natomiast będzie bardzo wyjątkowy. Chciałabym żebyście wszyscy wiedzieli że bardzo was mocno Kocham i tuule wirtualnie. <3
wtorek, 31 grudnia 2013
ROZDZIAŁ 45
~Kate~
Mężczyzna zatrzymał nagranie gdy Jesica stoi na krawędzi.
-Panno Johns. Niech się pani przyjrzy jej ustom.
Puścił nagranie. Byłam mocno skupiona na jej ustach... Wypowiadały one zdanie którego się spodziewałam...
"Nie potrzeba mi skrzydeł żeby latać!" uśmiechnęła się szeroko to mówiąc i skoczyła.
Na tym się skończyła nasza wizyta w owym zakładzie. Mężczyzna który nas wprowadził w śledztwo dał nam swoją wizytówkę i kazał dzwonić jeżeli tylko dowiemy się czegoś istotnego. Justin zabrał mnie do siebie.
Na samym wejściu rzuciła się na mnie Tess.
-Kochanie jak się trzymasz?
-Jestem z lekka zdezorientowana ale jest okej.
Uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
-Napijemy się herbaty?
-Tak, bardzo chętnie.
Justin uśmiechnął się do mnie lekko i poszedł do chłopaków. Ja natomiast poszłam do kuchni z Tess. Nie długo byłyśmy same bo zaraz przybiegł Chris.
-Jezusie Drogi! Kate co się stało? Jak ona zginęła?
-Spokojnie Chris dałbyś jej ochłonąć a nie od razu tyle pytań...
Tess zrobiła minę jakby miała go zaraz uderzyć.
-Spokojnie Tess. Dobrze że pyta. No cóż skoczyła z dachu... Tej nocy... Równo o 00.00 w moje urodziny.
-Co ty gadasz?! Oj nieważne kiedy ważne że już już jej tu nie ma i możecie z Justinem być spokojni że nigdy jej nie spotkacie.
-Oj Chris żeby to było takie proste...
Nie dokończyłam zdania a Ryan wszedł do kuchni z miną jakby coś go bardzo bolało...
-Kate powinnaś się cieszyć. To był od niej taki prezent urodzinowy...
-Co? Nie raczej takiego prezentu nie chciałam...
-Chciałaś czy nie chciałaś ale dostałaś...
Nagle się odwrócił i wyszedł.
-Co mu się stało?
Zapytała szeptem Tess. Chris tylko wzruszył ramionami. Ja wiedziałam że nie mogę tego tak zostawić. Ryan jest moim dobrym przyjacielem. Muszę wiedzieć co się dzieje...
-Zaraz wracam.
Rzuciłam do Tess i Chrisa wychodząc z kuchni. Poszłam za Ryanem aż do jego pokoju. Zajrzałam przez szparę w drzwiach. Nie zobaczyłam go więc weszłam. Usłyszałam hałas dochodzący z łazienki. Uchyliłam drzwi i zobaczyłam Ryana z żyletką w ręce.
-Ryan nie rób tego...
-Bo co? Bo będziesz płakać czy sobie zrobisz to samo?
-Nie, nie dla tego... Wiesz dobrze że to nie jest wyjście z żadnej sytuacji.
-Z tej w której jestem akurat to jest najlepsze wyjście.
-Ryan proszę cie.
Podeszłam powoli do niego. Siedział na podłodze przy wannie. Usiadłam więc obok. Złapałam go za nadgarstek i potarłam kciukiem. On na ten gest upuścił żyletkę.
-Proszę cię Ryan zanim do czegoś takiego będziesz się posuwał najpierw ze mną porozmawiaj. Razem może znajdziemy inne wyjście...
-Ale nie chcę o tym z tobą rozmawiać.
-Ryan proszę cie. Nikogo tutaj nie ma. Jak chcesz dla pewności zamknę drzwi. Mi możesz zaufać i powiedzieć wszystko wiesz o tym prawda?
-Kate ale to bardzo skomplikowana historia...
-To nic. Opowiedz mi o tym.
Posłałam mu pocieszający uśmiech i złapałam za dłoń.
-Kate ale ty mnie znienawidzisz...
-Nie znienawidzę obiecuję.
-Jezu nawet nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku.
-No dobrze.- westchnął -A więc na pewno nie raz słyszałaś historię związku Jes z Justinem...
-Tak.
-Ale nie znasz pewnego drobnego szczegółu... Znana ci jako Jes Jesica to moja siostra.
-Jak to?! Przecież macie inne nazwiska...
-Miała ona na nazwisko Stevenson nie Olsen.
-Wiem o tym. Powiedział mi detektyw prowadzący śledztwo.
-A więc już to wiedzą...
-Tak ale co z tymi nazwiskami?!
-Gdy matka ją urodziła oddała do domu dziecka. Zaadoptowali ją jacyś ludzie i po nich ma nazwisko.
-To jak się odnaleźliście?
-To ona mnie znalazła. Myślała że to przeze mnie Matka ją oddała jednak wytłumaczyłem że została zgwałcona i nie dałaby rady z dwójka dzieci bo nie mieliśmy pieniędzy. Ale jej nie znałem i po jej sposobie bycia nie chciałem jej znać. Ona nie miała gdzie mieszkać więc wykorzystała Justina.
-To on wiedział że to twoja siostra?
-Nie. Do tej pory nie wie. Wolałbym żeby nie wiedział... Oboje wiemy że ma problemy z gniewem...
-Tak no rozumiem.
-Kate? Ale to nie wszystko. Jesica wysłała mi ostatnio list. Napisała w nim że jestem jej winny przysługę za te wszystkie lata kiedy ja miałem wszystko a ona nic. Zrobiło mi się przykro bo jednak miała rację i byłem jej to winny.
-o co cię poprosiła?
-Kazała na twoich urodzinach napisać "we don't need no wings to fly" oraz wysłać kwiaty z jedną czarną. Napisała mi tam też że ma to być w ramach przeprosin i pożegnania. Nie myślałem wtedy że takiego pożegnania.
-Boże Ryan...
-Przepraszam cię Kate. To moja siostra jakby nie patrzeć. Wstydzę się jej mocno ale to moja siostra.
Łzy popłynęły po jego policzkach. Dziwiłam się jak mógł tak długo to ukrywać i jak mógł nam nie pomóc... Ona mogła mnie i Justina pozabijać... Ale rozumiałam go po części. Przytuliłam go.
-No już. Nie płacz.
-Ale zrozum niedawno ją odnalazłem i okazała się psychopatką. Okej to jest choroba a ja nawet się do niej nie przyznałem... I teraz? Teraz co? Nawet jej nie mogę za to przeprosić.
-Ryan... Wiesz co mi babcia opowiadała jak byłam mała? Że jeżeli chcę coś przekazać ważnego zmarłej osobie muszę napisać list. W tym liście zawrzeć wszystko co chcę powiedzieć i go po prostu spalić. Listu nie należy adresować odbiorca sam go znajdzie.
-To głupota.
-A jeśli nie? Jesica ani nikt inny nie chcą twojego bólu i nie powinieneś sobie go zadawać. Spróbuj coś takiego napisać. Ja też do niej napiszę. Że jej to wszystko przebaczam dobrze?
-Dobrze.
Wyszliśmy z łazienki i na łóżku w pokoju Ryana siedział Justin.
-Justin? Co ty...
-Co robiliście razem w łazience?
-Justin to nie tak...
-A jak?! No kurwa wytłumacz mi!
-Uspokój się.
-Co pieprzyłeś moją dziewczynę?!
Justin pchnął Ryana.
-Justin! A czy on wygląda jakby coś takiego się wydarzyło?!
-Ty mi powiedz!
Podszedł do mnie bardzo blisko wściekły.
-Justin cholera nie widzisz jego załzawionych oczu?!
-Nie jakoś nie widzę!
-Proszę cię uspokój się. Rozmawialiśmy o tym że mnie i Ryana nic nie łączy. Nie powinieneś być zazdrosny.
-Nie jestem zazdrosny!
-Justin...
Złapałam go za ramie.
-Nie dotykaj mnie!
-Ryan wyjdź proszę...
Poprosiłam błagalnym tonem Ryana.
-Dlaczego ma wyjść?!Chcesz mi znowu bajeczek na ściemniać a on wyjdzie z tego cało?! Niech skurwiel żałuje tego co zrobił...
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU MORDECZKI <3
Mężczyzna zatrzymał nagranie gdy Jesica stoi na krawędzi.
-Panno Johns. Niech się pani przyjrzy jej ustom.
Puścił nagranie. Byłam mocno skupiona na jej ustach... Wypowiadały one zdanie którego się spodziewałam...
"Nie potrzeba mi skrzydeł żeby latać!" uśmiechnęła się szeroko to mówiąc i skoczyła.
Na tym się skończyła nasza wizyta w owym zakładzie. Mężczyzna który nas wprowadził w śledztwo dał nam swoją wizytówkę i kazał dzwonić jeżeli tylko dowiemy się czegoś istotnego. Justin zabrał mnie do siebie.
Na samym wejściu rzuciła się na mnie Tess.
-Kochanie jak się trzymasz?
-Jestem z lekka zdezorientowana ale jest okej.
Uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
-Napijemy się herbaty?
-Tak, bardzo chętnie.
Justin uśmiechnął się do mnie lekko i poszedł do chłopaków. Ja natomiast poszłam do kuchni z Tess. Nie długo byłyśmy same bo zaraz przybiegł Chris.
-Jezusie Drogi! Kate co się stało? Jak ona zginęła?
-Spokojnie Chris dałbyś jej ochłonąć a nie od razu tyle pytań...
Tess zrobiła minę jakby miała go zaraz uderzyć.
-Spokojnie Tess. Dobrze że pyta. No cóż skoczyła z dachu... Tej nocy... Równo o 00.00 w moje urodziny.
-Co ty gadasz?! Oj nieważne kiedy ważne że już już jej tu nie ma i możecie z Justinem być spokojni że nigdy jej nie spotkacie.
-Oj Chris żeby to było takie proste...
Nie dokończyłam zdania a Ryan wszedł do kuchni z miną jakby coś go bardzo bolało...
-Kate powinnaś się cieszyć. To był od niej taki prezent urodzinowy...
-Co? Nie raczej takiego prezentu nie chciałam...
-Chciałaś czy nie chciałaś ale dostałaś...
Nagle się odwrócił i wyszedł.
-Co mu się stało?
Zapytała szeptem Tess. Chris tylko wzruszył ramionami. Ja wiedziałam że nie mogę tego tak zostawić. Ryan jest moim dobrym przyjacielem. Muszę wiedzieć co się dzieje...
-Zaraz wracam.
Rzuciłam do Tess i Chrisa wychodząc z kuchni. Poszłam za Ryanem aż do jego pokoju. Zajrzałam przez szparę w drzwiach. Nie zobaczyłam go więc weszłam. Usłyszałam hałas dochodzący z łazienki. Uchyliłam drzwi i zobaczyłam Ryana z żyletką w ręce.
-Ryan nie rób tego...
-Bo co? Bo będziesz płakać czy sobie zrobisz to samo?
-Nie, nie dla tego... Wiesz dobrze że to nie jest wyjście z żadnej sytuacji.
-Z tej w której jestem akurat to jest najlepsze wyjście.
-Ryan proszę cie.
Podeszłam powoli do niego. Siedział na podłodze przy wannie. Usiadłam więc obok. Złapałam go za nadgarstek i potarłam kciukiem. On na ten gest upuścił żyletkę.
-Proszę cię Ryan zanim do czegoś takiego będziesz się posuwał najpierw ze mną porozmawiaj. Razem może znajdziemy inne wyjście...
-Ale nie chcę o tym z tobą rozmawiać.
-Ryan proszę cie. Nikogo tutaj nie ma. Jak chcesz dla pewności zamknę drzwi. Mi możesz zaufać i powiedzieć wszystko wiesz o tym prawda?
-Kate ale to bardzo skomplikowana historia...
-To nic. Opowiedz mi o tym.
Posłałam mu pocieszający uśmiech i złapałam za dłoń.
-Kate ale ty mnie znienawidzisz...
-Nie znienawidzę obiecuję.
-Jezu nawet nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku.
-No dobrze.- westchnął -A więc na pewno nie raz słyszałaś historię związku Jes z Justinem...
-Tak.
-Ale nie znasz pewnego drobnego szczegółu... Znana ci jako Jes Jesica to moja siostra.
-Jak to?! Przecież macie inne nazwiska...
-Miała ona na nazwisko Stevenson nie Olsen.
-Wiem o tym. Powiedział mi detektyw prowadzący śledztwo.
-A więc już to wiedzą...
-Tak ale co z tymi nazwiskami?!
-Gdy matka ją urodziła oddała do domu dziecka. Zaadoptowali ją jacyś ludzie i po nich ma nazwisko.
-To jak się odnaleźliście?
-To ona mnie znalazła. Myślała że to przeze mnie Matka ją oddała jednak wytłumaczyłem że została zgwałcona i nie dałaby rady z dwójka dzieci bo nie mieliśmy pieniędzy. Ale jej nie znałem i po jej sposobie bycia nie chciałem jej znać. Ona nie miała gdzie mieszkać więc wykorzystała Justina.
-To on wiedział że to twoja siostra?
-Nie. Do tej pory nie wie. Wolałbym żeby nie wiedział... Oboje wiemy że ma problemy z gniewem...
-Tak no rozumiem.
-Kate? Ale to nie wszystko. Jesica wysłała mi ostatnio list. Napisała w nim że jestem jej winny przysługę za te wszystkie lata kiedy ja miałem wszystko a ona nic. Zrobiło mi się przykro bo jednak miała rację i byłem jej to winny.
-o co cię poprosiła?
-Kazała na twoich urodzinach napisać "we don't need no wings to fly" oraz wysłać kwiaty z jedną czarną. Napisała mi tam też że ma to być w ramach przeprosin i pożegnania. Nie myślałem wtedy że takiego pożegnania.
-Boże Ryan...
-Przepraszam cię Kate. To moja siostra jakby nie patrzeć. Wstydzę się jej mocno ale to moja siostra.
Łzy popłynęły po jego policzkach. Dziwiłam się jak mógł tak długo to ukrywać i jak mógł nam nie pomóc... Ona mogła mnie i Justina pozabijać... Ale rozumiałam go po części. Przytuliłam go.
-No już. Nie płacz.
-Ale zrozum niedawno ją odnalazłem i okazała się psychopatką. Okej to jest choroba a ja nawet się do niej nie przyznałem... I teraz? Teraz co? Nawet jej nie mogę za to przeprosić.
-Ryan... Wiesz co mi babcia opowiadała jak byłam mała? Że jeżeli chcę coś przekazać ważnego zmarłej osobie muszę napisać list. W tym liście zawrzeć wszystko co chcę powiedzieć i go po prostu spalić. Listu nie należy adresować odbiorca sam go znajdzie.
-To głupota.
-A jeśli nie? Jesica ani nikt inny nie chcą twojego bólu i nie powinieneś sobie go zadawać. Spróbuj coś takiego napisać. Ja też do niej napiszę. Że jej to wszystko przebaczam dobrze?
-Dobrze.
Wyszliśmy z łazienki i na łóżku w pokoju Ryana siedział Justin.
-Justin? Co ty...
-Co robiliście razem w łazience?
-Justin to nie tak...
-A jak?! No kurwa wytłumacz mi!
-Uspokój się.
-Co pieprzyłeś moją dziewczynę?!
Justin pchnął Ryana.
-Justin! A czy on wygląda jakby coś takiego się wydarzyło?!
-Ty mi powiedz!
Podszedł do mnie bardzo blisko wściekły.
-Justin cholera nie widzisz jego załzawionych oczu?!
-Nie jakoś nie widzę!
-Proszę cię uspokój się. Rozmawialiśmy o tym że mnie i Ryana nic nie łączy. Nie powinieneś być zazdrosny.
-Nie jestem zazdrosny!
-Justin...
Złapałam go za ramie.
-Nie dotykaj mnie!
-Ryan wyjdź proszę...
Poprosiłam błagalnym tonem Ryana.
-Dlaczego ma wyjść?!Chcesz mi znowu bajeczek na ściemniać a on wyjdzie z tego cało?! Niech skurwiel żałuje tego co zrobił...
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU MORDECZKI <3
wtorek, 24 grudnia 2013
WESOŁYCH ŚWIĄT!
Moje kochane mordeczki!
Chciałam wam złożyć życzenia z okazji świąt!
Wszystkiego najlepszego!
Żebyście byli wiecznie uśmiechnięci!
Żeby szczęście w nowym roku 2014 was nie opuszczało!
Żebyście spełnili swoje marzenia!
O ile już nie spotkaliście to żebyście spotkali na swojej drodze miłość, ale taką prawdziwą i wytrwałą wszystko!
Żeby te święta były wyjątkowe i pełne radości.
Życzę wam mnóstwa wspaniałych prezentów pod choinką.
Żeby może w końcu śnieg spadł!
Żebyście byli zdrowi.
Żebyście się bawili życiem! Nigdy nie smucili i nie płakali z błahych powodów! A najlepiej to żeby takich powodów w ogóle nie było!
Życzę wam głośnego kolędowania!
Dobrego żarcia na stole wigilijnym!
Pasterki już nie będę mówiła jakiej! ;>
Żeby o północy w sylwestra wasza miłość was pocałowała!
Żeby w ogóle sylwester był pijany i najlepszy ze wszystkich!
Żeby nie było w nowym roku kaca mordercy!
Żebyście wszyscy osiągnęli swoje cele!
Kurde no i żeby ten rok 2014 przyniósł wam pasma wielkich osiągnięć i szczęścia!
Ach no i żebyście czytali dalej moje opowiadanie!
Co prawda niedługo się skończy ale nie ukrywam że z przyjściem wiosny planuję zaczęcie pisania nowego. Bądź ciągu dalszego tego.
Obiecałam wam prezent. I obietnicy dotrzymałam! Nie mogę wam niestety wiele dać ponieważ nie znam was wszystkich osobiście a bardzo bym chciała <3 No ale wracając do prezentu to macie ode mnie bonusik dzisiaj. Aż dwa rozdziały. Nie są może one w nastroju świąt ale myślę że się wam spodobają.
43
44
KOCHAM WAS WSZYSTKICH I JESZCZE RAZ ŻYCZĘ WESOŁYCH ŚWIĄT I NIESAMOWITEGO SYLWESTRA!
WASZA PARYCJA
Chciałam wam złożyć życzenia z okazji świąt!
Wszystkiego najlepszego!
Żebyście byli wiecznie uśmiechnięci!
Żeby szczęście w nowym roku 2014 was nie opuszczało!
Żebyście spełnili swoje marzenia!
O ile już nie spotkaliście to żebyście spotkali na swojej drodze miłość, ale taką prawdziwą i wytrwałą wszystko!
Żeby te święta były wyjątkowe i pełne radości.
Życzę wam mnóstwa wspaniałych prezentów pod choinką.
Żeby może w końcu śnieg spadł!
Żebyście byli zdrowi.
Żebyście się bawili życiem! Nigdy nie smucili i nie płakali z błahych powodów! A najlepiej to żeby takich powodów w ogóle nie było!
Życzę wam głośnego kolędowania!
Dobrego żarcia na stole wigilijnym!
Pasterki już nie będę mówiła jakiej! ;>
Żeby o północy w sylwestra wasza miłość was pocałowała!
Żeby w ogóle sylwester był pijany i najlepszy ze wszystkich!
Żeby nie było w nowym roku kaca mordercy!
Żebyście wszyscy osiągnęli swoje cele!
Kurde no i żeby ten rok 2014 przyniósł wam pasma wielkich osiągnięć i szczęścia!
Ach no i żebyście czytali dalej moje opowiadanie!
Co prawda niedługo się skończy ale nie ukrywam że z przyjściem wiosny planuję zaczęcie pisania nowego. Bądź ciągu dalszego tego.
Obiecałam wam prezent. I obietnicy dotrzymałam! Nie mogę wam niestety wiele dać ponieważ nie znam was wszystkich osobiście a bardzo bym chciała <3 No ale wracając do prezentu to macie ode mnie bonusik dzisiaj. Aż dwa rozdziały. Nie są może one w nastroju świąt ale myślę że się wam spodobają.
43
44
KOCHAM WAS WSZYSTKICH I JESZCZE RAZ ŻYCZĘ WESOŁYCH ŚWIĄT I NIESAMOWITEGO SYLWESTRA!
WASZA PARYCJA
ROZDZIAŁ 44
~Kate~
Justin wstał szybko z łóżka i zaczął się ubierać. Mnie sparaliżowało. Nie wiedziałam co się stało. Nie dochodziła do mnie ta myśl że ona nie żyje... Narobiła wiele zamieszania w moim życiu ale nie spodziewałam się że ona nie żyje...
-Kate wstawaj. Musimy tam pojechać...
-Ale co się stało?
-Nie wiem, ale jak tam pojedziemy wszystkiego się dowiemy. Spokojnie. Wstań kochanie.
Podniósł mnie z łóżka. Poszłam do garderoby i ubrałam się w pierwsze lepsze ubranie. W łazience umyłam twarz i zęby, następnie delikatnie pomalowałam rzęsy i usta. Zeszliśmy szybko do kuchni, wzięliśmy sobie po jabłku i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu bez słowa i pojechaliśmy do ośrodka. Naokoło było mnóstwo policji, pogotowie i jakieś inne służy specjalne. Zanim wysiedliśmy z samochodu Justin złapał mnie za rękę.
-Będzie wszystko dobrze. Nie przejmuj się tym tak.
-Nie martwię się... Jest to dla mnie po prostu szok.
-Rozumiem. Możemy już iść?
W szybę od strony Justina nagle zapukał policjant.
-Pan Bieber i Pani Johns?
-Tak.
-Proszę za mną.
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy za policjantem. Zatrzymaliśmy się przy wejściu do ośrodka i policjant przekazał nas pewnemu mężczyźnie nie był ubrany jak zwykły policjant jednak miał przypiętą odznakę.
-Przepraszam państwa że tak was ściągnęliśmy ale z tego co mi wiadomo to na was opierała się obsesja Panny Olsen... A dokładniej na Pannie Johns...
-Tak.
-Więc proszę za mną... Muszę państwu coś pokazać.
Mężczyzna zaprowadził nas do jednego z pokoi chorych.
-To jest pomieszczenie w którym była zamknięta panna Jes.
Rozejrzałam się. Ten pokoik wyglądał jak z horroru. Białe ściany łóżko na środku, jedna szafka jak przypuszczam na ubrania. Nagle Mężczyzna odsunął łóżko. Na ścianie widniały ciemne rysy jakby przypadkowe litery...
-Panna Olsen nie miała dostępu do niczego czym mogłaby to zrobić jednak z analizy wynika że jest to krew...
Moje oczy szeroko się otworzyły.
-Widzi pani te kartki włożone pod listewkę?
-Tak...
Mężczyzna nałożył białe rękawiczki i je wyjął. Podał nam po jednej takiej rękawiczce.
-Proszę to nałożyć. Lepiej żeby nie było tutaj waszych odcisków palców...
zrobiliśmy jak kazał. Podał nam kartki. Jednak nie były to zwykłe kartki był to wydrukowane zdjęcia i listy. Zdjęcia mnie na prawdę przeraziły... Na każdym byłam ja. Ale co najciekawsze zdjęcia były zrobione niedawno. Jedno jest nawet z moich urodzin...
-To... To niemożliwe... Przecież ona... Skąd miałaby te zdjęcia?
-Właśnie to w tej chwili staramy się wyjaśnić...
Spojrzałam dalej na zdjęcia i nagle dostrzegłam zdjęcie mnie jak byłam malutka.
-A to zdjęcie właśnie najbardziej mnie zaciekawiło... Czy panie znały się w dzieciństwie?
-Nie... Przynajmniej nie przypominam sobie żebym znała kogokolwiek o nazwisku Olsen...
-A Stevenson?
-Emm... Nie wiem możliwe... A dlaczego pan pyta o to nazwisko?
-Ponieważ panna Jes Olsen tak na prawdę nazywa się Jesica Stevenson.
-Co? Jak to?
-Jej wszystkie dokumenty okazały się podrobione. Są one naprawdę dobrą robotą. Nie robił tego byle kto. W bazie danych istnieje osoba taka jak jes Olsen jednak ta kobieta zaginęła 8 lat temu. Niedawno odnaleźliśmy jej ciało w pobliskiej rzece.
-Ale jakim cudem Jes... Znaczy Jesica normalnie funkcjonowała miała robione badania i nikt nie zauważył że ona to nie ona?!
-Spokojnie panno Johns. Jak już wspomniałem nie jest to robota byle amatora. W danych zostało naprawdę sporo namieszane.
-I co tak po prostu przez te 8 lat ona sobie robiła co chciała na nie swoje nazwisko?!
-Tak na to wychodzi.
-A nie było tej kobiety prawdziwej Jes Olsen w jakimś spisie zaginionych?
-Było zmienione nazwisko. Kobieta była zapisana jako Jes Olson. Owszem były jej wszystkie dane ale wystarczyła jedna mała zmiana i figurowała jako inna osoba.
Justin objął mnie ramieniem. We mnie złość po prostu buzowała. Co to za policja?! Co to za prawo!?
-No wracając do tego zdjęcia. Prosiłbym bardzo aby pani sobie przypomniała czy nikogo z takim nazwiskiem nie znała. To zdjęcie jest stare. Więc albo ktoś jej to dostarczył albo sama zrobiła.
-Ale kto... Chwilkę!
Uwolniłam się z uścisku Justina i podbiegłam do zamazanej ściany za łóżkiem. Kucnęłam i spojrzałam na nią jeszcze raz.
-Litery na ścianie nie są przypadkowe. W dzieciństwie grałam w pewną grę... wymyślało się wierszyk i rysowało kreseczki jakby drogę do celu.
Niezapominajki to są kwiatki z bajki
kreseczka w górę a potem w dół
rosną nad potoczkiem
prosto i w górę
patrzą rybim oczkiem
w górę w dół i z powrotem w dół i w górę
gdy się płynie łódką
w dół prosto i w dół
śmieją się cichutko
dwie prosto w dół i z powrotem prosto tak dwa razy
i szepczą mi skromnie
dwie w dół
nie zapomnij o mnie!
kółeczko.
Łzy napłynęły mi do oczu. Justin obok mnie kucnął.
-Wyszło We don't need no wings to fly...
-Nie możliwe...
-Ten napis był na ścianie w klubie na moich urodzinach i dostałam róże z karteczką z tym napisem...
-Czyli wszystko jasne...
-Jasne? Co tu jest jasne?! Czy ta psycholka znowu uciekła i za mną łaziła? Aż w końcu ktoś ją zabił?!
-Nie Jesica była kamerowana i nie ruszała się ani na krok z tego pokoju od paru tygodni.
-Więc jak zginęła?
-Właśnie tutaj jest problem...
-Problem?
-Nie powinienem wam udzielać takich informacji...
-Proszę pana niech pan powie, musimy wiedzieć co się z nią stało...
Tej nocy Jesica za dobre sprawowanie została zaprowadzona do salonu.
-Salonu?
-Proszę za mną.
Mężczyzna zaprowadził nas do pomieszczenia z kominkiem kanapą. Stał tam ekspres do kawy. Był urządzony prawdziwy salon.
-Tutaj była przez około godzinę. Oczywiście pod ciągłą obserwacją. Podczas gdy została odprowadzona z powrotem do miejsca w którym śpi musiała ukraść klucze lekarzowi. Ponieważ o 23.50 wyszła jakby nigdy nic z pokoju. Na kamerach widać jak idzie prosto na dach.
Zaprowadził nas teraz do pomieszczenia gdzie były monitory z których był wgląd na kamery.
-Widzą państwo idzie spokojnie, nigdzie się nie spieszy.
Nagle naszym oczom ukazał się dach i Jes spacerująca po krawędzi. Złapałam Justina mocno za rękę. Widziałam że był tym wszystkim tak samo jak ja oszołomiony. Nie byłam pewna czy chcę widzieć jej śmierć... Jednak nie miałam wyboru
-Widzą państwo? Chodzi tak przez dobre 5 minut. Tak jakby czekała specjalnie do północy. Ale zegarka nie miała żeby móc sprawdzić godzinę. Skoczyła...
przerwałam mu
-Równo o północy prawda?
-Tak.
-Ja się urodziłam o północy...
Justin wstał szybko z łóżka i zaczął się ubierać. Mnie sparaliżowało. Nie wiedziałam co się stało. Nie dochodziła do mnie ta myśl że ona nie żyje... Narobiła wiele zamieszania w moim życiu ale nie spodziewałam się że ona nie żyje...
-Kate wstawaj. Musimy tam pojechać...
-Ale co się stało?
-Nie wiem, ale jak tam pojedziemy wszystkiego się dowiemy. Spokojnie. Wstań kochanie.
Podniósł mnie z łóżka. Poszłam do garderoby i ubrałam się w pierwsze lepsze ubranie. W łazience umyłam twarz i zęby, następnie delikatnie pomalowałam rzęsy i usta. Zeszliśmy szybko do kuchni, wzięliśmy sobie po jabłku i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu bez słowa i pojechaliśmy do ośrodka. Naokoło było mnóstwo policji, pogotowie i jakieś inne służy specjalne. Zanim wysiedliśmy z samochodu Justin złapał mnie za rękę.
-Będzie wszystko dobrze. Nie przejmuj się tym tak.
-Nie martwię się... Jest to dla mnie po prostu szok.
-Rozumiem. Możemy już iść?
W szybę od strony Justina nagle zapukał policjant.
-Pan Bieber i Pani Johns?
-Tak.
-Proszę za mną.
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy za policjantem. Zatrzymaliśmy się przy wejściu do ośrodka i policjant przekazał nas pewnemu mężczyźnie nie był ubrany jak zwykły policjant jednak miał przypiętą odznakę.
-Przepraszam państwa że tak was ściągnęliśmy ale z tego co mi wiadomo to na was opierała się obsesja Panny Olsen... A dokładniej na Pannie Johns...
-Tak.
-Więc proszę za mną... Muszę państwu coś pokazać.
Mężczyzna zaprowadził nas do jednego z pokoi chorych.
-To jest pomieszczenie w którym była zamknięta panna Jes.
Rozejrzałam się. Ten pokoik wyglądał jak z horroru. Białe ściany łóżko na środku, jedna szafka jak przypuszczam na ubrania. Nagle Mężczyzna odsunął łóżko. Na ścianie widniały ciemne rysy jakby przypadkowe litery...
-Panna Olsen nie miała dostępu do niczego czym mogłaby to zrobić jednak z analizy wynika że jest to krew...
Moje oczy szeroko się otworzyły.
-Widzi pani te kartki włożone pod listewkę?
-Tak...
Mężczyzna nałożył białe rękawiczki i je wyjął. Podał nam po jednej takiej rękawiczce.
-Proszę to nałożyć. Lepiej żeby nie było tutaj waszych odcisków palców...
zrobiliśmy jak kazał. Podał nam kartki. Jednak nie były to zwykłe kartki był to wydrukowane zdjęcia i listy. Zdjęcia mnie na prawdę przeraziły... Na każdym byłam ja. Ale co najciekawsze zdjęcia były zrobione niedawno. Jedno jest nawet z moich urodzin...
-To... To niemożliwe... Przecież ona... Skąd miałaby te zdjęcia?
-Właśnie to w tej chwili staramy się wyjaśnić...
Spojrzałam dalej na zdjęcia i nagle dostrzegłam zdjęcie mnie jak byłam malutka.
-A to zdjęcie właśnie najbardziej mnie zaciekawiło... Czy panie znały się w dzieciństwie?
-Nie... Przynajmniej nie przypominam sobie żebym znała kogokolwiek o nazwisku Olsen...
-A Stevenson?
-Emm... Nie wiem możliwe... A dlaczego pan pyta o to nazwisko?
-Ponieważ panna Jes Olsen tak na prawdę nazywa się Jesica Stevenson.
-Co? Jak to?
-Jej wszystkie dokumenty okazały się podrobione. Są one naprawdę dobrą robotą. Nie robił tego byle kto. W bazie danych istnieje osoba taka jak jes Olsen jednak ta kobieta zaginęła 8 lat temu. Niedawno odnaleźliśmy jej ciało w pobliskiej rzece.
-Ale jakim cudem Jes... Znaczy Jesica normalnie funkcjonowała miała robione badania i nikt nie zauważył że ona to nie ona?!
-Spokojnie panno Johns. Jak już wspomniałem nie jest to robota byle amatora. W danych zostało naprawdę sporo namieszane.
-I co tak po prostu przez te 8 lat ona sobie robiła co chciała na nie swoje nazwisko?!
-Tak na to wychodzi.
-A nie było tej kobiety prawdziwej Jes Olsen w jakimś spisie zaginionych?
-Było zmienione nazwisko. Kobieta była zapisana jako Jes Olson. Owszem były jej wszystkie dane ale wystarczyła jedna mała zmiana i figurowała jako inna osoba.
Justin objął mnie ramieniem. We mnie złość po prostu buzowała. Co to za policja?! Co to za prawo!?
-No wracając do tego zdjęcia. Prosiłbym bardzo aby pani sobie przypomniała czy nikogo z takim nazwiskiem nie znała. To zdjęcie jest stare. Więc albo ktoś jej to dostarczył albo sama zrobiła.
-Ale kto... Chwilkę!
Uwolniłam się z uścisku Justina i podbiegłam do zamazanej ściany za łóżkiem. Kucnęłam i spojrzałam na nią jeszcze raz.
-Litery na ścianie nie są przypadkowe. W dzieciństwie grałam w pewną grę... wymyślało się wierszyk i rysowało kreseczki jakby drogę do celu.
Niezapominajki to są kwiatki z bajki
kreseczka w górę a potem w dół
rosną nad potoczkiem
prosto i w górę
patrzą rybim oczkiem
w górę w dół i z powrotem w dół i w górę
gdy się płynie łódką
w dół prosto i w dół
śmieją się cichutko
dwie prosto w dół i z powrotem prosto tak dwa razy
i szepczą mi skromnie
dwie w dół
nie zapomnij o mnie!
kółeczko.
Łzy napłynęły mi do oczu. Justin obok mnie kucnął.
-Wyszło We don't need no wings to fly...
-Nie możliwe...
-Ten napis był na ścianie w klubie na moich urodzinach i dostałam róże z karteczką z tym napisem...
-Czyli wszystko jasne...
-Jasne? Co tu jest jasne?! Czy ta psycholka znowu uciekła i za mną łaziła? Aż w końcu ktoś ją zabił?!
-Nie Jesica była kamerowana i nie ruszała się ani na krok z tego pokoju od paru tygodni.
-Więc jak zginęła?
-Właśnie tutaj jest problem...
-Problem?
-Nie powinienem wam udzielać takich informacji...
-Proszę pana niech pan powie, musimy wiedzieć co się z nią stało...
Tej nocy Jesica za dobre sprawowanie została zaprowadzona do salonu.
-Salonu?
-Proszę za mną.
Mężczyzna zaprowadził nas do pomieszczenia z kominkiem kanapą. Stał tam ekspres do kawy. Był urządzony prawdziwy salon.
-Tutaj była przez około godzinę. Oczywiście pod ciągłą obserwacją. Podczas gdy została odprowadzona z powrotem do miejsca w którym śpi musiała ukraść klucze lekarzowi. Ponieważ o 23.50 wyszła jakby nigdy nic z pokoju. Na kamerach widać jak idzie prosto na dach.
Zaprowadził nas teraz do pomieszczenia gdzie były monitory z których był wgląd na kamery.
-Widzą państwo idzie spokojnie, nigdzie się nie spieszy.
Nagle naszym oczom ukazał się dach i Jes spacerująca po krawędzi. Złapałam Justina mocno za rękę. Widziałam że był tym wszystkim tak samo jak ja oszołomiony. Nie byłam pewna czy chcę widzieć jej śmierć... Jednak nie miałam wyboru
-Widzą państwo? Chodzi tak przez dobre 5 minut. Tak jakby czekała specjalnie do północy. Ale zegarka nie miała żeby móc sprawdzić godzinę. Skoczyła...
przerwałam mu
-Równo o północy prawda?
-Tak.
-Ja się urodziłam o północy...
ROZDZIAŁ 43
~Kate~
Gdy się obudziłam spostrzegłam że Justin mi się uważnie przygląda. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam opanować swoich emocji. Byłam taka szczęśliwa po nocy spędzonej z nim. Najwspanialsze urodziny w moim życiu. Tu nie chodzi o super prezenty materialne które dostałam czy sam fakt imprezy. To dostawałam co roku. Jednak nigdy wcześniej nie dostałam tej bliskości. Nie przeżywałam tylu uczuć w jednym dniu. Począwszy od podekscytowania i wzruszenia kończąc na ogromnej miłości i szczęściu. Może to samolubne ale chciałabym żeby każdy dzień tak wyglądał. Pocałowałam jusTina delikatnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry.
Uśmiechnął się i wpatrywaliśmy się sobie chwilę w oczy bez żadnych słów. W tamtej chwili przypomniałam sobie noc gdy się poznaliśmy.
"-Oj dawaj, wiem że chcesz – Uśmiechnęłam się i złapałam jego ręce kładąc sobie nisko na biodrach. Następnie swoje ręce owinęłam wokół jego szyi i zaczęłam się powoli i seksownie poruszać, stał przez jakiś czas jak wryty, jednak po chwili zaczął poruszać się równo ze mną. Ciągle patrzyłam w jego oczy a on w moje. Były piękne. Chyba najpiękniejsze jakie widziałam. Mogłabym się w nie wpatrywać przez całe życie. Jednak gdy piosenka się skończyła, dałam mu buziaka w policzek i szepnęłam do ucha
-pieprz się ze mną."
Teraz to wszystko pamiętam jakby działo się parę dni temu. Nie byliśmy razem, ja pierwszy raz byłam pijana i mimo że gadałam głupoty nie żałuję niczego z tamtego dnia a właściwie nocy. Wiem... Może to brzmi niewiarygodnie ale kocham go z dnia na dzień coraz mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
-Chyba czas wstać?
-Nieee, poleżmy jeszcze chwilkę. Tak mi tu dobrze z tobą. - przytuliłam go mocno do siebie.
-Kate ale jest już 13. Za chwilę pewnie wróci twoja siostra o ile już jej nie ma w domu.
-I co z tego? Przecież nie jest dzieckiem nie musimy jej niańczyć tak?
-A jeżeli tu wejdzie? A my tak?
-Justinie Drew Bieber! Od kiedy ty się wstydzisz mojej siostry?
-Nie wstydzę ale nie uważasz że to będzie krępująca sytuacja?
Westchnęłam. Wstałam z łózka i zamknęłam drzwi na klucz. Wróciłam do niego do łóżka.
-Już lepiej się czujesz? teraz tu nie wejdzie.
-Znacznie.
Podparł się łokciami po obu stronach mojego ciała. Jego twarz nagle znajdowała się parę milimetrów nad moją.
-No nie wierzę w to że krępowały cię otworzone drzwi...
zaśmiałam się lekko
-Nie krępowały. Po prostu chciałem się dokładniej i z lepszej perspektywy przyjrzeć twojemu ciału.
-A skąd wiedziałeś że wstanę je zamknąć? A nie na przykład pójdę się ubrać?
-Znam cię i wiedziałem że tego nie zrobisz.
-Aaj jesteś okropny!
uderzyłam go lekko w ramie.
-Ale za to mnie kochasz.
-Nie tylko za to.
-Taak? A za co jeszcze?
-Za to że jesteś przystojny, że świetnie całujesz, w tych sprawach też jesteś całkiem niezły...
Nagle przerwał mi
-Tylko niezły?
-hmm no tak.
-Ej Ej Ej! -zaczął mnie łaskotać a ja się strasznie śmiać.
-Przestań!
-To mnie nie kłam i powiedz prawdę!
-Jaką prawdę? Przecież nie kłamię!
-W nocy mówiłaś że jestem lepszy niż niezły.
-Aaj to było w nocy!
Dalej mnie łaskotał.
-Kłamczucha!
-Do.. dobra przestań już! Powiem co chcesz tylko przestań proszę!
-Przestał na chwilę. Coś chciałaś powiedzieć?
-Tak że jesteś świetny w łóżku.- szepnęłam
-Co? Nie słyszałem.
-Jesteś świetny w łóżku. -Powiedziałam teraz normalnym głosem
-Coś dzisiaj cicho mówisz...
-Jesteś zajebisty w łóżku!- krzyknęłam.- lepiej?
-Oo zdecydowanie. -pocałował mnie.- No dobrze więc dokończ za co mnie jeszcze kochasz?
-Za to że jesteś taki okrutny! -wykrzywiłam zabawnie twarz
-Za to że jesteś romantykiem, że codziennie czuję smak twoich ust przy czym mam dreszcze, za to że zawsze jesteś przy mnie, za to że bywasz zabawny, za to że nie dasz mnie nikomu skrzywdzić i że czuję się przy tobie bezpiecznie. Za to że dajesz mi szczęście każdego dnia, za to że pojawiłeś się w moim życiu, za to że się o mnie martwisz i za to że uwielbiam twój uśmiech. Za to że jesteś jednocześnie najlepszym chłopakiem na świecie i moim przyjacielem, za twoje piękne oczy, za ciepło które mi dajesz każdego dnia. Kocham cię za to że ty mnie Kochasz.
Justin patrzył się na mnie poważnie. Zauważyłam że jego oczy się zeszkliły. Najpiękniejszy widok na świecie? Twój mężczyzna się wzrusza.
-Dziękuję. Wiesz że nikt jeszcze nie miał tyle powodów aby mnie kochać.
-To ty je dajesz. Ja powinnam tobie podziękować.
-Kocham cię.
-Wiem o tym głuptasie.
Pocałowałam go. Był to długi, ale delikatny pocałunek. Przerwał nam dźwięk dzwoniącego telefonu. Justin odrzucił połączenie.
-Nie odbierzesz?
-Nie. Jestem teraz tutaj z tobą i nie mam zamiaru go odbierać.
Za parę sekund znowu zadzwonił. Justin znowu odrzucił. Po chwili znowu.
-Może jednak odbierz? Jeżeli to coś ważnego?
-Nie ma nic ważniejszego od Ciebie.
Wyłączył telefon.
-Ale jeśli...
-Ććć
Justin znowu mnie pocałował, ale tym razem zadzwonił mój telefon.
-Kur...
-Spokojnie. To musi być rzeczywiście coś ważnego skoro się tak do nas dobijają.
Wstałam do telefonu. Jednak przestał dzwonić. Wzięłam go ze sobą i wróciłam do łózka.
-To Chris... Justin coś się stało...
-Skąd takie przypuszczenie?
-Bo Chris dobrze wiedział że jesteś u mnie i kto jak kto ale on by nam nie przeszkadzał i nie dzwonił bez powodu.
-Oj Kate spokojnie. Może po prostu czegoś potrzebuje. Uwierz mi on potrafi być upierdliwy.
-No nie wiem, mam jakieś złe przeczucie...
Telefon znów zadzwonił. Natychmiast go odebrałam.
-Halo?
-Dzięki Bogu! W końcu odebraliście!
-Co się stało?
-Pogłupieliście żeby tak telefonów nie odbierać?!
-Chris spokojnie. Co się stało?
-Kate... Wiesz że gdyby to nie było coś ważnego nie przeszkadzałbym wam...
-Tak wiem... Nie przedłużaj tylko mów o co chodzi!
-Może nie powinienem psuć wam jak sądzę dobrze rozpoczętego dnia ale uznałem że powinniście wiedzieć...
-No powiesz w końcu co się stało!?
-Weź na głośnik...
Zrobiłam co mi kazał
-Tak więc... Kate... Justin...
-No co?!
-Dzwoniła do mnie Policja...
-Boże mów w końcu co się stało bo nie wytrzymam zaraz!
-Jes nie żyje...
Zatkało nas. Spojrzeliśmy się z Justinem na siebie z przerażeniem...
-Dlaczego do nas nie dzwonili?
-Do Justina próbowali ale się dodzwonić nie mogli i do ciebie Kate na domowy dzwonili ale nikt nie odbierał więc zadzwonili do nas...
-Ale jak to się stało?
-Nie chcieli mi nic powiedzieć. Kazali się tylko z wami skontaktować i przyjechać do tego ośrodka gdzie ją trzymali...
-Dobra zaraz tam będziemy...
Rozłączyłam się.
Gdy się obudziłam spostrzegłam że Justin mi się uważnie przygląda. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam opanować swoich emocji. Byłam taka szczęśliwa po nocy spędzonej z nim. Najwspanialsze urodziny w moim życiu. Tu nie chodzi o super prezenty materialne które dostałam czy sam fakt imprezy. To dostawałam co roku. Jednak nigdy wcześniej nie dostałam tej bliskości. Nie przeżywałam tylu uczuć w jednym dniu. Począwszy od podekscytowania i wzruszenia kończąc na ogromnej miłości i szczęściu. Może to samolubne ale chciałabym żeby każdy dzień tak wyglądał. Pocałowałam jusTina delikatnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry.
Uśmiechnął się i wpatrywaliśmy się sobie chwilę w oczy bez żadnych słów. W tamtej chwili przypomniałam sobie noc gdy się poznaliśmy.
"-Oj dawaj, wiem że chcesz – Uśmiechnęłam się i złapałam jego ręce kładąc sobie nisko na biodrach. Następnie swoje ręce owinęłam wokół jego szyi i zaczęłam się powoli i seksownie poruszać, stał przez jakiś czas jak wryty, jednak po chwili zaczął poruszać się równo ze mną. Ciągle patrzyłam w jego oczy a on w moje. Były piękne. Chyba najpiękniejsze jakie widziałam. Mogłabym się w nie wpatrywać przez całe życie. Jednak gdy piosenka się skończyła, dałam mu buziaka w policzek i szepnęłam do ucha
-pieprz się ze mną."
Teraz to wszystko pamiętam jakby działo się parę dni temu. Nie byliśmy razem, ja pierwszy raz byłam pijana i mimo że gadałam głupoty nie żałuję niczego z tamtego dnia a właściwie nocy. Wiem... Może to brzmi niewiarygodnie ale kocham go z dnia na dzień coraz mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
-Chyba czas wstać?
-Nieee, poleżmy jeszcze chwilkę. Tak mi tu dobrze z tobą. - przytuliłam go mocno do siebie.
-Kate ale jest już 13. Za chwilę pewnie wróci twoja siostra o ile już jej nie ma w domu.
-I co z tego? Przecież nie jest dzieckiem nie musimy jej niańczyć tak?
-A jeżeli tu wejdzie? A my tak?
-Justinie Drew Bieber! Od kiedy ty się wstydzisz mojej siostry?
-Nie wstydzę ale nie uważasz że to będzie krępująca sytuacja?
Westchnęłam. Wstałam z łózka i zamknęłam drzwi na klucz. Wróciłam do niego do łóżka.
-Już lepiej się czujesz? teraz tu nie wejdzie.
-Znacznie.
Podparł się łokciami po obu stronach mojego ciała. Jego twarz nagle znajdowała się parę milimetrów nad moją.
-No nie wierzę w to że krępowały cię otworzone drzwi...
zaśmiałam się lekko
-Nie krępowały. Po prostu chciałem się dokładniej i z lepszej perspektywy przyjrzeć twojemu ciału.
-A skąd wiedziałeś że wstanę je zamknąć? A nie na przykład pójdę się ubrać?
-Znam cię i wiedziałem że tego nie zrobisz.
-Aaj jesteś okropny!
uderzyłam go lekko w ramie.
-Ale za to mnie kochasz.
-Nie tylko za to.
-Taak? A za co jeszcze?
-Za to że jesteś przystojny, że świetnie całujesz, w tych sprawach też jesteś całkiem niezły...
Nagle przerwał mi
-Tylko niezły?
-hmm no tak.
-Ej Ej Ej! -zaczął mnie łaskotać a ja się strasznie śmiać.
-Przestań!
-To mnie nie kłam i powiedz prawdę!
-Jaką prawdę? Przecież nie kłamię!
-W nocy mówiłaś że jestem lepszy niż niezły.
-Aaj to było w nocy!
Dalej mnie łaskotał.
-Kłamczucha!
-Do.. dobra przestań już! Powiem co chcesz tylko przestań proszę!
-Przestał na chwilę. Coś chciałaś powiedzieć?
-Tak że jesteś świetny w łóżku.- szepnęłam
-Co? Nie słyszałem.
-Jesteś świetny w łóżku. -Powiedziałam teraz normalnym głosem
-Coś dzisiaj cicho mówisz...
-Jesteś zajebisty w łóżku!- krzyknęłam.- lepiej?
-Oo zdecydowanie. -pocałował mnie.- No dobrze więc dokończ za co mnie jeszcze kochasz?
-Za to że jesteś taki okrutny! -wykrzywiłam zabawnie twarz
-Za to że jesteś romantykiem, że codziennie czuję smak twoich ust przy czym mam dreszcze, za to że zawsze jesteś przy mnie, za to że bywasz zabawny, za to że nie dasz mnie nikomu skrzywdzić i że czuję się przy tobie bezpiecznie. Za to że dajesz mi szczęście każdego dnia, za to że pojawiłeś się w moim życiu, za to że się o mnie martwisz i za to że uwielbiam twój uśmiech. Za to że jesteś jednocześnie najlepszym chłopakiem na świecie i moim przyjacielem, za twoje piękne oczy, za ciepło które mi dajesz każdego dnia. Kocham cię za to że ty mnie Kochasz.
Justin patrzył się na mnie poważnie. Zauważyłam że jego oczy się zeszkliły. Najpiękniejszy widok na świecie? Twój mężczyzna się wzrusza.
-Dziękuję. Wiesz że nikt jeszcze nie miał tyle powodów aby mnie kochać.
-To ty je dajesz. Ja powinnam tobie podziękować.
-Kocham cię.
-Wiem o tym głuptasie.
Pocałowałam go. Był to długi, ale delikatny pocałunek. Przerwał nam dźwięk dzwoniącego telefonu. Justin odrzucił połączenie.
-Nie odbierzesz?
-Nie. Jestem teraz tutaj z tobą i nie mam zamiaru go odbierać.
Za parę sekund znowu zadzwonił. Justin znowu odrzucił. Po chwili znowu.
-Może jednak odbierz? Jeżeli to coś ważnego?
-Nie ma nic ważniejszego od Ciebie.
Wyłączył telefon.
-Ale jeśli...
-Ććć
Justin znowu mnie pocałował, ale tym razem zadzwonił mój telefon.
-Kur...
-Spokojnie. To musi być rzeczywiście coś ważnego skoro się tak do nas dobijają.
Wstałam do telefonu. Jednak przestał dzwonić. Wzięłam go ze sobą i wróciłam do łózka.
-To Chris... Justin coś się stało...
-Skąd takie przypuszczenie?
-Bo Chris dobrze wiedział że jesteś u mnie i kto jak kto ale on by nam nie przeszkadzał i nie dzwonił bez powodu.
-Oj Kate spokojnie. Może po prostu czegoś potrzebuje. Uwierz mi on potrafi być upierdliwy.
-No nie wiem, mam jakieś złe przeczucie...
Telefon znów zadzwonił. Natychmiast go odebrałam.
-Halo?
-Dzięki Bogu! W końcu odebraliście!
-Co się stało?
-Pogłupieliście żeby tak telefonów nie odbierać?!
-Chris spokojnie. Co się stało?
-Kate... Wiesz że gdyby to nie było coś ważnego nie przeszkadzałbym wam...
-Tak wiem... Nie przedłużaj tylko mów o co chodzi!
-Może nie powinienem psuć wam jak sądzę dobrze rozpoczętego dnia ale uznałem że powinniście wiedzieć...
-No powiesz w końcu co się stało!?
-Weź na głośnik...
Zrobiłam co mi kazał
-Tak więc... Kate... Justin...
-No co?!
-Dzwoniła do mnie Policja...
-Boże mów w końcu co się stało bo nie wytrzymam zaraz!
-Jes nie żyje...
Zatkało nas. Spojrzeliśmy się z Justinem na siebie z przerażeniem...
-Dlaczego do nas nie dzwonili?
-Do Justina próbowali ale się dodzwonić nie mogli i do ciebie Kate na domowy dzwonili ale nikt nie odbierał więc zadzwonili do nas...
-Ale jak to się stało?
-Nie chcieli mi nic powiedzieć. Kazali się tylko z wami skontaktować i przyjechać do tego ośrodka gdzie ją trzymali...
-Dobra zaraz tam będziemy...
Rozłączyłam się.
sobota, 14 grudnia 2013
ROZDZIAŁ 42
~Justin~
Gdy zobaczyłem ten bukiet wraz z liścikiem w mojej głowie pojawiło się wiele pytań i zwątpień... Czy to ta sama osoba co zrobiła graffiti? Kto zrobił graffiti? Do tej pory myślałam że ? Alice komuś to zleciła... Dlaczego akurat te słowa? Dlaczego w bukiecie czerwonych róż jedna czarna? Czy to znaczy że jest ona inna i przetrwa mimo tego że się wyróżnia? Czy może czerń oznacza śmierć? Co jeśli ktoś chce ją skrzywdzić? Albo może jest to ostrzeżenie? Może ktoś coś wie ale nie chce nam powiedzieć? Ale dlaczego nie zostawił więc czytelniejszego znaku? To wszystko plątało się w tamtej chwili w mojej głowie ale nie mogłem pokazać Kate że się martwię. Uśmiechnąłem się do niej po chwili zamyślenia. Była ona lekko zmieszana
-Justin? To nie ty prawda?
-Nie kochanie nie ja.
-A wiesz może kto?
-Nie ale spokojnie. Czemu jesteś taka przestraszona? Czarna róża pewnie oznacza inność i że jest żywa więc przetrwa mimo wszystko w tłumie innych od siebie.
-Ale dlaczego czarna a nie na przykład biała?
-Może to ma ukazać twoją przeszłość... W końcu nie miałaś łatwo.
-No może i tak...
-Kate!- złapałem w dłonie jej twarz- uśmiechnij się to twój dzień i tym prezentem nikt na pewno nie chciał sprawić ci przykrości ani żebyś się bała.
-Dobrze kochanie ale zrozum że po tym wszystkim co przeszłam mam pewne negatywne myśli czasami...
-Rozumiem to ale przypomnij sobie że to wszystko minęło. Że w tej chwili jesteś tutaj ze mną i nie wiem jeszcze dlaczego stoimy w przejściu zamiast przejść do środka. Dokładniej do twojego pokoju, do łóżka...
uśmiechnąłem się znacząco. Kate zrobiła to samo i pocałowała mnie delikatnie w usta. Gdy jej usta odsunęły się od moich uśmiech z nich nie schodził. Weszliśmy do środka.
-Kochanie przyniesiesz z samochodu prezenty a ja nam przygotuję coś specjalnego?
-Oczywiście księżniczko. Już pędzę.
Pobiegłem po prezenty. Było ich na prawdę dużo więc musiałem do samochodu chodzić dwa razy. Położyłem wszystko w salonie.
-Kate kochanie czekam na ciebie!
Krzyknąłem do Kate będącej w kuchni. Po chwili z niej wyszła z miseczką owoców i bitą śmietaną. Następnie przyniosła gorącą czekoladę.
-Miałam ogromną ochotę na słodkie.
Uśmiechnęła się do mnie tym swoim uśmiechem anioła. Usiadła na kanapie i wzięła pierwszą torebkę z prezentem aby go rozpakować jednak po chwili go odłożyła i wzięła czerwone pudełeczko. Z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęła je rozpakowywać. Usiadłem obok niej i spojżałem na prezent. Ona jeszcze go do końca nie wyjęła a już się śmiała. Nie wiedziałem o co chodzi dopóki nie ujrzałem całego prezentu. Była to zwiewna mało zasłaniająca czerwona sukieneczka cała z koronki więc mocno prześwitująca i do tego czarna bielizna.
-Jezu Kate muszę cię dzisiaj w tym zobaczyć...
Mruknąłem jej w szyję. Ona zachichotała
-Pomyślę...
-No Ej!
-No co?
-No załóż ją proszę.
-Po co ją założę jak i tak za chwilę ją ze mnie zdejmiesz.
Puściła mi oczko
-Po to żebym cię pooglądał.
-Dobrze więc założę.
Uśmiechnąłem się zwycięsko. Kate otwierała resztę prezentów po kolei. Ja co chwilę zerkałem co mi pokazywała Kate ale w tym czasie też rozpalałem w kominku. Była dzisiaj dość zimna noc.
Usiadłem obok niej na kanapie i wziąłem kubek gorącej czekolady napiłem się trochę. Kate już swoją wypiła.
Zjedliśmy owoce przy czym Kate ubrudziła mnie całego w bitej śmietanie. Sprzątnęliśmy naczynia i poszliśmy do Kate do pokoju.
-Zapomniałam prezentu od Steph i Bruca!
Kate wróciła po prezent a ja puściłem wodę do wanny. Gdy Kate wróciła spojrzała na mnie zadziornie.
-Co ty planujesz nam wspólną kąpiel?
-Taak to chyba dobry pomysł nie uważasz?
-Oj nie nie nie. Kąpiel to może być potem. No chyba że chcesz zrezygnować z oglądania mnie w tej sukience o ile można to tak nazwać.
-A nie nie nie. Jak tak to ja czekaj w pokoju a ty się tu przebieraj.
Zaśmiała się i wypchnęła mnie lekko z łazienki. Podczas gdy ona się przebierała ja zapaliłem świeczki w całym pokoju. Tak jakby Kate je naszykowała bo były wszędzie porozstawiane. Usiadłem na fotelu przy biurku i czekałem. Nagle Kate wyszła z łazienki. Wyglądała oszałamiająco. Szczęka mi dosłownie opadła. Kate do mnie podeszła i delikatnie zamknęła mi usta uśmiechając się.
-I jak ci się podobam?
Obkręciła się.
-Wyglądasz... Wyglądasz...
-No jak?
-Seksownie...
-Dziękuję. To właśnie chciałam usłyszeć.
Usiadła na moich kolanach okrakiem a mnie sparaliżowało. Nie mogło do mnie dotrzeć że mam przy sobie taką dziewczynę... I nigdy wcześniej bym się tak nie zachował... Gdybym miał okazję to bym działał a w tej chwili nie wiedziałem co mam zrobić... Co się ze mną dzieje? Kate jednak to nie przeszkadzało. Jej dłonie spoczęły na mojej szyi i zaczęła mnie całować. Po chwili czułem jak rozpina mi koszulę. I gdy jej chłodne dłonie dotknęły mojego torsu ocknąłem się z tego wszystkiego i mocno ją złapałem za pupę wstając. Jej nogi owinęły mnie w pasie nie oderwała ust od moich. Położyłem ją na łóżku i zdjąłem z siebie koszulę. Nie minęła chwila i leżeliśmy już oboje bez ubrań.
Kate podczas seksu nie była taka jak poprzednio. Tak jakby pragnęła tego od dłuższego czasu. Jej paznokcie co jakiś czas wbijały się w moje plecy i przygryzała mi parę razy skórę na szyi. Ona kontrolowała wszystko chciałem być delikatny jednak ona tego nie chciała. Podobało mi się to. Nie wiedziałem że moja księżniczka jest do czegoś takiego zdolna. Sprawiła że nie myślałem o niczym tylko o sprawieniu jej wielkiej przyjemności. Nigdy nie myślałem że będę tak szczęśliwym człowiekiem jak jestem w tej chwili. Podczas tej nocy kochaliśmy się dwa razy. Były to najlepsze godziny w moim życiu.
Kate leżała obok mnie rysując serduszka na moim torsie.
-Kocham cię Justin.
-Wiem kochanie. Też cię kocham.
-Pocałowała mnie. -Nasze języki toczyły walkę o dominację. Po paru sekundach Kate znów wylądowała na mnie.
-Trzeci raz? - mrugnąłem do niej
-A nie chcesz?
-Ja nie chcę? Głupie pytania zadajesz!
Spać położyliśmy się dopiero o 6 rano. Wstałem wcześniej niż Kate i leżałem przyglądając się jej. Uwielbiałem na nią patrzeć. Chciałbym już przez całe życie ją taką widywać jak dzisiejszej nocy. Chciałbym też budząc się widzieć jej najcudowniejszą zaspaną twarz. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem ale w tamtej chwili w mojej głowie pojawił się obraz jej dłoni z obrączką. Jesteśmy za młodzi na ślub ale nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.
Jezuuuu Tak was przepraszam miał być rozdział w nocy wiem ale jak pisałam to usnęłam z laptopem i dopiero co wstałam. Nie jest tu dużo napisane ale to tyle co zdążyłam przed zaśnięciem. Nadrobię to jeszcze obiecuję. Kocham was mocno i już nie wiem po raz który dziękuję że jesteście <3
Z całego serca was przepraszam że tyle czekać musicie na rozdziały... Chciałabym je częściej pisać ale to nie jest takie łatwe. Mam naukę nie zawsze dostęp do laptopa i wiele spraw ostatnio na mojej głowie. Już niedługo Święta i zrobię wam prezent ! <3 Myślę że będziecie zadowoleni :*
Gdy zobaczyłem ten bukiet wraz z liścikiem w mojej głowie pojawiło się wiele pytań i zwątpień... Czy to ta sama osoba co zrobiła graffiti? Kto zrobił graffiti? Do tej pory myślałam że ? Alice komuś to zleciła... Dlaczego akurat te słowa? Dlaczego w bukiecie czerwonych róż jedna czarna? Czy to znaczy że jest ona inna i przetrwa mimo tego że się wyróżnia? Czy może czerń oznacza śmierć? Co jeśli ktoś chce ją skrzywdzić? Albo może jest to ostrzeżenie? Może ktoś coś wie ale nie chce nam powiedzieć? Ale dlaczego nie zostawił więc czytelniejszego znaku? To wszystko plątało się w tamtej chwili w mojej głowie ale nie mogłem pokazać Kate że się martwię. Uśmiechnąłem się do niej po chwili zamyślenia. Była ona lekko zmieszana
-Justin? To nie ty prawda?
-Nie kochanie nie ja.
-A wiesz może kto?
-Nie ale spokojnie. Czemu jesteś taka przestraszona? Czarna róża pewnie oznacza inność i że jest żywa więc przetrwa mimo wszystko w tłumie innych od siebie.
-Ale dlaczego czarna a nie na przykład biała?
-Może to ma ukazać twoją przeszłość... W końcu nie miałaś łatwo.
-No może i tak...
-Kate!- złapałem w dłonie jej twarz- uśmiechnij się to twój dzień i tym prezentem nikt na pewno nie chciał sprawić ci przykrości ani żebyś się bała.
-Dobrze kochanie ale zrozum że po tym wszystkim co przeszłam mam pewne negatywne myśli czasami...
-Rozumiem to ale przypomnij sobie że to wszystko minęło. Że w tej chwili jesteś tutaj ze mną i nie wiem jeszcze dlaczego stoimy w przejściu zamiast przejść do środka. Dokładniej do twojego pokoju, do łóżka...
uśmiechnąłem się znacząco. Kate zrobiła to samo i pocałowała mnie delikatnie w usta. Gdy jej usta odsunęły się od moich uśmiech z nich nie schodził. Weszliśmy do środka.
-Kochanie przyniesiesz z samochodu prezenty a ja nam przygotuję coś specjalnego?
-Oczywiście księżniczko. Już pędzę.
Pobiegłem po prezenty. Było ich na prawdę dużo więc musiałem do samochodu chodzić dwa razy. Położyłem wszystko w salonie.
-Kate kochanie czekam na ciebie!
Krzyknąłem do Kate będącej w kuchni. Po chwili z niej wyszła z miseczką owoców i bitą śmietaną. Następnie przyniosła gorącą czekoladę.
-Miałam ogromną ochotę na słodkie.
Uśmiechnęła się do mnie tym swoim uśmiechem anioła. Usiadła na kanapie i wzięła pierwszą torebkę z prezentem aby go rozpakować jednak po chwili go odłożyła i wzięła czerwone pudełeczko. Z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęła je rozpakowywać. Usiadłem obok niej i spojżałem na prezent. Ona jeszcze go do końca nie wyjęła a już się śmiała. Nie wiedziałem o co chodzi dopóki nie ujrzałem całego prezentu. Była to zwiewna mało zasłaniająca czerwona sukieneczka cała z koronki więc mocno prześwitująca i do tego czarna bielizna.
-Jezu Kate muszę cię dzisiaj w tym zobaczyć...
Mruknąłem jej w szyję. Ona zachichotała
-Pomyślę...
-No Ej!
-No co?
-No załóż ją proszę.
-Po co ją założę jak i tak za chwilę ją ze mnie zdejmiesz.
Puściła mi oczko
-Po to żebym cię pooglądał.
-Dobrze więc założę.
Uśmiechnąłem się zwycięsko. Kate otwierała resztę prezentów po kolei. Ja co chwilę zerkałem co mi pokazywała Kate ale w tym czasie też rozpalałem w kominku. Była dzisiaj dość zimna noc.
Usiadłem obok niej na kanapie i wziąłem kubek gorącej czekolady napiłem się trochę. Kate już swoją wypiła.
Zjedliśmy owoce przy czym Kate ubrudziła mnie całego w bitej śmietanie. Sprzątnęliśmy naczynia i poszliśmy do Kate do pokoju.
-Zapomniałam prezentu od Steph i Bruca!
Kate wróciła po prezent a ja puściłem wodę do wanny. Gdy Kate wróciła spojrzała na mnie zadziornie.
-Co ty planujesz nam wspólną kąpiel?
-Taak to chyba dobry pomysł nie uważasz?
-Oj nie nie nie. Kąpiel to może być potem. No chyba że chcesz zrezygnować z oglądania mnie w tej sukience o ile można to tak nazwać.
-A nie nie nie. Jak tak to ja czekaj w pokoju a ty się tu przebieraj.
Zaśmiała się i wypchnęła mnie lekko z łazienki. Podczas gdy ona się przebierała ja zapaliłem świeczki w całym pokoju. Tak jakby Kate je naszykowała bo były wszędzie porozstawiane. Usiadłem na fotelu przy biurku i czekałem. Nagle Kate wyszła z łazienki. Wyglądała oszałamiająco. Szczęka mi dosłownie opadła. Kate do mnie podeszła i delikatnie zamknęła mi usta uśmiechając się.
-I jak ci się podobam?
Obkręciła się.
-Wyglądasz... Wyglądasz...
-No jak?
-Seksownie...
-Dziękuję. To właśnie chciałam usłyszeć.
Usiadła na moich kolanach okrakiem a mnie sparaliżowało. Nie mogło do mnie dotrzeć że mam przy sobie taką dziewczynę... I nigdy wcześniej bym się tak nie zachował... Gdybym miał okazję to bym działał a w tej chwili nie wiedziałem co mam zrobić... Co się ze mną dzieje? Kate jednak to nie przeszkadzało. Jej dłonie spoczęły na mojej szyi i zaczęła mnie całować. Po chwili czułem jak rozpina mi koszulę. I gdy jej chłodne dłonie dotknęły mojego torsu ocknąłem się z tego wszystkiego i mocno ją złapałem za pupę wstając. Jej nogi owinęły mnie w pasie nie oderwała ust od moich. Położyłem ją na łóżku i zdjąłem z siebie koszulę. Nie minęła chwila i leżeliśmy już oboje bez ubrań.
Kate podczas seksu nie była taka jak poprzednio. Tak jakby pragnęła tego od dłuższego czasu. Jej paznokcie co jakiś czas wbijały się w moje plecy i przygryzała mi parę razy skórę na szyi. Ona kontrolowała wszystko chciałem być delikatny jednak ona tego nie chciała. Podobało mi się to. Nie wiedziałem że moja księżniczka jest do czegoś takiego zdolna. Sprawiła że nie myślałem o niczym tylko o sprawieniu jej wielkiej przyjemności. Nigdy nie myślałem że będę tak szczęśliwym człowiekiem jak jestem w tej chwili. Podczas tej nocy kochaliśmy się dwa razy. Były to najlepsze godziny w moim życiu.
Kate leżała obok mnie rysując serduszka na moim torsie.
-Kocham cię Justin.
-Wiem kochanie. Też cię kocham.
-Pocałowała mnie. -Nasze języki toczyły walkę o dominację. Po paru sekundach Kate znów wylądowała na mnie.
-Trzeci raz? - mrugnąłem do niej
-A nie chcesz?
-Ja nie chcę? Głupie pytania zadajesz!
Spać położyliśmy się dopiero o 6 rano. Wstałem wcześniej niż Kate i leżałem przyglądając się jej. Uwielbiałem na nią patrzeć. Chciałbym już przez całe życie ją taką widywać jak dzisiejszej nocy. Chciałbym też budząc się widzieć jej najcudowniejszą zaspaną twarz. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem ale w tamtej chwili w mojej głowie pojawił się obraz jej dłoni z obrączką. Jesteśmy za młodzi na ślub ale nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.
Jezuuuu Tak was przepraszam miał być rozdział w nocy wiem ale jak pisałam to usnęłam z laptopem i dopiero co wstałam. Nie jest tu dużo napisane ale to tyle co zdążyłam przed zaśnięciem. Nadrobię to jeszcze obiecuję. Kocham was mocno i już nie wiem po raz który dziękuję że jesteście <3
Z całego serca was przepraszam że tyle czekać musicie na rozdziały... Chciałabym je częściej pisać ale to nie jest takie łatwe. Mam naukę nie zawsze dostęp do laptopa i wiele spraw ostatnio na mojej głowie. Już niedługo Święta i zrobię wam prezent ! <3 Myślę że będziecie zadowoleni :*
piątek, 13 grudnia 2013
Liebsten Awards
Jejku na wstępie chciałabym bardzo podziękować za nominacje od Vicky Bieber oraz od
Karolina Figaszewska . Zostałam nominowana aż przez dwie osoby jejku dziękuję wam dziewczyny <3
A więc nominacja do Liebsten Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym, oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.
~PYTANIA OD Vicky Bieber ~
1.Ulubiony wokalista?
Justin Bieber <3
Karolina Figaszewska . Zostałam nominowana aż przez dwie osoby jejku dziękuję wam dziewczyny <3
A więc nominacja do Liebsten Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym, oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.
~PYTANIA OD Vicky Bieber ~
1.Ulubiony wokalista?
Justin Bieber <3
2.Co lub kto skłonił/o Cię do napisania/tłumaczenia tego opowiadania?
Przed wakacjami 2013 czytałam bardzo dużo tego typu opowiadań i pewnej nocy pomyślałam czemu by nie zacząć pisać swojego? Tak na prawdę zaczęcie pisania tego bloga było niesamowitym spontanem.
3.Czego oczekujesz od czytelników?
Nic nie oczekuje od moich czytelników. Po prostu są i czytają te moje wypociny i za to jestem im ogromnie wdzięczna <3
4.Jaką muzykę preferujesz?
Nie mam określonego stylu muzyki której słucham. Muzyka pod każdą postacią jest piękna i nie ważne czy jest to pop, reggae czy rap.
5.Ile masz lat?
Mam 16 lat. W Lutym skończę 17 :)
6. Co Cię zainspirowało do pisania? | (jeśli tłumaczysz) 6. Czemu wybrałaś akurat to opowiadanie do tłumaczenia?
Moją inspiracją było pokazanie że pieniądze szczęścia nie dają. Dziewczyna z mojego opowiadania jest bogata jednak nie odczuwała szczęścia do czasu poznania miłości swojego życia. Chciałam tutaj też pokazać że ludzie nie są podzieleni na bogatych i biednych. Wszyscy są sobie równi i nie powinni się dyskryminować z żadnych powodów. Miałam wiele pomysłów na to opowiadanie jednak wiedziałam że musi być w nim motyw Miłości i bohaterem musi być mój idol Justin Bieber.
7.Masz idola? Jeśli tak, to kto to taki i dlaczego.
Jak już wcześniej wspomniałam moim idolem jest Justin Bieber. Dlaczego? Otóż Justin osiągnął niemalże wszystko czego sobie zamarzył. Doszedł do tego przez ciężką pracę i pomoc innych muzyków. Jest niesamowitym człowiekiem. Gdy był młody nie miał niczego poza kochającą rodziną. Teraz ma również sławę, pieniądze i miliony fanów. Tworzy przepiękną muzykę którą osobiście uwielbiam i mogę spokojnie stwierdzić że jest dla mnie wzorem <3
8.Dużo czasu poświęcasz na pisanie/tłumaczenie?
Napisanie jednego rozdziału zajmuje mi około dwie i pół godziny plus poprawa błędów widocznych na pierwszy rzut oka.
9.Ulubiony film? (możesz podać kilka)
Jestem fanką dramatów romantycznych i horrorów. Tak możliwe że te dwa gatunki nie mają ze sobą nic wspólnego i są diametralnie różne ale uwielbiam je oglądać. Moimi ulubionymi są:
The Last Song
Now Is Good
Wciąż Ją Kocham
Ring
Obecność
REC
10.Gdybyś miał/a możliwość zagrania w filmie/teledysku, to którym i z jaką gwiazdą?
All That Metters - Justin Bieber lub As Long As You Love Me - Justin Bieber
11.Jakiego gatunku filmy lubisz?
Już wcześniej wspominałam o tym że moimi ulubionymi gatunkami filmowymi są horrory i dramaty.
1 . Dlaczego założyłeś/łaś bloga ?
Przed wakacjami 2013 czytałam bardzo dużo tego typu opowiadań i pewnej nocy pomyślałam czemu by nie zacząć pisać swojego? I tak oto w mojej głowie narodził się pomysł na tego bloga.
2. Należysz do jakiegoś fandomu ?
Oczywiście! Beliebers.
3. Ile masz lat ?
Mam 16 lat. W lutym skończę 17 :)
4. Ulubiony kolor ?
Fioletowy.
5 . Jakie jest twoje hobby ?
Moim hobby jest śpiewanie ale nie w zespole ani przed publicznością. Uwielbiam śpiewać i robię to w sumie przy każdej okazji.
6. Masz rodzeństwo ?
Niestety nie mam rodzeństwa. Ale mieszkam z młodszym bratem ciotecznym którego tak naprawdę traktuję jak rodzonego.
7. Masz jakiegoś psa lub kota ?
Mam dwa psy. Sznaucera miniaturkę - Nero, oraz Kanekorso - Killer
8. Czego się boisz ?
Boję się wielu rzeczy... Duchów, pająków, śmierci, samotności i czasami samej siebie.
9. Co bardzo lubisz ?
A to zależy w jakim sensie bo jeżeli chodzi o jedzenie to lubię wszystko oprócz fasolki i groszku.
Jeżeli chodzi o zajęcie to lubię śpiewać, ćwiczyć, wygłupiać się. Lubię też patrzeć na kochające się pary, przytulać się, pływać, tańczyć, pisać moje opowiadanie i się śmiać.
Może chodzić też o uczucie to lubię miłość i szczęście.
Ale najbardziej to chyba lubię być kochana...
10 . Masz drugie imię ?
Takiego w papierach to nie mam ale z bierzmowania mam Michalina.
11. Na czym byłeś/łaś ostatnio w kinie ?
Na historii Jaśka Meli - Mój Biegun
~NOMINOWANI PRZEZE MNIE~
http://collision-fanfiction.blogspot.com/
http://life-can-bieber.blogspot.com/
http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.com/
http://myworldwithdreams.blogspot.com/
http://www.thelifeyouwereborn.blogspot.com/
http://demi-simon-drabbles.blogspot.com/
http://kocham-twoje-oczyy.blogspot.com/
http://hard--choice.blogspot.com/
http://ourlifeislottery.blogspot.com/
http://fanfiction-saveme.blogspot.com/
http://loneliness-fanfiction.blogspot.com/
~MOJE PYTANIA~
1. Co Cię zainspirowało do pisania bloga?
2. Masz idola? Jeżeli tak to kim on/ona jest i dlaczego właśnie on/ona?
3. Posiadasz Twittera? Jeśli tak podaj nazwę.
4. Twoje największe marzenie?
5. Jaką scenę z filmu bądź teledysku chciałabyś przeżyć?
6. Ile masz lat?
7. Z jaką częstotliwością piszesz rozdziały na twoim blogu?
8. Co lubisz robić w wolnym czasie?
9. Czy czujesz się szczęśliwa?
10. Posiadasz partnera? Jeśli tak opisz go, jeśli nie to opisz jaki powinien być.
11.Wymarzony prezent?
Przed wakacjami 2013 czytałam bardzo dużo tego typu opowiadań i pewnej nocy pomyślałam czemu by nie zacząć pisać swojego? I tak oto w mojej głowie narodził się pomysł na tego bloga.
2. Należysz do jakiegoś fandomu ?
Oczywiście! Beliebers.
3. Ile masz lat ?
Mam 16 lat. W lutym skończę 17 :)
4. Ulubiony kolor ?
Fioletowy.
5 . Jakie jest twoje hobby ?
Moim hobby jest śpiewanie ale nie w zespole ani przed publicznością. Uwielbiam śpiewać i robię to w sumie przy każdej okazji.
6. Masz rodzeństwo ?
Niestety nie mam rodzeństwa. Ale mieszkam z młodszym bratem ciotecznym którego tak naprawdę traktuję jak rodzonego.
7. Masz jakiegoś psa lub kota ?
Mam dwa psy. Sznaucera miniaturkę - Nero, oraz Kanekorso - Killer
8. Czego się boisz ?
Boję się wielu rzeczy... Duchów, pająków, śmierci, samotności i czasami samej siebie.
9. Co bardzo lubisz ?
A to zależy w jakim sensie bo jeżeli chodzi o jedzenie to lubię wszystko oprócz fasolki i groszku.
Jeżeli chodzi o zajęcie to lubię śpiewać, ćwiczyć, wygłupiać się. Lubię też patrzeć na kochające się pary, przytulać się, pływać, tańczyć, pisać moje opowiadanie i się śmiać.
Może chodzić też o uczucie to lubię miłość i szczęście.
Ale najbardziej to chyba lubię być kochana...
10 . Masz drugie imię ?
Takiego w papierach to nie mam ale z bierzmowania mam Michalina.
11. Na czym byłeś/łaś ostatnio w kinie ?
Na historii Jaśka Meli - Mój Biegun
~NOMINOWANI PRZEZE MNIE~
http://collision-fanfiction.blogspot.com/
http://life-can-bieber.blogspot.com/
http://sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.com/
http://myworldwithdreams.blogspot.com/
http://www.thelifeyouwereborn.blogspot.com/
http://demi-simon-drabbles.blogspot.com/
http://kocham-twoje-oczyy.blogspot.com/
http://hard--choice.blogspot.com/
http://ourlifeislottery.blogspot.com/
http://fanfiction-saveme.blogspot.com/
http://loneliness-fanfiction.blogspot.com/
~MOJE PYTANIA~
1. Co Cię zainspirowało do pisania bloga?
2. Masz idola? Jeżeli tak to kim on/ona jest i dlaczego właśnie on/ona?
3. Posiadasz Twittera? Jeśli tak podaj nazwę.
4. Twoje największe marzenie?
5. Jaką scenę z filmu bądź teledysku chciałabyś przeżyć?
6. Ile masz lat?
7. Z jaką częstotliwością piszesz rozdziały na twoim blogu?
8. Co lubisz robić w wolnym czasie?
9. Czy czujesz się szczęśliwa?
10. Posiadasz partnera? Jeśli tak opisz go, jeśli nie to opisz jaki powinien być.
11.Wymarzony prezent?
piątek, 15 listopada 2013
ROZDZIAŁ 41
~Kate~
Dojechaliśmy na jakiś parking. Wysiedliśmy z samochodu. rozejrzałam się i jakbym skądś znała to miejsce ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Justin do mnie podszedł
-Zamknij oczy.
-Co?
-Spokojnie. Zamknij a ja cię zaprowadzę tam gdzie trzeba.
-Ale...
-Żadne ale! Ufasz mi?
-Tak.
-Więc zamknij proszę oczy.
Nie lubiłam chodzić gdy nic nie widzę bo zawsze nawet jak ktoś mnie prowadził się wywracałam o własne nogi no ale cóż. Spróbujmy. Zamknęłam oczy. Justin objął mnie ręką w tali i delikatnie popchnął w przód. Szliśmy nie całe dwie minuty bez słów. Nagle zatrzymaliśmy się. Justin mnie puścił jednak poczułam jego miętowy oddech przed moją twarzą.
-Teraz otwórz oczy ale popatrz tylko w moje.
Tak zrobiłam. Otworzyłam oczy. Justin stał przede mną. Wszystkie światła w pomieszczeniu były zgaszone. Spojrzałam w jego oczy i po paru sekundach zabłysnęły światła i wszyscy moi znajomi stali naokoło nas i śpiewali sto lat. Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia. Byli tam wszyscy! Moja siostra, lokatorzy Justina, cała moja klasa ze szkoły i parę osób z innych. Przyjechały nawet moje siostry cioteczne i najważniejsze był mój Justin. Zaczęłam płakać i nagle ktoś mnie mocno przytulił. Tak szybko podbiegł że nie zdążyłam zauważyć kto to. Jednak po chwili ta osoba się odsunęła i okazało się że to jest moja Alice! Nagle do mojej głowy spłynęły wszyściuteńkie wspomnienia. W tamtym momencie byłam pewna że pamiętam już wszystko. Gdy skończyli śpiewać wszyscy rozeszli się w swoje strony nawet Justin uśmiechnął się tylko do mnie i odszedł z Zaynem (chłopakiem Alice) w tłum.
-Alice kochanie!
Objęłam ją bardzo mocno jeszcze raz. -Jak się tutaj znalazłaś?! Przepraszam że nie zadzwoniłam ale po prostu nic nie pamiętałam...
-Amnezja. Tak wiem wszystko niunia. Nie musisz przepraszać!
-Jesteśmy już bezpieczne wiesz? Jes już nam nie grozi.
-Wiem, wiem. Dlatego wróciłam. Zresztą twoich urodzin bym nie opuściła a gdy tylko dowiedziałam się co szykuje twój wspaniały chłopak od razu się zaangażowałam.
-A więc pomogłaś mu w tym wszystkim?!
Rozejrzałam się po całym klubie.
-Owszem.
-Ale myśmy tutaj kiedyś były prawda?
-Tak to wtedy co mnie pierwszy raz przyprowadzałaś pijaną do domu.
Zaczęłam się śmiać.
-Ach tak pamiętam to! Czyli klub nie wybrany przypadkowo?
-O nie!
-Hej! Ale nie pamiętam żeby tutaj wtedy było tak jak dzisiaj!
-Bo z Justinem zmieniliśmy troszeczkę wystrój tego miejsca.
-Jest pięknie ale wiesz co najbardziej mi się podoba?
-No co?
-To graffiti.
Pokazałam ręką na wspaniałe graffiti "we don't need no wings to fly" Moją uwagę zwrócił bardziej sam tekst niż wykonanie go. Piękne słowa. Dobrane jakby specjalnie dla mnie. Dla mojej historii. Byłam malutką szarą myszką bez żadnej pomocy doszłam do tego co teraz mam. Sama poznałam Justina, sama poradziłam sobie z kłopotami, sama się zmieniłam i teraz latam. Jestem w moim własnym niebie. To jest piękne.
-Ach to musiał wykonać Justin bo to nie jest mój pomysł i jeszcze wczoraj tego nie było.
-Jej nie wiedziałam że on umie tak pięknie malować.
-A widzisz? Hej! Właśnie zapomniałabym. Mogę cię na chwileczkę zostawić?
-Jasne.
-Za sekundę wracam.
-Okej spokojnie.
Alice ode mnie odeszła i podszedł Justin.
-Jak ci się podoba?
-Jest pięknie. Dziękuję ci bardzo za to! To jest... Nie wiem jak to określić no wspaniałe!
-Tak myślałem że ci się spodoba i to jeszcze nie koniec niespodzianek dzisiaj.
Uszczypnęłam go.
-Halo co ty robisz?
-Sprawdzam czy jesteś prawdziwy.
Justin zaśmiał się.
-Głuptasie to się inaczej sprawdza.
Złapał moją twarz w dłonie i pocałował bardzo delikatnie.
-I jak? Prawdziwy jestem?
-Jeszcze nie jestem pewna.
Objęłam jego szyję moimi dłońmi i pocałowałam po raz drugi. Tym razem dłużej. Jednak przerwało nam odchrząknięcie Alice która stała obok nas.
-Gołąbeczki poćwierkacie sobie za chwilkę ale teraz chciałabym dać ci coś.
-Ojeju! -aż mnie przeszły dreszcze po plecach. wiem że Alice nie da mi byle czego. Ona robiła zawsze cudowne prezenty.
-No więc. Najpierw chciałabym ci życzyć wszystkiego najlepszego, spędzania każdego dnia z twoim Justinem i spotykania ze mną, naszej przyjaźni która będzie trwała wiecznie, mnóstwo miłości, wspaniałej przyszłości, dwójki dzieciaczków tak jak zawsze chciałaś i przepięknego życia!
Zza pleców wyjęła pudełeczko owinięte jedynie tasiemką. Szybko ją odwiązałam i zajrzałam do środka. Była tam karteczka i pilot. Bez zastanowienia wzięłam karteczkę i na nią zerknęłam:
1. weź pilota
2. weź szampana
3. napij się łyka
4. wciśnij zielony przycisk na pilocie
5. mam nadzieję że się spodoba
Alice na mnie spojrzała z uśmiechem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła do Barku gdzie stało wiele lampek z szampanem. Wzięłyśmy po jednej i gdy chciałam już włączyć przycisk Alice mnie lekko szarpnęła.
-Hej a co z punktem 3 ?
-Ach tak "napij się łyka"
Wzięłam więc łyka i włączyłam zielony guzik. Z moich oczu nagle zniknęła Alice i wszystkie światła zgasły z wyjątkiem jednego które padało na DJ. Po paru sekundach zgasło i to światło ale na ścianie pojawił się filmik. Rozpoczął się wspaniałą przemową Alice:
Moja najwspanialsza najukochańsza najpiękniejsza najcudowniejsza i wszystko naj koleżanko przyjaciółko siostro. Dzisiaj świętujemy twój dzień! Kochana 18 lat już kończysz! Ten dzień jest wyjątkowy nie tylko z tego powodu. W tym dniu też dokładnie 10 lat temu pewien maluszek ukradł ze sklepu żelki dla drugiego maluszka. Zjedli je z wielkim smakiem i obiecały sobie że nie powiedzą tego rodzicom. Tego też dnia te same maluszki nocowały w domku na drzewie i napisały przepiękny pakt. Pozwól że zacytuję
"Ja Alice i Ja Kate przysięgamy że na zawsze będziemy razem. Nigdy nic nas nie rozdzieli. Ani chłopcy ani kłótnia o nową lalkę ani piasek w oku ani kradzież ani morderstwo ani piesek ani kotek ani nasi rodzice ani czas ani żadne grzechy inne no i nic innego. Od tej chwili jesteśmy nie tylko przyjaciółkami. Od tej chwili jesteśmy siostrami. Od tej chwili zawsze możemy sobie ufać. Od tej chwili zawsze jesteśmy razem. Od tej chwili zawsze sobie pomagamy. Od tej chwili zawsze bronimy i kryjemy się na wzajem."
Ten pakt został podpisany przez nas obie kolorowymi kredkami. Włożyłyśmy go w kopertę i w pudełeczko a potem zakopałyśmy. To teraz może są głupoty ale wtedy była to dla nas najważniejsza sprawa. Przez całe 10 lat przestrzegałyśmy tego paktu. Pilnowałyśmy siebie, pomagałyśmy no w sumie głównie ty mi ale no nie ważne. Kochanie chcę ci powiedzieć że byłaś najwspanialszym dzieckiem i nadal jesteś. Tak dla mnie ciągle jesteś tym samym dzieckiem co kiedyś. Zmienił ci się wygląd bo wypiękniałaś ale twoje wnętrze jest to samo.
Po tej wspaniałej przemowie podczas której łzy mi się zakręciły w oczach nagle zagrała cicho piosenka ed sheeran - lego house i na ścianie pojawiały się na zmianę moje zdjęcia z dzieciństwa i krótkie filmiki. Gdy ten najcudowniejszy film się skończył światło znosu padło na miejsce Dj jednak jego tam nie było ale była moja Alice. Wzięła butelkę szampana w jedną rękę i w drugą mikrofon, krzyknęła do niego
-Wszystkiego najlepszego moja siostrzyczko Kate Johns !
Wszyscy zaczęli klaskać i pogwizdywać a światła padły na mnie i Alice uniosła w górę szampana co zaraz po niej uczynili wszyscy w klubie i krzyknęli jeszcze raz "Wszystkiego najlepszego" uniosłam i ja lampkę z szampanem i wszyscy napiliśmy się. Kurcze to co tutaj się dzieje mogłabym porównać z jakimś wyidealizowanym filmem. Ale nie! To nie jest żaden film! To są moje urodziny! Moje święto! KURWA jaka ja jestem szczęśliwa!
-Kate kochanie a propo naszego paktu to zobacz co mam.
Alice już nie z miejsca Dj ale stojąc obok mnie podała mi skserowany nasz pakt i oprawiony w ramkę.
-Jezuuu! Kochanie! To najpiękniejszy prezent jaki mogłam dostać!
-Proszę bardzo. Wyjęłam list skserowałam dwa razy i schowałam z powrotem. Mam jedno ksero nad łóżkiem w moim nowym pokoju a drugie jest właśnie w twoich rękach.
-Boże no nie wierze że dzisiejszy dzień dzieje się na prawdę! Może to tylko jakiś sen?
-Nie Kate! To są twoje 18 urodziny! Ale dobra ja lecę w tłum bo ci już zajęłam i tak dużo czasu a jeszcze tyle osób chce z tobą porozmawiać na tej imprezie.
-Dobrze ale jeszcze do mnie przyjdź!
-Jasne! W końcu musimy się jeszcze razem napić!
-Tak tak ale ja dzisiaj nie chcę dużo pić. Chcę być przytomna w nocy.
-Ahaaa. Rozumiem. Justin. No cóż w takim razie jakoś na tygodniu.
-Jak to na tygodniu.
-No tak. Nie mówiłam ci że znowu tutaj mieszkam? Wróciłam. Powiedziałam rodzicom że chcę zamieszkać z Zaynem i w sumie zgodzili się. Nawet domek niewielki nam kupili.
-Jejku jak się cieszę! Muszę cię odwiedzić!
-No taak oczywiście. Dobra lecę bo tu zaraz mnie rozniosą że tyle czasu zajmuję.
-Ach no dobrze.
Jeszcze nie zdążyła odejść metra a podeszła do mnie Steph z Brucem.
-Ale piękny prezent ci zrobiła Alice.
-Prawda? Jest cudowny.
-Wiesz że płyta z filmikiem który był wyświetlony leży na kupce z prezentami?
-Kupka z prezentami? co?
-No tak nie chcieliśmy ci wszyscy dawać tak o prezentów więc wszystkie leżą za barem i są podpisane od kogo.
-Jejku nie wiedziałam.
-jest ich tam trochę uwierz!
-Okej. Na pewno są piękne!
-O tak. A szczególnie nasz.
-Hm?
Steph nachyliła się nade mną i szepnęła mi na ucho
-Radzę ci go dzisiaj przed nocą z Justinem znaleźć. Czerwone pudełeczko.
Zaśmiałam się.
-Aż się boje zapytać co tam jest?
Tym razem Bruce szepnął
-Coś seksownego.
-O boże.
-Nie boże, nie boże. Spodoba ci się na pewno.
-No nie wątpię.
-Justinowi też.- wtrącił Bruce.
-Ach wy głupole moje!
-No Kate ja ci już życzenia składałam ale ten mój szaleniec...
-Od razu szaleniec.- zaśmiał się Bruce.- No w każdym razie. Kate chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego! Cudownego życia wraz z Justinem i wspaniałych przyjaźni i no żebyś szwagierką moją może została no i udanej nocy dzisiaj.
-Dziękuję!
przytuliłam go i potem jeszcze Steph.
Tak po kolei przez niemalże pół wieczoru ktoś ciągle przychodził i mi składał życzenia. Druga połowa była niesamowita. zatańczyłam chyba z każdym z gości. Napiłam się jeszcze oczywiście z Alice no i Chris, Tess, Ryan i Chazz też mi nie odpuścili.
Koło godziny pierwszej stwierdziliśmy z Justinem że wracamy do domu. Goście jeszcze zostali i się bawili oczywiście nie wszyscy. Pracownik z tego klubu pomógł nam przez tylne drzwi wynieść prezenty do samochodu. Pożegnałam się z każdym z osobna i podziękowałam jeszcze raz za prezenty i życzenia. Pojechaliśmy do domu. Na wycieraczce przed drzwiami do domu leżał bukiet róż czerwonych w nich jedna była czarna i karteczka z napisem "we don't need no wings to fly"
Byłam bardzo zaskoczona. Po Justinie widziałam że też. A więc to nie od niego i to nie on zrobił to graffiti w klubie... Więc kto?
Kurcze i znowu wam kazałam tak długo czekać na rozdział przepraszam ale na prawdę trudno mi jest się zebrać do pisania... Jednak dzisiaj się wzięłam i napisałam. Jak się podoba? Wybaczcie ale jest 03:03 i trochę nie mam siły pisać długich notek i błędów jest pewnie kupa ale no cóż musicie to przeżyć :p Dziękuję bardzo Anecie Bulak za przepiękne i długie komentarze które czytam zawsze z uśmiechniętą mordką. Jejku jesteś taka Kochana! <3 No i ogólnie wszystkim którzy dalej trwają z moim opowiadaniem i czekają na nowe rozdziały :* Komentującym też dziękuję. Im więcej komentarzy tym większa motywacja dla mnie <3 Kocham was :*
Dojechaliśmy na jakiś parking. Wysiedliśmy z samochodu. rozejrzałam się i jakbym skądś znała to miejsce ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Justin do mnie podszedł
-Zamknij oczy.
-Co?
-Spokojnie. Zamknij a ja cię zaprowadzę tam gdzie trzeba.
-Ale...
-Żadne ale! Ufasz mi?
-Tak.
-Więc zamknij proszę oczy.
Nie lubiłam chodzić gdy nic nie widzę bo zawsze nawet jak ktoś mnie prowadził się wywracałam o własne nogi no ale cóż. Spróbujmy. Zamknęłam oczy. Justin objął mnie ręką w tali i delikatnie popchnął w przód. Szliśmy nie całe dwie minuty bez słów. Nagle zatrzymaliśmy się. Justin mnie puścił jednak poczułam jego miętowy oddech przed moją twarzą.
-Teraz otwórz oczy ale popatrz tylko w moje.
Tak zrobiłam. Otworzyłam oczy. Justin stał przede mną. Wszystkie światła w pomieszczeniu były zgaszone. Spojrzałam w jego oczy i po paru sekundach zabłysnęły światła i wszyscy moi znajomi stali naokoło nas i śpiewali sto lat. Do moich oczu napłynęły łzy szczęścia. Byli tam wszyscy! Moja siostra, lokatorzy Justina, cała moja klasa ze szkoły i parę osób z innych. Przyjechały nawet moje siostry cioteczne i najważniejsze był mój Justin. Zaczęłam płakać i nagle ktoś mnie mocno przytulił. Tak szybko podbiegł że nie zdążyłam zauważyć kto to. Jednak po chwili ta osoba się odsunęła i okazało się że to jest moja Alice! Nagle do mojej głowy spłynęły wszyściuteńkie wspomnienia. W tamtym momencie byłam pewna że pamiętam już wszystko. Gdy skończyli śpiewać wszyscy rozeszli się w swoje strony nawet Justin uśmiechnął się tylko do mnie i odszedł z Zaynem (chłopakiem Alice) w tłum.
-Alice kochanie!
Objęłam ją bardzo mocno jeszcze raz. -Jak się tutaj znalazłaś?! Przepraszam że nie zadzwoniłam ale po prostu nic nie pamiętałam...
-Amnezja. Tak wiem wszystko niunia. Nie musisz przepraszać!
-Jesteśmy już bezpieczne wiesz? Jes już nam nie grozi.
-Wiem, wiem. Dlatego wróciłam. Zresztą twoich urodzin bym nie opuściła a gdy tylko dowiedziałam się co szykuje twój wspaniały chłopak od razu się zaangażowałam.
-A więc pomogłaś mu w tym wszystkim?!
Rozejrzałam się po całym klubie.
-Owszem.
-Ale myśmy tutaj kiedyś były prawda?
-Tak to wtedy co mnie pierwszy raz przyprowadzałaś pijaną do domu.
Zaczęłam się śmiać.
-Ach tak pamiętam to! Czyli klub nie wybrany przypadkowo?
-O nie!
-Hej! Ale nie pamiętam żeby tutaj wtedy było tak jak dzisiaj!
-Bo z Justinem zmieniliśmy troszeczkę wystrój tego miejsca.
-Jest pięknie ale wiesz co najbardziej mi się podoba?
-No co?
-To graffiti.
Pokazałam ręką na wspaniałe graffiti "we don't need no wings to fly" Moją uwagę zwrócił bardziej sam tekst niż wykonanie go. Piękne słowa. Dobrane jakby specjalnie dla mnie. Dla mojej historii. Byłam malutką szarą myszką bez żadnej pomocy doszłam do tego co teraz mam. Sama poznałam Justina, sama poradziłam sobie z kłopotami, sama się zmieniłam i teraz latam. Jestem w moim własnym niebie. To jest piękne.
-Ach to musiał wykonać Justin bo to nie jest mój pomysł i jeszcze wczoraj tego nie było.
-Jej nie wiedziałam że on umie tak pięknie malować.
-A widzisz? Hej! Właśnie zapomniałabym. Mogę cię na chwileczkę zostawić?
-Jasne.
-Za sekundę wracam.
-Okej spokojnie.
Alice ode mnie odeszła i podszedł Justin.
-Jak ci się podoba?
-Jest pięknie. Dziękuję ci bardzo za to! To jest... Nie wiem jak to określić no wspaniałe!
-Tak myślałem że ci się spodoba i to jeszcze nie koniec niespodzianek dzisiaj.
Uszczypnęłam go.
-Halo co ty robisz?
-Sprawdzam czy jesteś prawdziwy.
Justin zaśmiał się.
-Głuptasie to się inaczej sprawdza.
Złapał moją twarz w dłonie i pocałował bardzo delikatnie.
-I jak? Prawdziwy jestem?
-Jeszcze nie jestem pewna.
Objęłam jego szyję moimi dłońmi i pocałowałam po raz drugi. Tym razem dłużej. Jednak przerwało nam odchrząknięcie Alice która stała obok nas.
-Gołąbeczki poćwierkacie sobie za chwilkę ale teraz chciałabym dać ci coś.
-Ojeju! -aż mnie przeszły dreszcze po plecach. wiem że Alice nie da mi byle czego. Ona robiła zawsze cudowne prezenty.
-No więc. Najpierw chciałabym ci życzyć wszystkiego najlepszego, spędzania każdego dnia z twoim Justinem i spotykania ze mną, naszej przyjaźni która będzie trwała wiecznie, mnóstwo miłości, wspaniałej przyszłości, dwójki dzieciaczków tak jak zawsze chciałaś i przepięknego życia!
Zza pleców wyjęła pudełeczko owinięte jedynie tasiemką. Szybko ją odwiązałam i zajrzałam do środka. Była tam karteczka i pilot. Bez zastanowienia wzięłam karteczkę i na nią zerknęłam:
1. weź pilota
2. weź szampana
3. napij się łyka
4. wciśnij zielony przycisk na pilocie
5. mam nadzieję że się spodoba
Alice na mnie spojrzała z uśmiechem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła do Barku gdzie stało wiele lampek z szampanem. Wzięłyśmy po jednej i gdy chciałam już włączyć przycisk Alice mnie lekko szarpnęła.
-Hej a co z punktem 3 ?
-Ach tak "napij się łyka"
Wzięłam więc łyka i włączyłam zielony guzik. Z moich oczu nagle zniknęła Alice i wszystkie światła zgasły z wyjątkiem jednego które padało na DJ. Po paru sekundach zgasło i to światło ale na ścianie pojawił się filmik. Rozpoczął się wspaniałą przemową Alice:
Moja najwspanialsza najukochańsza najpiękniejsza najcudowniejsza i wszystko naj koleżanko przyjaciółko siostro. Dzisiaj świętujemy twój dzień! Kochana 18 lat już kończysz! Ten dzień jest wyjątkowy nie tylko z tego powodu. W tym dniu też dokładnie 10 lat temu pewien maluszek ukradł ze sklepu żelki dla drugiego maluszka. Zjedli je z wielkim smakiem i obiecały sobie że nie powiedzą tego rodzicom. Tego też dnia te same maluszki nocowały w domku na drzewie i napisały przepiękny pakt. Pozwól że zacytuję
"Ja Alice i Ja Kate przysięgamy że na zawsze będziemy razem. Nigdy nic nas nie rozdzieli. Ani chłopcy ani kłótnia o nową lalkę ani piasek w oku ani kradzież ani morderstwo ani piesek ani kotek ani nasi rodzice ani czas ani żadne grzechy inne no i nic innego. Od tej chwili jesteśmy nie tylko przyjaciółkami. Od tej chwili jesteśmy siostrami. Od tej chwili zawsze możemy sobie ufać. Od tej chwili zawsze jesteśmy razem. Od tej chwili zawsze sobie pomagamy. Od tej chwili zawsze bronimy i kryjemy się na wzajem."
Ten pakt został podpisany przez nas obie kolorowymi kredkami. Włożyłyśmy go w kopertę i w pudełeczko a potem zakopałyśmy. To teraz może są głupoty ale wtedy była to dla nas najważniejsza sprawa. Przez całe 10 lat przestrzegałyśmy tego paktu. Pilnowałyśmy siebie, pomagałyśmy no w sumie głównie ty mi ale no nie ważne. Kochanie chcę ci powiedzieć że byłaś najwspanialszym dzieckiem i nadal jesteś. Tak dla mnie ciągle jesteś tym samym dzieckiem co kiedyś. Zmienił ci się wygląd bo wypiękniałaś ale twoje wnętrze jest to samo.
Po tej wspaniałej przemowie podczas której łzy mi się zakręciły w oczach nagle zagrała cicho piosenka ed sheeran - lego house i na ścianie pojawiały się na zmianę moje zdjęcia z dzieciństwa i krótkie filmiki. Gdy ten najcudowniejszy film się skończył światło znosu padło na miejsce Dj jednak jego tam nie było ale była moja Alice. Wzięła butelkę szampana w jedną rękę i w drugą mikrofon, krzyknęła do niego
-Wszystkiego najlepszego moja siostrzyczko Kate Johns !
Wszyscy zaczęli klaskać i pogwizdywać a światła padły na mnie i Alice uniosła w górę szampana co zaraz po niej uczynili wszyscy w klubie i krzyknęli jeszcze raz "Wszystkiego najlepszego" uniosłam i ja lampkę z szampanem i wszyscy napiliśmy się. Kurcze to co tutaj się dzieje mogłabym porównać z jakimś wyidealizowanym filmem. Ale nie! To nie jest żaden film! To są moje urodziny! Moje święto! KURWA jaka ja jestem szczęśliwa!
-Kate kochanie a propo naszego paktu to zobacz co mam.
Alice już nie z miejsca Dj ale stojąc obok mnie podała mi skserowany nasz pakt i oprawiony w ramkę.
-Jezuuu! Kochanie! To najpiękniejszy prezent jaki mogłam dostać!
-Proszę bardzo. Wyjęłam list skserowałam dwa razy i schowałam z powrotem. Mam jedno ksero nad łóżkiem w moim nowym pokoju a drugie jest właśnie w twoich rękach.
-Boże no nie wierze że dzisiejszy dzień dzieje się na prawdę! Może to tylko jakiś sen?
-Nie Kate! To są twoje 18 urodziny! Ale dobra ja lecę w tłum bo ci już zajęłam i tak dużo czasu a jeszcze tyle osób chce z tobą porozmawiać na tej imprezie.
-Dobrze ale jeszcze do mnie przyjdź!
-Jasne! W końcu musimy się jeszcze razem napić!
-Tak tak ale ja dzisiaj nie chcę dużo pić. Chcę być przytomna w nocy.
-Ahaaa. Rozumiem. Justin. No cóż w takim razie jakoś na tygodniu.
-Jak to na tygodniu.
-No tak. Nie mówiłam ci że znowu tutaj mieszkam? Wróciłam. Powiedziałam rodzicom że chcę zamieszkać z Zaynem i w sumie zgodzili się. Nawet domek niewielki nam kupili.
-Jejku jak się cieszę! Muszę cię odwiedzić!
-No taak oczywiście. Dobra lecę bo tu zaraz mnie rozniosą że tyle czasu zajmuję.
-Ach no dobrze.
Jeszcze nie zdążyła odejść metra a podeszła do mnie Steph z Brucem.
-Ale piękny prezent ci zrobiła Alice.
-Prawda? Jest cudowny.
-Wiesz że płyta z filmikiem który był wyświetlony leży na kupce z prezentami?
-Kupka z prezentami? co?
-No tak nie chcieliśmy ci wszyscy dawać tak o prezentów więc wszystkie leżą za barem i są podpisane od kogo.
-Jejku nie wiedziałam.
-jest ich tam trochę uwierz!
-Okej. Na pewno są piękne!
-O tak. A szczególnie nasz.
-Hm?
Steph nachyliła się nade mną i szepnęła mi na ucho
-Radzę ci go dzisiaj przed nocą z Justinem znaleźć. Czerwone pudełeczko.
Zaśmiałam się.
-Aż się boje zapytać co tam jest?
Tym razem Bruce szepnął
-Coś seksownego.
-O boże.
-Nie boże, nie boże. Spodoba ci się na pewno.
-No nie wątpię.
-Justinowi też.- wtrącił Bruce.
-Ach wy głupole moje!
-No Kate ja ci już życzenia składałam ale ten mój szaleniec...
-Od razu szaleniec.- zaśmiał się Bruce.- No w każdym razie. Kate chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego! Cudownego życia wraz z Justinem i wspaniałych przyjaźni i no żebyś szwagierką moją może została no i udanej nocy dzisiaj.
-Dziękuję!
przytuliłam go i potem jeszcze Steph.
Tak po kolei przez niemalże pół wieczoru ktoś ciągle przychodził i mi składał życzenia. Druga połowa była niesamowita. zatańczyłam chyba z każdym z gości. Napiłam się jeszcze oczywiście z Alice no i Chris, Tess, Ryan i Chazz też mi nie odpuścili.
Koło godziny pierwszej stwierdziliśmy z Justinem że wracamy do domu. Goście jeszcze zostali i się bawili oczywiście nie wszyscy. Pracownik z tego klubu pomógł nam przez tylne drzwi wynieść prezenty do samochodu. Pożegnałam się z każdym z osobna i podziękowałam jeszcze raz za prezenty i życzenia. Pojechaliśmy do domu. Na wycieraczce przed drzwiami do domu leżał bukiet róż czerwonych w nich jedna była czarna i karteczka z napisem "we don't need no wings to fly"
Byłam bardzo zaskoczona. Po Justinie widziałam że też. A więc to nie od niego i to nie on zrobił to graffiti w klubie... Więc kto?
Kurcze i znowu wam kazałam tak długo czekać na rozdział przepraszam ale na prawdę trudno mi jest się zebrać do pisania... Jednak dzisiaj się wzięłam i napisałam. Jak się podoba? Wybaczcie ale jest 03:03 i trochę nie mam siły pisać długich notek i błędów jest pewnie kupa ale no cóż musicie to przeżyć :p Dziękuję bardzo Anecie Bulak za przepiękne i długie komentarze które czytam zawsze z uśmiechniętą mordką. Jejku jesteś taka Kochana! <3 No i ogólnie wszystkim którzy dalej trwają z moim opowiadaniem i czekają na nowe rozdziały :* Komentującym też dziękuję. Im więcej komentarzy tym większa motywacja dla mnie <3 Kocham was :*
sobota, 26 października 2013
ROZDZIAŁ 40
~Kate~
O tak nie wątpliwie ciocia Rose robiła najlepsze ciasta na świecie. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Ciocia poszła do kuchni.
-Ciociu zaczekaj pomogę ci.
Poszłam wraz z nią po ciasto zostawiając Justina wraz z Tomem, Jazmyn i Steph samych. Pokroiłam Pięknie wyglądającą szarlotkę a ciocia zaparzyła herbatę.
Wszyscy zajadaliśmy się przepysznym ciastem. Tom z ciocią rozmawiali w salonie, Jazmyn z Steph oglądała jakiś program w telewizji a my z Justinem postanowiliśmy pozmywać naczynia.
-Kate zostawcie to ja potem posprzątam.
-Co ty ciociu. To dla nas żaden problem.
Uśmiechnęłam się życzliwie i weszliśmy z Justinem do kuchni.
-I jak ci się na razie podobają urodziny?
-Są idealne. A wiesz co jest najlepsze?
-Tak? Że mam swój dom. Nie będę musiała się bać że któregoś dnia rodzice mi go zabiorą że będe musiała się gdzieś wynieść. I od dzisiaj się wszystko zmieni.
-Kochanie co ma się zmienić?
-Wszystko. Jestem szczęśliwa, silna i zakochana. Nie jestem tą samą osobą co wcześniej. Kurwa Justin tak bardzo mnie zmieniłeś! Dziękuje.
Rzuciłam mu się w ramiona. On mnie mocno objął w pasie i podniósł sadzając na blacie kuchennym. Ja oplotłam jego szyję rękami i popatrzyłam mu w oczy.
-Te wszystkie prezenty są niesamowite jednak wiesz który prezent daje mi największą radość?
-Hm?
-Ty.
Połączyłam nasze usta. Justin jeździł dłońmi po moich udach. Pocałunek był namiętny. Niewiele brakowało a zaczęlibyśmy się tam kochać. Nie powiem gdyby nie rodzina w pokoju obok bym mu nie pozwoliła przestać. Justin oderwał usta od moich uśmiechając się.
-Jesteś taka idealna...
-Oj nie nie jestem.
Zeszłam z blatu i wzięłam się za zmywanie naczyń.
-Owszem jesteś.
Pocałował mnie delikatnie w szyje.
-Dla mnie Kate jesteś idealna. I nie mów mi że nie.
-Dziękuję to miłe.- uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurcze mój chłopak jest idealny a nie ja. Pozmywałam naczynia i Justin złapał mnie za rękę.
-Chodźmy się pożegnać.
-Jak to? Już?
-Tak kochanie mówiłem że mam zaplanowany dzień.
-No dobrze. A gdzie teraz jedziemy?
-Do mnie.
-Hu hu do ciebie?
-Tak Kate. Ale Też nie na długo. Jest już 14 a na 18 jesteśmy umówieni w pewne miejsce.
-Jakie miejsce?
-Niespodzianka.
-ugh no dobrze.
Justin zaśmiał się.
Pożegnałam się ze wszystkimi a Justin w tym czasie jeszcze coś szeptał do Steph. Oni coś kombinują. Jestem tylko ciekawa co... Wyszliśmy z domu cioci.
-Justin?
-Tak?
-O czym rozmawiałeś z Steph?
-O niczym.
-Jasne...
Przyspieszyłam kroku.
-Kate... To nic ważnego. Na prawdę ustalaliśmy godzinę na którą mamy wrócić do domu.
-I?
-Ale co?
-No i o której mamy wrócić?
-Aaa. To mamy się zdzwonić jeszcze.
-No dobra.
Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Zaczekał aż wsiadłam i je zamknął. Następnie sam wsiadł. Ruszyliśmy. W radiu usłyszałam świetną piosenkę. KARMAH - Just Be Good To Me. Zaczęłam ją śpiewać. Justin się uśmiechnął i dołączył do mnie. Jak widać też ją dobrze znał. Nigdy nie widziałam chłopaka co miałby taki głos. Był perfekcyjny. Każde słowo piosenki wypływało z jego ust pod postacią najpiękniejszej melodii na świecie. Przestałam na chwilę śpiewać żeby tylko słyszeć jego głos. Zamknęłam na chwilę oczy i słuchałam. Justin nagle przestał a ja otworzyłam natychmiast oczy.
-Dlaczego przerwałeś?
-Kochanie bo piosenka mi się skończyła.
Zaśmiał się
-No tak...
Nawet nie zauważyłam tego. To tak jakbym straciła orientację w czasie. Chciałabym jego śpiew słyszeć częściej.
-Jesteśmy.
-Jejku szybko.
Wysiedliśmy z samochodu. Justin zapukał do drzwi.
-Justin? Od kiedy ty pukasz do siebie do domu?
-Ach no tak. Zapomniałem.
Zaśmiałam się.
-Jasne.
-Słucham?
-Nie nic kochanie.
Weszliśmy. Ale nikogo nie było.
-Jesteśmy sami?
Uśmiechnęłam się odwracając twarzą w twarz do Justina.
-Dziwne... Na to wygląda.
-I mamy prawie 5 godzin do wyjścia?
-No tak...
Mój uśmiech się powiększył. Objęłam Justina za szyję.
-Więc co zrobimy z taką ilością czasu?
-Masz jakiś pomysł?
-Może mam, może nie mam...
Nagle z pokoju obok wybiegli wszyscy lokatorzy Justina.
-Wszystkiego Najlepszego!!
Krzyknął Chaz i Tess. Odsunęłam się od Justina uśmiechając się szeroko.
-Dziękuje!
Tess rzuciła mi się w ramiona przytulając bardzo mocno.
-Hej bo mnie zgnieciesz!
-Przepraszam.
Zachichotała.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. I Żeby ci się dzisiejszy wieczór udał.
Wyszeptała mi do ucha.
-Dziękuję.
Chaz podszedł i mnie przytulił.
-Wszystkiego najlepszego moja ty najlepsza siostro!
-Siostro?
-Tak. Jesteś dla mnie jak siostra!
-Ojej jaki jesteś kochany. Dziękuję.
Przytuliłam go jeszcze raz.
Następny podszedł krzycząc życzenia dla mnie Chris.
-100 Lat wariatko moja!
-Dzięki Chris!
Przytuliłam go. Następnie podszedł do mnie Ryan. Złapał mnie za rękę i Wyciągnął na taras za domem.
-Kate ni chciałem tak przy wszystkich. Mam nadzieję że Justin nie będzie zazdrosny.
-Spokojnie Ryan. Nie będzie.
-To dobrze. Chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego. Jesteś dla mnie ważna wiesz o tym. Kocham cię jak siostrę i chcę żeby ci się w życiu ułożyło jak najlepiej. Dlatego życzę ci żeby ci się wszystko teraz ułożyło. Żeby Jes już nigdy więcej nie weszła ci w drogę. Żebyś z Justinem była szczęśliwa i żeby się spełniły twoje wszystkie marzenia. Po prostu bądź taka szczęśliwa i uśmiechnięta jak dzisiaj już zawsze.
-Jejku dziękuję. To bardzo miłe i kochane.
-Wiesz chciałbym żebyś wiedziała ze na mnie możesz zawsze liczyć.
-Wiem o tym Ryan.
-Do dobrze.
Przytulił mnie bardzo mocno. Byłam od niego dużo niższa więc moja głowa spoczęła na jego piersi. Zastygliśmy w takiej pozycji przez paręnaście sekund. Był on na prawdę słodki. Kochałam go, zresztą nie tylko jego jak rodzinę. I zrobiłabym wszystko żeby ich chronić. Gdy wróciliśmy z powrotem do salonu gdzie wszyscy na nas czekali Justin objął mnie szybko. Chris wyjął z pod stolika na kawę szampana.
-No kochani! Czas zacząć świętować!
Wystrzelił korkiem od szampana i rozlał wszystkim w lampki. Każdy wziął po jednej i Chris krzyknął
-Za naszą kochaną Kate!
Wznieśliśmy lampki w górę po czym każdy upił trochę szampana. Każdy z wyjątkiem Chrisa który wypił całą lampkę na raz. Usiedliśmy na kanapie. Z jednej strony mnie siedział Justin a z drogiej Tess. Justin objął mnie stanowczo. Tess się do mnie odwróciła
-No więc w co planujesz się ubrać na dzisiejszy wieczór?
-Jak to?
-Jak, Jak to?
-To powinnam się przebrać?
-No nie to że źle wyglądasz ale powinnaś się przebrać.
-No więc nie wiem w co...
-Kochana więc ci pomogę.
Potarła dłonie.
-Kochanie będziesz wyglądała dzisiaj najseksowniej na świecie.
-Haha z twoją pomocą to pewnie tak. A powiesz mi dlaczego mam się przebrać?
-No niunia przecież idziesz na niespodziankę którą przygotował Justin.
-No ale nie wiem czego mam się spodziewać...
-Hmmm jak by ci to powiedzieć? Szaleństwa!
Zaśmiałam się.
-No dobrze więc pomożesz mi jakoś wyglądać.
-Jakoś? Kochana będziesz dzisiaj błyszczała.
Zaczęłyśmy się głośno śmiać. Po chwili Justin przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Kochanie?
-Tak?
-Kocham Cię.- wyszeptał mi do ucha głosem który uwielbiam. Można go porównać do mruczenia. Ciarki przeszły mi po kręgosłupie.
-Też cię kocham Justin.
-Chodźmy na chwilę na górę?
-Dobrze.
Złapał mnie za rękę.
-Przeprosimy was na chwilę.
-Tylko chwilę? Spokojnie gra wstępna powinna trochę potrwać.- zaśmiał się Chris a wszyscy zaczęli dawać zachęcające okrzyki. Natychmiastowo się zaczerwieniłam. Justin mnie pociągnął i poszliśmy na górę. Gdy tylko weszliśmy do jego pokoju i on zamknął za nami drzwi przyparł mnie do ściany i pocałował.
-Kochanie usiądź tutaj.
Posadził mnie na łóżku.
-I zamknij oczy.
Jak nakazał tak zrobiłam.
-Tylko nie podglądaj.
-Dobrze.
Trwałam z zamkniętymi oczami jakąś minutę. W tym czasie słyszałam jak Justin krzątał się po pokoju wyraźnie czegoś szukając. Nagle poczułam jego dłoń na moim kolanie.
-Możesz otworzyć.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam kucającego przede mną Justina który jedną ręką trzyma się mojego kolana a drugą kładzie mi pudełeczko na nogach.
-Otwórz.
Uśmiechnął się słodko i patrzył w moje oczy. Wzięłam w ręce pudełeczko i je otworzyłam. Zobaczyłam delikatny łańcuszek z napisem "forever in my heart".
-Jest przecudowny.
-Mogę?
złapał moją dłoń.
-Oczywiście.
Uśmiechnęłam się. Zapiął jego piękny prezent na moim nadgarstku.
-Wygląda jeszcze piękniej na twojej ręce.
Uśmiechnął się i wstał. Nachylił się nade mną powodując że upadłam na łóżko. Podparł się rękami po obu stronach mojej głowy. Otworzył usta żeby coś powiedzieć jednak mu na to nie pozwoliłam ponieważ podniosłam głowę i go pocałowałam.
Po chwili położył się obok mnie mając mnie jednak cały czas w objęciu.
-Kate?
-Tak?
-Czego życzył ci Ryan?
-Justin serio?
-Przepraszam że pytam ale chciałbym wiedzieć.
-Życzył mi żebym zawsze już była szczęśliwa.
-Dobrze.
-Oj zazdrośniku ty mój.
pocałowałam go w policzek
-Nie jestem zazdrosny po prostu...
-Dobra, dobra nie tłumacz się już.
-Ale...
-Żadne ale. Nie musisz być zazdrosny o Ryana uwierz mi. On mnie traktuje jak siostrę a ja jego jak brata. Jest dla mnie rodziną i dla ciebie powinien znaczyć to samo.
-Tak jest dla mnie bratem.
-Więc nie bądź o niego zazdrosny jasne?
-Tak kochanie. Ale nie jestem.
-Jesteś przecież wiem. Mnie nie oszukasz.
Uśmiechnął się ukazując ząbki.
-Niech ci będzie.
-Chyba musimy do nich wracać...
-Ale mi tak dobrze z tobą tutaj.
-Justin...
-Dobrze wiem. Musimy.
Wstaliśmy i zeszliśmy do wszystkich na dół.
-I jak zaspokojeni?
-Tak Chris zaspokojeni.
-Huhu i jak było?
-Wspaniale jak zawsze.- odpowiedziałam pewna siebie.
-Chris otworzył szeroko oczy w reszta się zaśmiała.
Przez następne 2 godziny rozmawialiśmy o głupotach. Tess planowała w co się ubierze i mnie przy okazji też. Chris opowiadał o dziewczynie którą ostatnio spotkał a Ryan z Chazem plotkowali o jakichś znajomych. Tak ci chłopcy nie są jak prawdziwi chłopcy. Ploteczki to ich drugie imię. Gdy wskazówki zegara wskazywały już 16.30 Tess zerwała się z kanapy i pociągnęła mnie za sobą.
-Co jest?
-No jak co? Musimy się zbierać na imprezę.
-Już?
-No kochana mamy godzinę. Bo pewnie o 17.30 będziecie wyjeżdżać.
-No tak. Dobrze więc w co w końcu mnie ubierzesz bo już się pogubiłam.
-Spokojnie mam plan.
Wzięła swój kuferek z kosmetykami.
-Jedziemy.
-Gdzie?
-No do Ciebie!
-No tak.
-Chłopcy to my lecimy!
Krzyknęła już nakładając buty.
-Co? Gdzie mi ją porywasz?
Justin objął mnie i krótko pocałował.
-Jedziemy wystroić ci dziewczynę!
-Ach więc dobrze. 17.30 będę po ciebie.
-Dobrze kochanie.
Pocałował mnie jeszcze raz tym razem dłużej. Tess odciągnęła mnie od niego.
-No szybciej!
Zaśmiałam się
-Spokojnie.
Justin bezgłośnie powiedział "już tęsknie". Tess nacisnęła malutkiego pilota i otworzyła garaż. Moim oczom rzucił się różowy kabriolet z czarnym otwieranym dachem. Gdy dach zsunął się na dół widać było białe obicia siedzeń i beżową kierownicę. Samochód jak dla lalki barbie ale jednak piękny. Wsiadłyśmy do niego.
-Nie często nim jeżdżę bo Chaz mówi że do niego nigdy nie wsiądzie...
-Haha nie dziwię się.
-Dlaczego?
-Chłopcom z reguły nie podoba się kolor różowy.
-No tak. Racja.
Dojechałyśmy do mnie pod dom. Wychodziła z niego akurat Steph.
-Cześć dziewczyny. Jestem Steph.
Podała rękę Tess.
-Cześć. Tess. Jesteś siostrą Kate tak?
-Tak. A ty?
-Mieszkam z jej chłopakiem i resztą.
-Aa tak opowiadała mi Kate. Miło mi cie poznać.
-Mi również.
-Dobra lecę do Bruce. Spotkamy się później.
-Jasne. Pa.
Weszłyśmy do domu i od razu skierowałyśmy się do mojej garderoby.
-Jezu dziewczyno ona jest ogromna!
Steph zaczęła się rozglądać, przeglądać ubrania.
-Dobra więc wybieraj a ja czekam na sugestie.
Tess była w swoim żywiole. Ubrania. Podawała mi świetne zestawy ubrań. Przymierzałam dziesiątki ubrań. Ale w końcu znalazła coś co jej przypadło szczególnie do gustu. Była to biała koronkowa sukienka. Właściwie to sukieneczka ponieważ była bardzo krótka.
-Kate! Musisz ją włożyć!
-Też uważam że jest piękna. A wiesz co by do niej pasowało?
-Tak?
-Moje nowe buty zaczekaj zaraz przyniosę.
Pobiegłam szybko do salonu i zabrałam pudełko z litami. Pokazałam je Tess.
-Dziewczyno! Są przecudowne!
-Wiem. Dostałam od siostry.
-Matko... Chcę twoją siostrę na swoich urodzinach!
Zaśmiała się.
-Nie bój się ja też kupuję fajne prezenty.
-Dobra więc już masz zaproszenie! Ale będziesz piękna. No to ubieraj się a ja idę przyszykować kosmetyki.
Ubrałam się. Założyłam lity i wyszłam. Obkręciłam się przed Tess.
-I jak?
-Przepięknie. Dobra siadaj.
Tess otworzyła kuferek z kosmetykami. Jednak jej kuferek okazał się być większy niż mi się wydawało. Miała mnóstwo kosmetyków. Paręnaście rodzajów pudrów, podkłady, wszystkie kolory kredek do oczu, cieni . Tusze do rzęs, no po prostu wszystko. Zabrała się za malowanie mnie. Przed ostatnimi poprawkami makijażu ułożyła mi włosy. Gdy skończyła podała pomogła mi wstać. Podeszłyśmy do lustra.
-Jej wyglądam...
-Tak pięknie.
Uśmiechnęłyśmy się.
-Tess?
-Chcesz może wziąć sobie jakieś ubranie z mojej szafy?
-Serio?
-Jasne. Chyba rozmiarami się mocno nie różnimy?
-W pasie jestem większa ale na wdechu dam rade jejku!
Wbiegła do garderoby i zaczęła znowu przeglądać ubrania. Ja natomiast wzięłam delikatny łańcuszek i zapięłam sobie na szyi, na mojej ręce ciągle widniała bransoletka od Justina. Nałożyłam również kolczyki i pierścionki. Tess wybrała sobie komplet. Niebieską spódnicę i falbaniastą koszulę.
-Jejku dziękuję!
Objęła mnie.
-Nie Tess. To ja dziękuję.
Spojrzałam na zegarek i była już 17.30
-Jej czyżby Justin się spóźniał?
-Nie no nie możliwe... On zawsze jest punktualny.
-Może coś się stało?
-Nie coś ty. Pewnie zaraz będzie.
-No dobra.
Zeszłyśmy do salonu i przyniosłam nam wody. Napiłyśmy się i po chwili do domu wpadł Justin.
-Matko przepraszam że bez pukania ale śpieszyłem się.
-Spokojnie przecież możesz wchodzić bez pukania ale po co ten pośpiech?
-Bo na 18 jesteśmy umówieni.
-A jest?
-Dobra 17.40 ale no...
-żadne ale. Gołąbeczki to ja was zostawiam. Lecę.
-NO na razie Tess.
Przytuliłam się jeszcze z nią na pożegnanie i wyszła.
-Zbieraj się.
-Justin spokojnie. Nic się nie stanie jak się chwilkę spóźnimy. Zresztą pewnie to nie jest daleko i z twoim tempem jazdy będziemy jeszcze przed czasem.
-Może i masz rację...
-No właśnie. Bez nerwów kochanie.
-Po prostu chcę żeby wszystko wyszło idealnie.
-I tak jest idealnie i na pewno będzie nawet jeśli nigdzie nie pojedziemy.
-Jedziemy, jedziemy. Nie pozwolę ci opóścić tej niespodzianki.
-Uparciuch mój. Dobrze ale wrócisz tu dzisiaj ze mną?
-Oczywiście kochanie. Nie ma mowy żebyś dzisiejszą noc spędziła sama w łóżku.
-Jesteś kochany wiesz?
-Wiem kochanie. No dobrze więc możemy już jechać?
-Tak.
Kochani wybaczcie mi że przez tak długi czas nic nie pisałam... Nie myślałam że liceum jest takie trudne. Mam dużo nauki i jakoś nie mam czasu na nic. Dzisiaj się wzięłam za pisanie. Mam mętlik w głowie ale mam nadzieję że głupot tu nie napisałam? Ostatnio mam ciężkie dni. Nawet bardzo. Przy zdrowych zmysłach przytrzymują mnie moje Monia, Kaku i Wera. Dziękuję wam że jesteście. To też dzięki nim napisałam ten rozdział.
Chciałabym wam wszystkim za to że to czytacie podziękować. Kurcze nigdy nie myślałam że tyle ludzi będzie czytać to co piszę. Liczba odwiedzin przekroczyła 24 tysiące. Codziennie rośnie. Dziękuję wam za to że jesteście. Wiele radości daje mi ten blog jednak nie mam czasu go pisać. Bardzo za to przepraszam. Spróbuję pisać częściej ale nic nie obiecuję. Kocham was i mam nadzieje że rozdział jednak się spodoba :*
O tak nie wątpliwie ciocia Rose robiła najlepsze ciasta na świecie. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Ciocia poszła do kuchni.
-Ciociu zaczekaj pomogę ci.
Poszłam wraz z nią po ciasto zostawiając Justina wraz z Tomem, Jazmyn i Steph samych. Pokroiłam Pięknie wyglądającą szarlotkę a ciocia zaparzyła herbatę.
Wszyscy zajadaliśmy się przepysznym ciastem. Tom z ciocią rozmawiali w salonie, Jazmyn z Steph oglądała jakiś program w telewizji a my z Justinem postanowiliśmy pozmywać naczynia.
-Kate zostawcie to ja potem posprzątam.
-Co ty ciociu. To dla nas żaden problem.
Uśmiechnęłam się życzliwie i weszliśmy z Justinem do kuchni.
-I jak ci się na razie podobają urodziny?
-Są idealne. A wiesz co jest najlepsze?
-Tak? Że mam swój dom. Nie będę musiała się bać że któregoś dnia rodzice mi go zabiorą że będe musiała się gdzieś wynieść. I od dzisiaj się wszystko zmieni.
-Kochanie co ma się zmienić?
-Wszystko. Jestem szczęśliwa, silna i zakochana. Nie jestem tą samą osobą co wcześniej. Kurwa Justin tak bardzo mnie zmieniłeś! Dziękuje.
Rzuciłam mu się w ramiona. On mnie mocno objął w pasie i podniósł sadzając na blacie kuchennym. Ja oplotłam jego szyję rękami i popatrzyłam mu w oczy.
-Te wszystkie prezenty są niesamowite jednak wiesz który prezent daje mi największą radość?
-Hm?
-Ty.
Połączyłam nasze usta. Justin jeździł dłońmi po moich udach. Pocałunek był namiętny. Niewiele brakowało a zaczęlibyśmy się tam kochać. Nie powiem gdyby nie rodzina w pokoju obok bym mu nie pozwoliła przestać. Justin oderwał usta od moich uśmiechając się.
-Jesteś taka idealna...
-Oj nie nie jestem.
Zeszłam z blatu i wzięłam się za zmywanie naczyń.
-Owszem jesteś.
Pocałował mnie delikatnie w szyje.
-Dla mnie Kate jesteś idealna. I nie mów mi że nie.
-Dziękuję to miłe.- uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurcze mój chłopak jest idealny a nie ja. Pozmywałam naczynia i Justin złapał mnie za rękę.
-Chodźmy się pożegnać.
-Jak to? Już?
-Tak kochanie mówiłem że mam zaplanowany dzień.
-No dobrze. A gdzie teraz jedziemy?
-Do mnie.
-Hu hu do ciebie?
-Tak Kate. Ale Też nie na długo. Jest już 14 a na 18 jesteśmy umówieni w pewne miejsce.
-Jakie miejsce?
-Niespodzianka.
-ugh no dobrze.
Justin zaśmiał się.
Pożegnałam się ze wszystkimi a Justin w tym czasie jeszcze coś szeptał do Steph. Oni coś kombinują. Jestem tylko ciekawa co... Wyszliśmy z domu cioci.
-Justin?
-Tak?
-O czym rozmawiałeś z Steph?
-O niczym.
-Jasne...
Przyspieszyłam kroku.
-Kate... To nic ważnego. Na prawdę ustalaliśmy godzinę na którą mamy wrócić do domu.
-I?
-Ale co?
-No i o której mamy wrócić?
-Aaa. To mamy się zdzwonić jeszcze.
-No dobra.
Justin otworzył mi drzwi do samochodu. Zaczekał aż wsiadłam i je zamknął. Następnie sam wsiadł. Ruszyliśmy. W radiu usłyszałam świetną piosenkę. KARMAH - Just Be Good To Me. Zaczęłam ją śpiewać. Justin się uśmiechnął i dołączył do mnie. Jak widać też ją dobrze znał. Nigdy nie widziałam chłopaka co miałby taki głos. Był perfekcyjny. Każde słowo piosenki wypływało z jego ust pod postacią najpiękniejszej melodii na świecie. Przestałam na chwilę śpiewać żeby tylko słyszeć jego głos. Zamknęłam na chwilę oczy i słuchałam. Justin nagle przestał a ja otworzyłam natychmiast oczy.
-Dlaczego przerwałeś?
-Kochanie bo piosenka mi się skończyła.
Zaśmiał się
-No tak...
Nawet nie zauważyłam tego. To tak jakbym straciła orientację w czasie. Chciałabym jego śpiew słyszeć częściej.
-Jesteśmy.
-Jejku szybko.
Wysiedliśmy z samochodu. Justin zapukał do drzwi.
-Justin? Od kiedy ty pukasz do siebie do domu?
-Ach no tak. Zapomniałem.
Zaśmiałam się.
-Jasne.
-Słucham?
-Nie nic kochanie.
Weszliśmy. Ale nikogo nie było.
-Jesteśmy sami?
Uśmiechnęłam się odwracając twarzą w twarz do Justina.
-Dziwne... Na to wygląda.
-I mamy prawie 5 godzin do wyjścia?
-No tak...
Mój uśmiech się powiększył. Objęłam Justina za szyję.
-Więc co zrobimy z taką ilością czasu?
-Masz jakiś pomysł?
-Może mam, może nie mam...
Nagle z pokoju obok wybiegli wszyscy lokatorzy Justina.
-Wszystkiego Najlepszego!!
Krzyknął Chaz i Tess. Odsunęłam się od Justina uśmiechając się szeroko.
-Dziękuje!
Tess rzuciła mi się w ramiona przytulając bardzo mocno.
-Hej bo mnie zgnieciesz!
-Przepraszam.
Zachichotała.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. I Żeby ci się dzisiejszy wieczór udał.
Wyszeptała mi do ucha.
-Dziękuję.
Chaz podszedł i mnie przytulił.
-Wszystkiego najlepszego moja ty najlepsza siostro!
-Siostro?
-Tak. Jesteś dla mnie jak siostra!
-Ojej jaki jesteś kochany. Dziękuję.
Przytuliłam go jeszcze raz.
Następny podszedł krzycząc życzenia dla mnie Chris.
-100 Lat wariatko moja!
-Dzięki Chris!
Przytuliłam go. Następnie podszedł do mnie Ryan. Złapał mnie za rękę i Wyciągnął na taras za domem.
-Kate ni chciałem tak przy wszystkich. Mam nadzieję że Justin nie będzie zazdrosny.
-Spokojnie Ryan. Nie będzie.
-To dobrze. Chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego. Jesteś dla mnie ważna wiesz o tym. Kocham cię jak siostrę i chcę żeby ci się w życiu ułożyło jak najlepiej. Dlatego życzę ci żeby ci się wszystko teraz ułożyło. Żeby Jes już nigdy więcej nie weszła ci w drogę. Żebyś z Justinem była szczęśliwa i żeby się spełniły twoje wszystkie marzenia. Po prostu bądź taka szczęśliwa i uśmiechnięta jak dzisiaj już zawsze.
-Jejku dziękuję. To bardzo miłe i kochane.
-Wiesz chciałbym żebyś wiedziała ze na mnie możesz zawsze liczyć.
-Wiem o tym Ryan.
-Do dobrze.
Przytulił mnie bardzo mocno. Byłam od niego dużo niższa więc moja głowa spoczęła na jego piersi. Zastygliśmy w takiej pozycji przez paręnaście sekund. Był on na prawdę słodki. Kochałam go, zresztą nie tylko jego jak rodzinę. I zrobiłabym wszystko żeby ich chronić. Gdy wróciliśmy z powrotem do salonu gdzie wszyscy na nas czekali Justin objął mnie szybko. Chris wyjął z pod stolika na kawę szampana.
-No kochani! Czas zacząć świętować!
Wystrzelił korkiem od szampana i rozlał wszystkim w lampki. Każdy wziął po jednej i Chris krzyknął
-Za naszą kochaną Kate!
Wznieśliśmy lampki w górę po czym każdy upił trochę szampana. Każdy z wyjątkiem Chrisa który wypił całą lampkę na raz. Usiedliśmy na kanapie. Z jednej strony mnie siedział Justin a z drogiej Tess. Justin objął mnie stanowczo. Tess się do mnie odwróciła
-No więc w co planujesz się ubrać na dzisiejszy wieczór?
-Jak to?
-Jak, Jak to?
-To powinnam się przebrać?
-No nie to że źle wyglądasz ale powinnaś się przebrać.
-No więc nie wiem w co...
-Kochana więc ci pomogę.
Potarła dłonie.
-Kochanie będziesz wyglądała dzisiaj najseksowniej na świecie.
-Haha z twoją pomocą to pewnie tak. A powiesz mi dlaczego mam się przebrać?
-No niunia przecież idziesz na niespodziankę którą przygotował Justin.
-No ale nie wiem czego mam się spodziewać...
-Hmmm jak by ci to powiedzieć? Szaleństwa!
Zaśmiałam się.
-No dobrze więc pomożesz mi jakoś wyglądać.
-Jakoś? Kochana będziesz dzisiaj błyszczała.
Zaczęłyśmy się głośno śmiać. Po chwili Justin przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Kochanie?
-Tak?
-Kocham Cię.- wyszeptał mi do ucha głosem który uwielbiam. Można go porównać do mruczenia. Ciarki przeszły mi po kręgosłupie.
-Też cię kocham Justin.
-Chodźmy na chwilę na górę?
-Dobrze.
Złapał mnie za rękę.
-Przeprosimy was na chwilę.
-Tylko chwilę? Spokojnie gra wstępna powinna trochę potrwać.- zaśmiał się Chris a wszyscy zaczęli dawać zachęcające okrzyki. Natychmiastowo się zaczerwieniłam. Justin mnie pociągnął i poszliśmy na górę. Gdy tylko weszliśmy do jego pokoju i on zamknął za nami drzwi przyparł mnie do ściany i pocałował.
-Kochanie usiądź tutaj.
Posadził mnie na łóżku.
-I zamknij oczy.
Jak nakazał tak zrobiłam.
-Tylko nie podglądaj.
-Dobrze.
Trwałam z zamkniętymi oczami jakąś minutę. W tym czasie słyszałam jak Justin krzątał się po pokoju wyraźnie czegoś szukając. Nagle poczułam jego dłoń na moim kolanie.
-Możesz otworzyć.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam kucającego przede mną Justina który jedną ręką trzyma się mojego kolana a drugą kładzie mi pudełeczko na nogach.
-Otwórz.
Uśmiechnął się słodko i patrzył w moje oczy. Wzięłam w ręce pudełeczko i je otworzyłam. Zobaczyłam delikatny łańcuszek z napisem "forever in my heart".
-Jest przecudowny.
-Mogę?
złapał moją dłoń.
-Oczywiście.
Uśmiechnęłam się. Zapiął jego piękny prezent na moim nadgarstku.
-Wygląda jeszcze piękniej na twojej ręce.
Uśmiechnął się i wstał. Nachylił się nade mną powodując że upadłam na łóżko. Podparł się rękami po obu stronach mojej głowy. Otworzył usta żeby coś powiedzieć jednak mu na to nie pozwoliłam ponieważ podniosłam głowę i go pocałowałam.
Po chwili położył się obok mnie mając mnie jednak cały czas w objęciu.
-Kate?
-Tak?
-Czego życzył ci Ryan?
-Justin serio?
-Przepraszam że pytam ale chciałbym wiedzieć.
-Życzył mi żebym zawsze już była szczęśliwa.
-Dobrze.
-Oj zazdrośniku ty mój.
pocałowałam go w policzek
-Nie jestem zazdrosny po prostu...
-Dobra, dobra nie tłumacz się już.
-Ale...
-Żadne ale. Nie musisz być zazdrosny o Ryana uwierz mi. On mnie traktuje jak siostrę a ja jego jak brata. Jest dla mnie rodziną i dla ciebie powinien znaczyć to samo.
-Tak jest dla mnie bratem.
-Więc nie bądź o niego zazdrosny jasne?
-Tak kochanie. Ale nie jestem.
-Jesteś przecież wiem. Mnie nie oszukasz.
Uśmiechnął się ukazując ząbki.
-Niech ci będzie.
-Chyba musimy do nich wracać...
-Ale mi tak dobrze z tobą tutaj.
-Justin...
-Dobrze wiem. Musimy.
Wstaliśmy i zeszliśmy do wszystkich na dół.
-I jak zaspokojeni?
-Tak Chris zaspokojeni.
-Huhu i jak było?
-Wspaniale jak zawsze.- odpowiedziałam pewna siebie.
-Chris otworzył szeroko oczy w reszta się zaśmiała.
Przez następne 2 godziny rozmawialiśmy o głupotach. Tess planowała w co się ubierze i mnie przy okazji też. Chris opowiadał o dziewczynie którą ostatnio spotkał a Ryan z Chazem plotkowali o jakichś znajomych. Tak ci chłopcy nie są jak prawdziwi chłopcy. Ploteczki to ich drugie imię. Gdy wskazówki zegara wskazywały już 16.30 Tess zerwała się z kanapy i pociągnęła mnie za sobą.
-Co jest?
-No jak co? Musimy się zbierać na imprezę.
-Już?
-No kochana mamy godzinę. Bo pewnie o 17.30 będziecie wyjeżdżać.
-No tak. Dobrze więc w co w końcu mnie ubierzesz bo już się pogubiłam.
-Spokojnie mam plan.
Wzięła swój kuferek z kosmetykami.
-Jedziemy.
-Gdzie?
-No do Ciebie!
-No tak.
-Chłopcy to my lecimy!
Krzyknęła już nakładając buty.
-Co? Gdzie mi ją porywasz?
Justin objął mnie i krótko pocałował.
-Jedziemy wystroić ci dziewczynę!
-Ach więc dobrze. 17.30 będę po ciebie.
-Dobrze kochanie.
Pocałował mnie jeszcze raz tym razem dłużej. Tess odciągnęła mnie od niego.
-No szybciej!
Zaśmiałam się
-Spokojnie.
Justin bezgłośnie powiedział "już tęsknie". Tess nacisnęła malutkiego pilota i otworzyła garaż. Moim oczom rzucił się różowy kabriolet z czarnym otwieranym dachem. Gdy dach zsunął się na dół widać było białe obicia siedzeń i beżową kierownicę. Samochód jak dla lalki barbie ale jednak piękny. Wsiadłyśmy do niego.
-Nie często nim jeżdżę bo Chaz mówi że do niego nigdy nie wsiądzie...
-Haha nie dziwię się.
-Dlaczego?
-Chłopcom z reguły nie podoba się kolor różowy.
-No tak. Racja.
Dojechałyśmy do mnie pod dom. Wychodziła z niego akurat Steph.
-Cześć dziewczyny. Jestem Steph.
Podała rękę Tess.
-Cześć. Tess. Jesteś siostrą Kate tak?
-Tak. A ty?
-Mieszkam z jej chłopakiem i resztą.
-Aa tak opowiadała mi Kate. Miło mi cie poznać.
-Mi również.
-Dobra lecę do Bruce. Spotkamy się później.
-Jasne. Pa.
Weszłyśmy do domu i od razu skierowałyśmy się do mojej garderoby.
-Jezu dziewczyno ona jest ogromna!
Steph zaczęła się rozglądać, przeglądać ubrania.
-Dobra więc wybieraj a ja czekam na sugestie.
Tess była w swoim żywiole. Ubrania. Podawała mi świetne zestawy ubrań. Przymierzałam dziesiątki ubrań. Ale w końcu znalazła coś co jej przypadło szczególnie do gustu. Była to biała koronkowa sukienka. Właściwie to sukieneczka ponieważ była bardzo krótka.
-Kate! Musisz ją włożyć!
-Też uważam że jest piękna. A wiesz co by do niej pasowało?
-Tak?
-Moje nowe buty zaczekaj zaraz przyniosę.
Pobiegłam szybko do salonu i zabrałam pudełko z litami. Pokazałam je Tess.
-Dziewczyno! Są przecudowne!
-Wiem. Dostałam od siostry.
-Matko... Chcę twoją siostrę na swoich urodzinach!
Zaśmiała się.
-Nie bój się ja też kupuję fajne prezenty.
-Dobra więc już masz zaproszenie! Ale będziesz piękna. No to ubieraj się a ja idę przyszykować kosmetyki.
Ubrałam się. Założyłam lity i wyszłam. Obkręciłam się przed Tess.
-I jak?
-Przepięknie. Dobra siadaj.
Tess otworzyła kuferek z kosmetykami. Jednak jej kuferek okazał się być większy niż mi się wydawało. Miała mnóstwo kosmetyków. Paręnaście rodzajów pudrów, podkłady, wszystkie kolory kredek do oczu, cieni . Tusze do rzęs, no po prostu wszystko. Zabrała się za malowanie mnie. Przed ostatnimi poprawkami makijażu ułożyła mi włosy. Gdy skończyła podała pomogła mi wstać. Podeszłyśmy do lustra.
-Jej wyglądam...
-Tak pięknie.
Uśmiechnęłyśmy się.
-Tess?
-Chcesz może wziąć sobie jakieś ubranie z mojej szafy?
-Serio?
-Jasne. Chyba rozmiarami się mocno nie różnimy?
-W pasie jestem większa ale na wdechu dam rade jejku!
Wbiegła do garderoby i zaczęła znowu przeglądać ubrania. Ja natomiast wzięłam delikatny łańcuszek i zapięłam sobie na szyi, na mojej ręce ciągle widniała bransoletka od Justina. Nałożyłam również kolczyki i pierścionki. Tess wybrała sobie komplet. Niebieską spódnicę i falbaniastą koszulę.
-Jejku dziękuję!
Objęła mnie.
-Nie Tess. To ja dziękuję.
Spojrzałam na zegarek i była już 17.30
-Jej czyżby Justin się spóźniał?
-Nie no nie możliwe... On zawsze jest punktualny.
-Może coś się stało?
-Nie coś ty. Pewnie zaraz będzie.
-No dobra.
Zeszłyśmy do salonu i przyniosłam nam wody. Napiłyśmy się i po chwili do domu wpadł Justin.
-Matko przepraszam że bez pukania ale śpieszyłem się.
-Spokojnie przecież możesz wchodzić bez pukania ale po co ten pośpiech?
-Bo na 18 jesteśmy umówieni.
-A jest?
-Dobra 17.40 ale no...
-żadne ale. Gołąbeczki to ja was zostawiam. Lecę.
-NO na razie Tess.
Przytuliłam się jeszcze z nią na pożegnanie i wyszła.
-Zbieraj się.
-Justin spokojnie. Nic się nie stanie jak się chwilkę spóźnimy. Zresztą pewnie to nie jest daleko i z twoim tempem jazdy będziemy jeszcze przed czasem.
-Może i masz rację...
-No właśnie. Bez nerwów kochanie.
-Po prostu chcę żeby wszystko wyszło idealnie.
-I tak jest idealnie i na pewno będzie nawet jeśli nigdzie nie pojedziemy.
-Jedziemy, jedziemy. Nie pozwolę ci opóścić tej niespodzianki.
-Uparciuch mój. Dobrze ale wrócisz tu dzisiaj ze mną?
-Oczywiście kochanie. Nie ma mowy żebyś dzisiejszą noc spędziła sama w łóżku.
-Jesteś kochany wiesz?
-Wiem kochanie. No dobrze więc możemy już jechać?
-Tak.
Kochani wybaczcie mi że przez tak długi czas nic nie pisałam... Nie myślałam że liceum jest takie trudne. Mam dużo nauki i jakoś nie mam czasu na nic. Dzisiaj się wzięłam za pisanie. Mam mętlik w głowie ale mam nadzieję że głupot tu nie napisałam? Ostatnio mam ciężkie dni. Nawet bardzo. Przy zdrowych zmysłach przytrzymują mnie moje Monia, Kaku i Wera. Dziękuję wam że jesteście. To też dzięki nim napisałam ten rozdział.
Chciałabym wam wszystkim za to że to czytacie podziękować. Kurcze nigdy nie myślałam że tyle ludzi będzie czytać to co piszę. Liczba odwiedzin przekroczyła 24 tysiące. Codziennie rośnie. Dziękuję wam za to że jesteście. Wiele radości daje mi ten blog jednak nie mam czasu go pisać. Bardzo za to przepraszam. Spróbuję pisać częściej ale nic nie obiecuję. Kocham was i mam nadzieje że rozdział jednak się spodoba :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)